Jutro wyjeżdżam ,dlatego tymczasowo notek nie będzie,no chyba,że cudem gdzieś złapie internet (-.-) w to rzecz jasna szczerze wątpie. Dodam za to nowe outifty po powrocie ,oraz ciekawe zdjęcia tegoż oto miejsca ;)
wtorek, 3 lipca 2012
środa, 27 czerwca 2012
1000!
Nie moge uwierzyć ! Wchodzę teraz na bloggera i wyświetliło mi się,że mój blog ma już 1000 odwiedzin ! To jest niesamowite .Bardzo wam dziękuje,że czytacie mojego bloga i czasem tutaj zaglądniecie ;) Nawet nie wiecie jaką przyjemność sprawiliście mi tym faktem ;) Jesteście kochani :)
XOXO GUYS !
XOXO GUYS !
niedziela, 24 czerwca 2012
rozdział 12
W pokoju unosił się aromat świeżo parzonej kawy latte. Liliowe zasłony delikatnie powiewały na wietrze ,przez uchylone okno. Sypialnia Made,która na codzień była starannie uporządkowana, tego poranka stanowiła tzw."nieład artystyczny" . Nowoczesny ,biały fotel ,z metalowymi nogami ,stojący tuż koło okna zawalony był stertą ubrań,a białe ,lakierowane biurko wyglądało jak zlew ,pełen naczyń z całego tygodnia. Made czując zapach swojej ulubionej kawy ,uchyliła jedno oko i ponownie je zamknęła,czując gwałtowny przypływ światła.-"eeee" wydała z siebie dźwięk.Rozciągając się pod satynową pościelą, z motywami znaczka CHANEL. Ponownie otworzyła oczy i sięgnęła po komórkę z kaslika. Pocierając jeszcze zaspane powieki , przyjrzała się tapecie ( oczywiście był na niej nie kto inny jak Francisko Lachowski *.* ) ,uśmiechnęła się i pełna wigoru ,zdzierając z siebie kołdre ,pobiegła do kuchni.
- Ahhh- wzięła głęboki oddech ,stojąc w progu rozsuwanych drzwi do kuchni. Całe pomieszczenie urządzone było nowocześnie z elementami stylu Vintage . Meble kuchenne wykonane były z polakierowanego ,dębowego drewna,a blat idealnie harmonizował się z całością. Ściany pokrywała tapeta z imitacją starszawej cegłówki oraz obrazki nawiązujące do lat 30 'i 40',a podłoga wykonana była z waniliowego marmuru. W rogu stał ,z metalowymi nogami,a przy nim cztery szklane krzesła. Mimo tak różnorodnych elementów, zmysł artystyczny współlokatorek był tak świetny,że udało im się stworzyć kuchnie z niejednego pisemka o urządzaniu wnętrz.
-Czuje kawe.. latte. - Made podeszła bliżej,delektując się wspaniałym aromatem.
-Wiedziałam,że jak wstaniesz to będzie pierwsza rzecz jaka postawi Cię na nogi" - Suzanne odłożyła dwa kubki z napisami " I <3 NY " na stolik , a jeden podała przyjaciółce.
- Dzięki . - Westchnęła Made,biorąc pełen łyk kawy.- Ah. Od razu lepiej,tego mi brakowało.
- Wiesz co jest w porannej prasie?- Wiadomości,które zaraz miała jej przekazać , zaburzyłyby jej idealny poranek ,a nawet świat.
-Nie nie wiem.- Made nie specjalnie była przejęta tym,że przyjaciółka chce jej coś powiedzieć. Przecież dobry dzień ,zaczynamy od dobrej latte,a reszte pal licho,niech sie dzieje co chce ,a świat opanują przybysze z innej planety . - Czyżby gość od karkówki,ten , z którym ostatnio flirtowałam na ognisku ,mnie poszukiwał? - Made wydała z siebie sakrastyczny śmiech .
- TO by był i tak Twój najmniejszy problem. - Dziewczyna rzuciła przyjaciółce gazete ,aby wreszcie nie musieć ciągnąć tej jakże żenującej dyskusji.
Made chwile się zawahała,a potem otworzyła pierwszą stronę, zaraz potem następną... -"przecież nic tu nie ma!" . Rozejrzała się za przyjaciółką,dając jej sygnał,że ma odpuścić.
- "strona 4 ! "- Krzyknęła Suz z łazienki,zagłuszając spokojną cisze , jazgotem suszarki do włosów.
Made przewertowała kolejne kartki . Tego co teraz zobaczyła nie spodziewała się nawet w najgorszych koszmarach ,a były one naprawde okropne . Tytuł czwartej strony ,porannego brukowca nosił nazwę" ŚLUB JUŻ NIEBAWEM " a pod spodem główni bohaterowie- Zayn i Perrie .
Made przez jakieś 10 sekund wpatrywała się w papier ,a potem zwinęła gazetę w kulkę i koszykarskim gestem wrzuciła ją do śmietnika.
"BEJB a mogłeś mieć to coś"- pomyślała,schodząc z krzesła,chociaż z zewnątrz była w tej chwili oazą spokoju,to wewnątrz poczuła ucisk ,który ledwo dawał jej oddychać.Przecież za 3 godziny umówiona była z chłopakami na wywiad w jednej z kawiarenek,a teraz dowiaduje się,że jej eks się żeni i to właśnie ten ,którego będzie musiała wypytać o dokładne szczegóły tego przedsięwzięcia oraz o jego przyszłą żonę..
XOXO GUYS .
Zaraz CD :*
- Ahhh- wzięła głęboki oddech ,stojąc w progu rozsuwanych drzwi do kuchni. Całe pomieszczenie urządzone było nowocześnie z elementami stylu Vintage . Meble kuchenne wykonane były z polakierowanego ,dębowego drewna,a blat idealnie harmonizował się z całością. Ściany pokrywała tapeta z imitacją starszawej cegłówki oraz obrazki nawiązujące do lat 30 'i 40',a podłoga wykonana była z waniliowego marmuru. W rogu stał ,z metalowymi nogami,a przy nim cztery szklane krzesła. Mimo tak różnorodnych elementów, zmysł artystyczny współlokatorek był tak świetny,że udało im się stworzyć kuchnie z niejednego pisemka o urządzaniu wnętrz.
-Czuje kawe.. latte. - Made podeszła bliżej,delektując się wspaniałym aromatem.
-Wiedziałam,że jak wstaniesz to będzie pierwsza rzecz jaka postawi Cię na nogi" - Suzanne odłożyła dwa kubki z napisami " I <3 NY " na stolik , a jeden podała przyjaciółce.
- Dzięki . - Westchnęła Made,biorąc pełen łyk kawy.- Ah. Od razu lepiej,tego mi brakowało.
- Wiesz co jest w porannej prasie?- Wiadomości,które zaraz miała jej przekazać , zaburzyłyby jej idealny poranek ,a nawet świat.
-Nie nie wiem.- Made nie specjalnie była przejęta tym,że przyjaciółka chce jej coś powiedzieć. Przecież dobry dzień ,zaczynamy od dobrej latte,a reszte pal licho,niech sie dzieje co chce ,a świat opanują przybysze z innej planety . - Czyżby gość od karkówki,ten , z którym ostatnio flirtowałam na ognisku ,mnie poszukiwał? - Made wydała z siebie sakrastyczny śmiech .
- TO by był i tak Twój najmniejszy problem. - Dziewczyna rzuciła przyjaciółce gazete ,aby wreszcie nie musieć ciągnąć tej jakże żenującej dyskusji.
Made chwile się zawahała,a potem otworzyła pierwszą stronę, zaraz potem następną... -"przecież nic tu nie ma!" . Rozejrzała się za przyjaciółką,dając jej sygnał,że ma odpuścić.
- "strona 4 ! "- Krzyknęła Suz z łazienki,zagłuszając spokojną cisze , jazgotem suszarki do włosów.
Made przewertowała kolejne kartki . Tego co teraz zobaczyła nie spodziewała się nawet w najgorszych koszmarach ,a były one naprawde okropne . Tytuł czwartej strony ,porannego brukowca nosił nazwę" ŚLUB JUŻ NIEBAWEM " a pod spodem główni bohaterowie- Zayn i Perrie .
Made przez jakieś 10 sekund wpatrywała się w papier ,a potem zwinęła gazetę w kulkę i koszykarskim gestem wrzuciła ją do śmietnika.
"BEJB a mogłeś mieć to coś"- pomyślała,schodząc z krzesła,chociaż z zewnątrz była w tej chwili oazą spokoju,to wewnątrz poczuła ucisk ,który ledwo dawał jej oddychać.Przecież za 3 godziny umówiona była z chłopakami na wywiad w jednej z kawiarenek,a teraz dowiaduje się,że jej eks się żeni i to właśnie ten ,którego będzie musiała wypytać o dokładne szczegóły tego przedsięwzięcia oraz o jego przyszłą żonę..
XOXO GUYS .
Zaraz CD :*
wtorek, 5 czerwca 2012
rozdział 12 cd
Przepraszam,że tak co chwila ciąg dalszy,ale po prostu mam problemy z internetem :) myślę,że wybaczycie...
CD...
Made sięgnęła po swojego Black Berry'ego i nieco niepewnie wybrała numer do Liama.
* w tym samym czasie w zespole(LONDYN)*
Bzzz. telefon Liama na stole zaczął wibrować. Trzech chłopaków ,którzy od rana siedzieli w fotelach oglądając filmy, zerkneli na ekranik i oniemieli.
-Ona ... jak to ? dzwoni.-Niall niemal zadławił się popcornem
Zayn siedział cicho,miłe uczucie motylków w brzuchu ponownie powróciło,jego rozsądek z tym walczył.
Liam kliknął zielony klawisz i słysząc głos Made sam również miał podobne wrażenie.
-Witaj Made,kopa czasu ,w jakiej sprawie do mnie dzwonisz?- Uprzejmie zwrócił się do starej znajomej.
-Witaj Liam,w sumie raczej rozchodzi sie o pracę niż o życie prywatne,przepraszam,że zwracam się z tym do Ciebie,ale czy znaleźlibyście wolny dzień,abym mogła z wami przeprowadzić wywiad?"
Liam prawie oniemiał z wrażenie,jego fascynacja Made z minuty na minute wciąż rosła.Nie mógł wydukać z siebie ani jednego słowa przez dobre pare minut.
-Liam ? Jestes?
Dopiero próba przebudzenia chłopaka z chwilowego życia na jawie ,przywróciła go na ziemie .
- Tak ,tak przepraszam.Wiesz to raczej jest do uzgodnienia z naszym menagerem,ale wiesz gdzie mieszkamy,także możesz zawsze do nas wpaść.
Made zaśmiała się do słuchawki- Widzisz Liam,ja już nie mieszkam w Londynie.
Liam powolnie ucichł,jego wielkie ,brązowe oczy straciły zupełny blask,a kąciki ust wyraźnie opadły na dół.
-Dostosuje się do was i do miejsca waszego pobytu - Czuła się nieco nieswojo ,słysząc ,że chłopak prawie w ogóle sie nie oddzywa.
Zayn widział po minie przyjaciela,że coś jest nie tak..wreszcie nie wytrzymał i wyrwał mu telefon
-Cześć tu Zayn.
Made słysząc jego głos miała ochotę wyłączyć telefon,ale "sprawy biznesowe oddzielamy od życia prywatnego ,tak robi prawdziwy dziennikarz" powtarzała w duchu,z niechęcią kontynuując.
-Witaj, więc w takim razie jeśli jesteście w Londynie to postaram się przylecieć do was.
- Ty nie mieszkasz w Londynie ? Jeśli nie to gdzie?- Nagle znikąd chciał wiedzieć dosłownie wszystko..
-Nie ,nie mieszkam w Londynie,studiuje teraz w Liverpool'u.
On także zamilkł,ale tylko chwilowo,poczuł nieznane mu zagrożenie z także nieznanej strony,chciał walczyć,chciał ją zobaczyć,chciał po prostu z nią być.
-Wiesz co? My przylecimy do Liverpool'u jutro w samo południe.
Made oniemiała,nagle koszmarne wspomnienia powrócą.Znowu w myślach widziała Swag i Zayn'a.
-D... dobrze.W takim razie mogę przyjechać po was na lotnisko?
-Nie musisz się fatygować,zaproponuj jakąś miejscówke to się zjawimy.
Dziewczyne ponownie ogarnęło uczucie nie do opisania towarzyszyło jej takie wewnętrzne szczęscie,ale również smutek....
-To nie problem,ale jeśli tak wolicie,to jutro o 18 w klubie "Seventeen" ,do zobaczenia jutro,cześć- Zanim Zayn zdążył coś powiedzieć Made po prostu sie wyłączyła bez owijania w bawełkne.
do słuchawki powiedział tylko "Czesc" i odłożył go powonie na stolik .
- i co ? - spytał Niall z pełną buzią popcornu .
-Coś czuje ,że jutro polegne na całej linii- Zayn opadł na sofe i zagłębił się we wspomnieniach,które w ciągu jednej chwilii powróćiły,a obraz Made nie znikał mu sprzed oczu ani na minute.
CD...
Made sięgnęła po swojego Black Berry'ego i nieco niepewnie wybrała numer do Liama.
* w tym samym czasie w zespole(LONDYN)*
Bzzz. telefon Liama na stole zaczął wibrować. Trzech chłopaków ,którzy od rana siedzieli w fotelach oglądając filmy, zerkneli na ekranik i oniemieli.
-Ona ... jak to ? dzwoni.-Niall niemal zadławił się popcornem
Zayn siedział cicho,miłe uczucie motylków w brzuchu ponownie powróciło,jego rozsądek z tym walczył.
Liam kliknął zielony klawisz i słysząc głos Made sam również miał podobne wrażenie.
-Witaj Made,kopa czasu ,w jakiej sprawie do mnie dzwonisz?- Uprzejmie zwrócił się do starej znajomej.
-Witaj Liam,w sumie raczej rozchodzi sie o pracę niż o życie prywatne,przepraszam,że zwracam się z tym do Ciebie,ale czy znaleźlibyście wolny dzień,abym mogła z wami przeprowadzić wywiad?"
Liam prawie oniemiał z wrażenie,jego fascynacja Made z minuty na minute wciąż rosła.Nie mógł wydukać z siebie ani jednego słowa przez dobre pare minut.
-Liam ? Jestes?
Dopiero próba przebudzenia chłopaka z chwilowego życia na jawie ,przywróciła go na ziemie .
- Tak ,tak przepraszam.Wiesz to raczej jest do uzgodnienia z naszym menagerem,ale wiesz gdzie mieszkamy,także możesz zawsze do nas wpaść.
Made zaśmiała się do słuchawki- Widzisz Liam,ja już nie mieszkam w Londynie.
Liam powolnie ucichł,jego wielkie ,brązowe oczy straciły zupełny blask,a kąciki ust wyraźnie opadły na dół.
-Dostosuje się do was i do miejsca waszego pobytu - Czuła się nieco nieswojo ,słysząc ,że chłopak prawie w ogóle sie nie oddzywa.
Zayn widział po minie przyjaciela,że coś jest nie tak..wreszcie nie wytrzymał i wyrwał mu telefon
-Cześć tu Zayn.
Made słysząc jego głos miała ochotę wyłączyć telefon,ale "sprawy biznesowe oddzielamy od życia prywatnego ,tak robi prawdziwy dziennikarz" powtarzała w duchu,z niechęcią kontynuując.
-Witaj, więc w takim razie jeśli jesteście w Londynie to postaram się przylecieć do was.
- Ty nie mieszkasz w Londynie ? Jeśli nie to gdzie?- Nagle znikąd chciał wiedzieć dosłownie wszystko..
-Nie ,nie mieszkam w Londynie,studiuje teraz w Liverpool'u.
On także zamilkł,ale tylko chwilowo,poczuł nieznane mu zagrożenie z także nieznanej strony,chciał walczyć,chciał ją zobaczyć,chciał po prostu z nią być.
-Wiesz co? My przylecimy do Liverpool'u jutro w samo południe.
Made oniemiała,nagle koszmarne wspomnienia powrócą.Znowu w myślach widziała Swag i Zayn'a.
-D... dobrze.W takim razie mogę przyjechać po was na lotnisko?
-Nie musisz się fatygować,zaproponuj jakąś miejscówke to się zjawimy.
Dziewczyne ponownie ogarnęło uczucie nie do opisania towarzyszyło jej takie wewnętrzne szczęscie,ale również smutek....
-To nie problem,ale jeśli tak wolicie,to jutro o 18 w klubie "Seventeen" ,do zobaczenia jutro,cześć- Zanim Zayn zdążył coś powiedzieć Made po prostu sie wyłączyła bez owijania w bawełkne.
do słuchawki powiedział tylko "Czesc" i odłożył go powonie na stolik .
- i co ? - spytał Niall z pełną buzią popcornu .
-Coś czuje ,że jutro polegne na całej linii- Zayn opadł na sofe i zagłębił się we wspomnieniach,które w ciągu jednej chwilii powróćiły,a obraz Made nie znikał mu sprzed oczu ani na minute.
rozdział 12 cz. 1
- ..ale to dla Ciebie szansa nie zmarnuj jej ! PRzy okazji masz szanse spotkać ponownie Zayn'a . - Krzyczała do słuchawki Suzanne.
-Wiesz to w tej chwili to mnie akurat nie cieszy,dobra ja kończe,muszę zadzwonić do Menagera chłopaków i umówić się na wywiad...
-Nie możesz zadzwonić prywatnie?
-Mogę,ale musiałabym rozmawiać z Zaynem ,a tego nie chce.-Westchnęła Made ,siadając przy jednym ze stolików w małej kawiarence w centrum Liverpool'u.
-I tak będziesz musiała to zrobić podczas wywiadu...Myślisz zupełnie bez sensu.-Ciągnełą Suzanne ,która w tej chwili siedziała na wizycie u kosmetyczki.
-Zgadzam się co do obu, poproszę kawe latte z cynamonem-zwróciła się do kasjera.
-o czym ty tak właściwie teraz do mnie mówisz?- Suzanne zwątpiła we wszystko co w tej chwili powiedziała przyjaciółka.
- Zamawiam kawe w kawiarni,a co do tego,że nie myśle to też się zgadzam,bo umówiłam się ze Stevem -moim dziekanem.
Suzanne w tym czasie będąca na pediciurze i trzymająca stopy w miednicy ,wywaliła wode na kosmetyczke, machając jak dziecko nogami.-Kpisz sobie?
-Coś ty. Dobra musze wykonać pare telefonów i w spokoju wypić kawę .Kochana zobaczymy się wieczorem.
Made wrzuciła telefon do torebki nim spostrzegła,że paparazzi robi jej zdjęcia.
-Co pan wyprawia?- Krzyknęła ,zwracając uwagę przechodniów.
Mężczyzna siedzący tuż obok niej z aparatem uciekł ,nie zostawiając jakichkolwiek wyjaśnień.
"To pięknie ,ciekawe po co mu moje zdjęcia" -pomyślała,popijając kawe .
-Wiesz to w tej chwili to mnie akurat nie cieszy,dobra ja kończe,muszę zadzwonić do Menagera chłopaków i umówić się na wywiad...
-Nie możesz zadzwonić prywatnie?
-Mogę,ale musiałabym rozmawiać z Zaynem ,a tego nie chce.-Westchnęła Made ,siadając przy jednym ze stolików w małej kawiarence w centrum Liverpool'u.
-I tak będziesz musiała to zrobić podczas wywiadu...Myślisz zupełnie bez sensu.-Ciągnełą Suzanne ,która w tej chwili siedziała na wizycie u kosmetyczki.
-Zgadzam się co do obu, poproszę kawe latte z cynamonem-zwróciła się do kasjera.
-o czym ty tak właściwie teraz do mnie mówisz?- Suzanne zwątpiła we wszystko co w tej chwili powiedziała przyjaciółka.
- Zamawiam kawe w kawiarni,a co do tego,że nie myśle to też się zgadzam,bo umówiłam się ze Stevem -moim dziekanem.
Suzanne w tym czasie będąca na pediciurze i trzymająca stopy w miednicy ,wywaliła wode na kosmetyczke, machając jak dziecko nogami.-Kpisz sobie?
-Coś ty. Dobra musze wykonać pare telefonów i w spokoju wypić kawę .Kochana zobaczymy się wieczorem.
Made wrzuciła telefon do torebki nim spostrzegła,że paparazzi robi jej zdjęcia.
-Co pan wyprawia?- Krzyknęła ,zwracając uwagę przechodniów.
Mężczyzna siedzący tuż obok niej z aparatem uciekł ,nie zostawiając jakichkolwiek wyjaśnień.
"To pięknie ,ciekawe po co mu moje zdjęcia" -pomyślała,popijając kawe .
Cd. rozdział 11
-Przepraszam za spóźnienie ! - Krzyknęła Made stojąca w drzwiach na końcu auli widząc,że wykład już się zaczął.
-Proszę siadać panno Madeline.- Młody dziekan spojrzał na Made z nad swojego laptopa i palcem wskazał jej miejsca siedzące.
Made czując zażenowanie ,zeszła na sam dół auli,cicho postukując obcasami.Usilnie starała się nie zwracać na siebie uwagi,szczególnie przedstawicieli odmiany męskiej,to jednak było na marne ponieważ każdy z nich wpatrzony był w nią jak w obrazek.Siadając spuściła głowe w dół,żeby kosmyki włosów przykryły jej czerwoną ze wstydu twarz.
-Reasumując- dziekan wstał od biurka i krok po kroku zbliżał się do Madeline.Ta nie reagowała.Zagłębiona w lekturze,kiedy cień dziekana przysłonił jej ostatnie przebłyski światła.
-Panno Madeline
Made uniosła delikatnie głowe
-Proszę?
-Za spóźnienie spodziewana jest kara.-Głos młodego dziekana działał na Made jak przynęta.Onieśmielał ją jak również jego sama osoba.Uśmiechał się on do niej niczym nieulczealny flirciarz szukający potencjalnej kandydatki na swoją następną eks.
-Czyżby?- Made wiedziała jak odbić piłeczkę,jak również jak się nie poddać jego gierkom.
-Owszem.-Dziekan oparł swoje dłonie na biurku ,a gdy Made uniosła wyżej głowe,nawiązał z nią kontakt wzrokowy swoimi błękitnymi oczami.
-Jak państwo myślą jakie zadanie dostanie koleżanka?- Dziekan się zaśmiał nie odrywając wzroku od Made,kiedy jego flirt przerwał głos młodego studenta.
-Niech zgadne autoryzowany wywiad? czy może randka z panem Dziekanem ?
Cała aula wybuchnęła śmiechem. Made próbując zachować resztki godności wyszła,trzaskając drzwiami.
-Made poczekaj !
Ona w tej wściekłości wcale się nie zatrzymała,jedynie słysząc głos dziekana biegnącego tuż za nią spowolniła tempo.Wreszcie on zawadził jej drogę. Made próbowała wyminąc go ramieniem,ale bezskutecznie.
-Poczekaj !-Złapał jej ręke,aż wreszcie się zatrzymała.
-To jest zuchwalanie się ze studentką ,jak pan sobie coś takiego wyobraża?Nie powinien pan prowadzić teraz wykładów?-Skrzyżowała ramiona,grając niedostępną.
-Możliwe.Chciałbym jednak Ci tylko przypomnieć ,że wciąż obowiązuje Cie kara..- Mężczyzna zaśmiał się ,próbując rozluźnić nieco atmosfere.
-Która? Opcja z wywiadem czy z randką?- Poważna mina nie opuszczała twarzy Made.
-Jeśli mówimy o pierwszej to chciałbym abyś przeprowadziła wywiad z jednym z brytyjskich zespołów.
-Mów dalej...- Poczuła,że może zwracać się do niego bezpośrednio po imieniu - Steven .
-Musiałaś słyszeć o One Direction , w którego skład wchodzi pięciu chłopaków. Musisz z nimi porozmawiać o ich życiu prywatnym,miłości,atmosferze w zespole... i ogólnie wszystkie pytania ,które przyjdą Ci do głowy.Wywiad zostanie poddany autoryzacji,a potem kto wie czy nie umieścimy go w News Week'u,co przyczyniło by się do raptownego rozwoju Twojej dziennikarskiej kariery.
Oczy Made zalśniły ,taka szansa przydarza się tylko raz.Przytaknęła głową na tak..
-A co do drugiej kary to wpadnij po mnie o 19 na St.James Avenue. - Puściła mu zalotnie oczko i odeszła,zostawiając go na pastwe losu ze swoim rozszalałym w tej chwili ego.
-Proszę siadać panno Madeline.- Młody dziekan spojrzał na Made z nad swojego laptopa i palcem wskazał jej miejsca siedzące.
Made czując zażenowanie ,zeszła na sam dół auli,cicho postukując obcasami.Usilnie starała się nie zwracać na siebie uwagi,szczególnie przedstawicieli odmiany męskiej,to jednak było na marne ponieważ każdy z nich wpatrzony był w nią jak w obrazek.Siadając spuściła głowe w dół,żeby kosmyki włosów przykryły jej czerwoną ze wstydu twarz.
-Reasumując- dziekan wstał od biurka i krok po kroku zbliżał się do Madeline.Ta nie reagowała.Zagłębiona w lekturze,kiedy cień dziekana przysłonił jej ostatnie przebłyski światła.
-Panno Madeline
Made uniosła delikatnie głowe
-Proszę?
-Za spóźnienie spodziewana jest kara.-Głos młodego dziekana działał na Made jak przynęta.Onieśmielał ją jak również jego sama osoba.Uśmiechał się on do niej niczym nieulczealny flirciarz szukający potencjalnej kandydatki na swoją następną eks.
-Czyżby?- Made wiedziała jak odbić piłeczkę,jak również jak się nie poddać jego gierkom.
-Owszem.-Dziekan oparł swoje dłonie na biurku ,a gdy Made uniosła wyżej głowe,nawiązał z nią kontakt wzrokowy swoimi błękitnymi oczami.
-Jak państwo myślą jakie zadanie dostanie koleżanka?- Dziekan się zaśmiał nie odrywając wzroku od Made,kiedy jego flirt przerwał głos młodego studenta.
-Niech zgadne autoryzowany wywiad? czy może randka z panem Dziekanem ?
Cała aula wybuchnęła śmiechem. Made próbując zachować resztki godności wyszła,trzaskając drzwiami.
-Made poczekaj !
Ona w tej wściekłości wcale się nie zatrzymała,jedynie słysząc głos dziekana biegnącego tuż za nią spowolniła tempo.Wreszcie on zawadził jej drogę. Made próbowała wyminąc go ramieniem,ale bezskutecznie.
-Poczekaj !-Złapał jej ręke,aż wreszcie się zatrzymała.
-To jest zuchwalanie się ze studentką ,jak pan sobie coś takiego wyobraża?Nie powinien pan prowadzić teraz wykładów?-Skrzyżowała ramiona,grając niedostępną.
-Możliwe.Chciałbym jednak Ci tylko przypomnieć ,że wciąż obowiązuje Cie kara..- Mężczyzna zaśmiał się ,próbując rozluźnić nieco atmosfere.
-Która? Opcja z wywiadem czy z randką?- Poważna mina nie opuszczała twarzy Made.
-Jeśli mówimy o pierwszej to chciałbym abyś przeprowadziła wywiad z jednym z brytyjskich zespołów.
-Mów dalej...- Poczuła,że może zwracać się do niego bezpośrednio po imieniu - Steven .
-Musiałaś słyszeć o One Direction , w którego skład wchodzi pięciu chłopaków. Musisz z nimi porozmawiać o ich życiu prywatnym,miłości,atmosferze w zespole... i ogólnie wszystkie pytania ,które przyjdą Ci do głowy.Wywiad zostanie poddany autoryzacji,a potem kto wie czy nie umieścimy go w News Week'u,co przyczyniło by się do raptownego rozwoju Twojej dziennikarskiej kariery.
Oczy Made zalśniły ,taka szansa przydarza się tylko raz.Przytaknęła głową na tak..
-A co do drugiej kary to wpadnij po mnie o 19 na St.James Avenue. - Puściła mu zalotnie oczko i odeszła,zostawiając go na pastwe losu ze swoim rozszalałym w tej chwili ego.
niedziela, 6 maja 2012
rozdział 11. cz 2
Dziewczyny wciąż nie mogły opanowąć panicznego ataku śmiechu.
-Któraś z was mi wreszcie powie z czego tak się śmiejecie?- Made posłała przyjaciółkom srogie spojrzenie ,żądając wyjaśnień.
Adrienne wskazała palcem lustro. Made ujrzała swoje odbicie i sama zaczęła się śmiać z tego jak wyglądała. Stanik miała ubrany na koszulke ...
-Roztelepana dziewoja- Ponownie wszystkie cztery wybuchnęły śmiechem .
TIK TIK !
Całą parade śmiechu przerwał nagły SMS na telefonie Adrienne.
Dziewczyna sięgneła za telefon i głośno czytała jego treść:
-:Od :Niall
Made słysząc już samo imie jednego z członków zespołu,wiedziała,że coś jest nie tak...
-" Hey Adrienne,pamiętasz mnie jeszcze? Chciałbym CIę prosić o kontakt do Twojej przyjaciółki Made.SPRAWA PILNA!! Ps. może miałabyś ochotę umówić się dzisiaj na kawe ? Podaj namiary to wpadłbym po Ciebie . "- Dziewczyna pisnęła i zsunęła się z łóżka,wlepiając ślepia w mały ekranik .
Tylko pozostałe ,trzeźwo myślące jeszcze przyjaciółki spoglądały po sobie ,bo po co mu był numer do MADE? !
-dobra ja nie wiem o co chodzi,ale to dziwne- Suzanne próbowała racjonalnie wyjaśnić całą sytuacje...
-Po co mu numer do Made? Może chodzi o Zayna ?!- Diana trzymała w ręku swój telefon,oczekując ,że w takiej sytuacji może otrzyma SMS od Harry'ego.
Made nie odezwała się ani słowem, wzięła torebke do ręki,zakręciła się chwile po pokoju i wyszła,zatrzaskując za sobą drzwi.
Suzanne i Diana przyglądały się dostającej prawie ślinotoku Adrienne,nie odrywającej oczu od komórki.
- To na pewno chodzi o Zayn'a- Suzanne złapała za ręcznik i ruszyła w stronę łazienki ,licząc,że sprawa jak najszybciej się wyjaśni....
* w tym samym czasie w zespole One Direction *
Niall siedział na czerwonej ,skórzanej kanapie,oczekując odpowiedzi od Adrienne.
- Po co CI numer do tej laski?Zayn jak się dowie to CIę zabije - Mamrotał Liam , trzymając noge Nialla na swoich kolanach i jedząc resztki popcornu z kubełka.
-Nie wiem czy wiesz,ale oni kurde byli jak Flip i Flap, jak ... Kurde brakło mi nowych przykładów.."
-Jak ty i jedzenie?- Liam spojrzał na zamyślonego kumpla,któremu jak zwykle brak piątej klepki.
-DOKŁADNIE ! Tak czy siak...Zayn i Made byli dla siebie stworzeni,teraz kiedy jesteśmy w Londynie może ich tak spiknąć?- Niall gadał od rzeczy,teraz kiedy lodówka znów jest pełna,poczuł,że nabiera wiatr w żagle.
- To się nie uda,zapomniałeś? Zayn ma narzeczoną- Liam drążył wciąż ten sam temat,ale mimo,że on sam już był w poważnym w związku z Danielle,czuł zazdrość,gdy Zayn był w pobliżu Made,był pewien ,że gdyby jego życie potoczyło się inaczej,to z tej znajomości mogłoby wyniknąć coś więcej.
-Perrie? Zwariowałeś!Wytapetowana paniuchna.Mam ochotę walnąć ją parówką od Hot-doga kiedy ją widze. To najgorszy wybór Zayn'a.- Niall próbował przekonać przyjaciela,nie zdając sobie sprawy ,że Zayn tak naprawdę cały czas stał za nimi i wsłuchiwał się rozmowie.
- Cześć Liam ,cześć Nia....- a właściwie nie skończył usiadł na kanapie obok chłopaków,wzbudzając uczucie upokorzenia w Niall'u . - Tak a propo , nigdy więcej gdy Perrie tu przyjdzie nie przynoście hot-dogów. Zrozumiano?- Patrzył na Niall'a ,bo to do niego była skierowana ta uwaga...
-Słuchaj Stary ,wiem,że ty jesteś z Perrie..
-No właśnie jestem z nią , a ty nie próbuj mnie swatać z Made ,to... to skończone- Spuścił głowe w dół,a zaraz potem wstał i wyszedł z domu. Pozostawiając w głupiej ciszy dwójke przyjaciół,chcących naprawić jego błędy z przeszłości i zapewnić godną przyszłość....
-Któraś z was mi wreszcie powie z czego tak się śmiejecie?- Made posłała przyjaciółkom srogie spojrzenie ,żądając wyjaśnień.
Adrienne wskazała palcem lustro. Made ujrzała swoje odbicie i sama zaczęła się śmiać z tego jak wyglądała. Stanik miała ubrany na koszulke ...
-Roztelepana dziewoja- Ponownie wszystkie cztery wybuchnęły śmiechem .
TIK TIK !
Całą parade śmiechu przerwał nagły SMS na telefonie Adrienne.
Dziewczyna sięgneła za telefon i głośno czytała jego treść:
-:Od :Niall
Made słysząc już samo imie jednego z członków zespołu,wiedziała,że coś jest nie tak...
-" Hey Adrienne,pamiętasz mnie jeszcze? Chciałbym CIę prosić o kontakt do Twojej przyjaciółki Made.SPRAWA PILNA!! Ps. może miałabyś ochotę umówić się dzisiaj na kawe ? Podaj namiary to wpadłbym po Ciebie . "- Dziewczyna pisnęła i zsunęła się z łóżka,wlepiając ślepia w mały ekranik .
Tylko pozostałe ,trzeźwo myślące jeszcze przyjaciółki spoglądały po sobie ,bo po co mu był numer do MADE? !
-dobra ja nie wiem o co chodzi,ale to dziwne- Suzanne próbowała racjonalnie wyjaśnić całą sytuacje...
-Po co mu numer do Made? Może chodzi o Zayna ?!- Diana trzymała w ręku swój telefon,oczekując ,że w takiej sytuacji może otrzyma SMS od Harry'ego.
Made nie odezwała się ani słowem, wzięła torebke do ręki,zakręciła się chwile po pokoju i wyszła,zatrzaskując za sobą drzwi.
Suzanne i Diana przyglądały się dostającej prawie ślinotoku Adrienne,nie odrywającej oczu od komórki.
- To na pewno chodzi o Zayn'a- Suzanne złapała za ręcznik i ruszyła w stronę łazienki ,licząc,że sprawa jak najszybciej się wyjaśni....
* w tym samym czasie w zespole One Direction *
Niall siedział na czerwonej ,skórzanej kanapie,oczekując odpowiedzi od Adrienne.
- Po co CI numer do tej laski?Zayn jak się dowie to CIę zabije - Mamrotał Liam , trzymając noge Nialla na swoich kolanach i jedząc resztki popcornu z kubełka.
-Nie wiem czy wiesz,ale oni kurde byli jak Flip i Flap, jak ... Kurde brakło mi nowych przykładów.."
-Jak ty i jedzenie?- Liam spojrzał na zamyślonego kumpla,któremu jak zwykle brak piątej klepki.
-DOKŁADNIE ! Tak czy siak...Zayn i Made byli dla siebie stworzeni,teraz kiedy jesteśmy w Londynie może ich tak spiknąć?- Niall gadał od rzeczy,teraz kiedy lodówka znów jest pełna,poczuł,że nabiera wiatr w żagle.
- To się nie uda,zapomniałeś? Zayn ma narzeczoną- Liam drążył wciąż ten sam temat,ale mimo,że on sam już był w poważnym w związku z Danielle,czuł zazdrość,gdy Zayn był w pobliżu Made,był pewien ,że gdyby jego życie potoczyło się inaczej,to z tej znajomości mogłoby wyniknąć coś więcej.
-Perrie? Zwariowałeś!Wytapetowana paniuchna.Mam ochotę walnąć ją parówką od Hot-doga kiedy ją widze. To najgorszy wybór Zayn'a.- Niall próbował przekonać przyjaciela,nie zdając sobie sprawy ,że Zayn tak naprawdę cały czas stał za nimi i wsłuchiwał się rozmowie.
- Cześć Liam ,cześć Nia....- a właściwie nie skończył usiadł na kanapie obok chłopaków,wzbudzając uczucie upokorzenia w Niall'u . - Tak a propo , nigdy więcej gdy Perrie tu przyjdzie nie przynoście hot-dogów. Zrozumiano?- Patrzył na Niall'a ,bo to do niego była skierowana ta uwaga...
-Słuchaj Stary ,wiem,że ty jesteś z Perrie..
-No właśnie jestem z nią , a ty nie próbuj mnie swatać z Made ,to... to skończone- Spuścił głowe w dół,a zaraz potem wstał i wyszedł z domu. Pozostawiając w głupiej ciszy dwójke przyjaciół,chcących naprawić jego błędy z przeszłości i zapewnić godną przyszłość....
czwartek, 3 maja 2012
rozdział 11 cz. 1
Tak.... aż trudno sobie wyobrazić ,że od tamtego wydarzenia minęły już 2 lata i 4 dni....Nasze drogi rozeszły się. Dziś jestem studentką pierwszego roku dziennikarstwa na jednym z Londyńskich Uniwersytetów ,a on wciąż koncertuje ze swoim zespołem po świecie,zarabiając miliony dolarów i doprowadzając miliony nastolatek do łez. Dni,które mijały nieubłaganie dawały mi świadomość tego,jak karygodny popełniłam błąd. Zaważyły się na tym moje dalsze losy,które potoczyły się nie tak jak sobie wymarzyłam.. TRUDNO. Jednak życie biegnie dalej ,nie oglądałam się za siebie. Każda najmniejsza plotka choćby na temat jego przelotnych romansów obijała mi się o uszy."Ma prawo ułożyć sobie życie,przecież to już 2 lata" -Powtarzałam to nieustannie,tłumacząc,że już nigdy nie będziemy razem. Prawidzwy bół poczułam tak naprawdę nie wtedy jak odszedł,ale wczoraj ... gdy publicznie wyznał,że oświadczył się swojej partnerce Perrie <nazwisko cenzurowane xD > . Łudziłam się,że może kiedyś jeszcze nadejdzie okazja,że nasze serca wciąż będą biły do siebie ,na próżno. To efekt nieodwracalny. Nie mam szczęścia w miłości. Ja i Jackson wprawdzie wciąż darzymy siebie sympatią,ale po ukończeniu liceum nie utrzymujemy ze sobą bliskich kontaktów. Dopatrując się minusów,można także wyłapać te plusy.... HA! Mam swoje mieszkanie,to może nie dosłownie,bo dziele je z 3 przyjaciółkami ,no ale.... to też część mnie. Prowadze ostatnio troche studencki tryb życia... balangi ,wypady do kina,ale kiedy można się wyszaleć jak nie w najlepszym okresie w życiu. Za zarobione pieniądze w "SWAG" i Nando's ,kupiłam sobie samochód-Mini Cooper'a. Powoli staje na nogi. Wracając jednak to moich wspólokatorek- Dianne ,Adrienne i .... uwaga prosto z Kanady powraca Suzanne . Wspólnie,we czwórke staramy się odmieniać nasze życie aby stawało się lepsze niż jest......
Słońce powoli przebijało się przez liliowe zasłony,oświetlając swoimi złotawymi promieniami policzki śpiącej jeszcze Made.
- POBUDKA!WSTAWAJ PRINCESSO!- Adrienne wpadła do pokoju ,siadając po turecku na drugim końcu łóżka.
Made otworzyła jedno oko i potarła je palcami,aby mogła wyraźniej zobaczyć siedzącą przed nią postać.
- Cz czego chcesz?- Wymamrotała,przewracając się z boku na bok,aby móc kontynuowac smaczny sen.
- Zaraz zaczynasz wykłady ...- Westchnęła .
Made ciągle chrapała,nie zwracając uwagi na przyjaciółke. W końcu ta nie wytrzymała i zdarła z niej kołdre biegając po calym mieszkaniu....
- ODDAWAJ TO TY KRADZIEJKO TY! . - Made niczym superbohater rzuciła się w pościg za przyjaciółką.
Adrienne biegała między kuchnią a salonem... wpadając na koniec do pokoju śpiącej jeszcze Diany.
- Mam cię !- Krzyknęła Made,wydzierając kołdre z rąk zdyszanej Adrienne.- Teraz wracam spać ...
- Nie ma mowy,zaraz masz wykłady ,dochodzi już 9 .-Adrienne wyciągnęła się na parapecie,grzejąc nogi do słońca.
Made stanęła jak wryta,że tyle czasu uminęła,zdając sobie sprawe,że za pół godziny zaczyna zajęcia.
Wpadła do łazienki,wyprzedzając otwierającą już drzwi Suzanne i próbowała doprowadzić się do ładu..
- I jak wyglądam?- Made stanęła na środku pokoju , gotowa do wyjścia. Przyjaciółki zamiast odpowiedzi wybuchnęły śmiechem....
- Co jest? Mam coś na twarzy?- Made patrzyła na trzy dziewczyny z lekkim zażenowaniem...
PRzepraszam,że tak nagle ucinam... ale mama potrzebuje kompa;< Dokończe koło 10 wieczorem ;* Wysyłam całusy ... ;*
MADE XOXO
Słońce powoli przebijało się przez liliowe zasłony,oświetlając swoimi złotawymi promieniami policzki śpiącej jeszcze Made.
- POBUDKA!WSTAWAJ PRINCESSO!- Adrienne wpadła do pokoju ,siadając po turecku na drugim końcu łóżka.
Made otworzyła jedno oko i potarła je palcami,aby mogła wyraźniej zobaczyć siedzącą przed nią postać.
- Cz czego chcesz?- Wymamrotała,przewracając się z boku na bok,aby móc kontynuowac smaczny sen.
- Zaraz zaczynasz wykłady ...- Westchnęła .
Made ciągle chrapała,nie zwracając uwagi na przyjaciółke. W końcu ta nie wytrzymała i zdarła z niej kołdre biegając po calym mieszkaniu....
- ODDAWAJ TO TY KRADZIEJKO TY! . - Made niczym superbohater rzuciła się w pościg za przyjaciółką.
Adrienne biegała między kuchnią a salonem... wpadając na koniec do pokoju śpiącej jeszcze Diany.
- Mam cię !- Krzyknęła Made,wydzierając kołdre z rąk zdyszanej Adrienne.- Teraz wracam spać ...
- Nie ma mowy,zaraz masz wykłady ,dochodzi już 9 .-Adrienne wyciągnęła się na parapecie,grzejąc nogi do słońca.
Made stanęła jak wryta,że tyle czasu uminęła,zdając sobie sprawe,że za pół godziny zaczyna zajęcia.
Wpadła do łazienki,wyprzedzając otwierającą już drzwi Suzanne i próbowała doprowadzić się do ładu..
- I jak wyglądam?- Made stanęła na środku pokoju , gotowa do wyjścia. Przyjaciółki zamiast odpowiedzi wybuchnęły śmiechem....
- Co jest? Mam coś na twarzy?- Made patrzyła na trzy dziewczyny z lekkim zażenowaniem...
PRzepraszam,że tak nagle ucinam... ale mama potrzebuje kompa;< Dokończe koło 10 wieczorem ;* Wysyłam całusy ... ;*
MADE XOXO
poniedziałek, 30 kwietnia 2012
rozdzial 10 cz.2
Nie zareagowałam . Myśli i kolatanie serca były tak głośne,że miałam ochote rzucić się na podłogę jakby z atakiem jakiś drgawek. Dosłownie !.Malik mimo ,że siedział tuż naprzeciw mnie nie spoglądał mi tak jak zawsze w oczy,a uważnie obserwował zmagania Liam'a próbującego jeść owsianke widelcem. Jedyna pozytywna strona tej jakże krępującej sytuacji. Dziwnie się czułam,głowa spuszczona w dół ,mój wzrok zatrzymał się na wygrawerowanym na blacie napisie " True Love" . Nie to nie była prawdziwa miłość,te dwa odrębne światy w jakich żyjemy spowodują to,że choćbyśmy chcieli być razem to się nie uda.Tak bywa....
Czekałam na chociażby najmniejszy ruch z jego strony... NA MARNE. Po co w tym milczeniu mam brnąć dalej w zakończony już i tak temat. Ta ruda wywłoka i on pasują idealnie. Ona-Piękna,zgrabna,mało inteligentna,ale braki w intelekcie uzupełnia samouwielbieniem i on- muskularny,mulat,dusza poety i tak samo zadufany w sobie.We mnie nie mógłby ujrzeć niczego ,co mogłoby poruszyć jego serce do głębi.
Zabrałam leżącą na podłodze szarą torbę i wstałam od stołu. Na pożegnanie złapałam tylko Liam'a za ramie,on skinął głową i spojrzał na Zayn'a. Po kiego miałałam się zastanawiać co on miał na myśli?Odeszłąm zachowując resztki godności....
wieczór,klub "Swag"
Czy to przygnębienie? a może już stan depresyjny? trudno określić.Powiem jedno"Czuje się beznadziejnie!"
Garderoba opustoszała,a ja robiłam ostatnie poprawki w makijażu przed występem. Słysząc przez uchylone drzwi okrzyki siedzących już na sali ludzi . Te granatowe, atłasowe zasłony powiewały delikatnie we wszystkie strony przez uchylone okno,a ja czułam chłód na moich barkach.Wsunęłam czerwone szpilki ,spoglądając w lustro przeszła mi przez głowe myśl"TO KONIEC" i pewna siebie ruszyłam na scene.
Światła zgasły...taki efekt ,rozbrzmiało pianino stojące w rogu,a na mnie stojącej w ciemności rozbłysł złoty relfektor. Tłum zamilkł, przy barze szeptało tylko paru kolesi . Pianista wyśmienicie rozpoczął całą melodie,a ja bez jakiejkolwiek tremy kusząco poruszałam się w rytm śpiewanej piosenki "New York -Alicii Keys" .
Każda z twarzy ,która przeleciała mi przed oczami miała inny wyraz. Jedna się uśmiechała,a druga znowu miała kamienną minę. Przywykłam,że ludzie dwojako reagują na moje piosenki. Nagle w połowie zamlikłam.To było ponad moje siły. Tylko czym było to "TO"?.Wiecie ? Ja wiem. W rogu stolika siedział ten mulat ,którego darzyłam tym właśnie uczuciem,tak dobrze myślicie .. to MALIK! "Teraz ? Musiales mi to wlasnie zrobic teraz?" Zeszłam ze sceny,udając ,że taki miałbyć efekt,a DJ'owi dałam sygnał,że czas zapuścić muze. Trzasnęłam drzwiami od garderoby i usiadłam na krześle w stylu Ludwika XVI. O dziwo moja twarz,która zawsze okazywała jakieś emocje,zamarła.Oczy jedynie dawały jakieś oznaki,że coś jest nie tak. Strach ,smutek , przygnębienie, zawód,niespełnienie... to ,że czegoś nie zrobiłam idealnie. Zakmknęłam oczy ,wzięłam głęboki oddech ,a całą gorycz przelałam na kosmetyki rozłożone na szafce,które teraz walały się po podłodze.
Ciche skrzypnięcie drzwiami,oznajmiło mi,że ktoś jest w pokoju,spojrzałam w lustro,a za mną stał ON! .
- Co ty wyprawiasz?-Nie ruszał się z miejsca. Bał się ,że każdy ruch jaki wykona może być tym nieudanym.
-Ja...... wyjdź stąd- Empatia ,która aż biła ode mnie ,odezwała się ludzkim głosem. Dziwne....
Nic ,on ani nie drgnął..
-I co ty robisz? Myślisz,że jeśli mnie spławisz to załatwisz problem?
Kontekst był taki,że on ciągle coś do mnie czuje,a ja swoje uczucia maskuje nienawiścią.
-Chcesz to odejdz,stój niewiem,ale mnie nie irytuj.
Uklękłam nad rozbitą buteleczką perfumy,zbierając kawałeczki szkła z ziemi.
Zaciskając zęby,wiedziałam,że łzy zbierają się w kącikach moich oczu,a chciałam mu powiedzieć coś ważnego.
-Wyjeżdzam...- Odparł z taką niechęcią.
Kropelki spływały mi po policzkach....
-do Australii....- Dokończył i wyszedł,cicho zamykając za sobą drzwi.
Upadłam,a ostre kawałki szkła okaleczały moje dłonie.
KONIEC. Od tej pory nie było już nic ,a raczej jedno sen o marnej przyszłości.
Czekałam na chociażby najmniejszy ruch z jego strony... NA MARNE. Po co w tym milczeniu mam brnąć dalej w zakończony już i tak temat. Ta ruda wywłoka i on pasują idealnie. Ona-Piękna,zgrabna,mało inteligentna,ale braki w intelekcie uzupełnia samouwielbieniem i on- muskularny,mulat,dusza poety i tak samo zadufany w sobie.We mnie nie mógłby ujrzeć niczego ,co mogłoby poruszyć jego serce do głębi.
Zabrałam leżącą na podłodze szarą torbę i wstałam od stołu. Na pożegnanie złapałam tylko Liam'a za ramie,on skinął głową i spojrzał na Zayn'a. Po kiego miałałam się zastanawiać co on miał na myśli?Odeszłąm zachowując resztki godności....
wieczór,klub "Swag"
Czy to przygnębienie? a może już stan depresyjny? trudno określić.Powiem jedno"Czuje się beznadziejnie!"
Garderoba opustoszała,a ja robiłam ostatnie poprawki w makijażu przed występem. Słysząc przez uchylone drzwi okrzyki siedzących już na sali ludzi . Te granatowe, atłasowe zasłony powiewały delikatnie we wszystkie strony przez uchylone okno,a ja czułam chłód na moich barkach.Wsunęłam czerwone szpilki ,spoglądając w lustro przeszła mi przez głowe myśl"TO KONIEC" i pewna siebie ruszyłam na scene.
Światła zgasły...taki efekt ,rozbrzmiało pianino stojące w rogu,a na mnie stojącej w ciemności rozbłysł złoty relfektor. Tłum zamilkł, przy barze szeptało tylko paru kolesi . Pianista wyśmienicie rozpoczął całą melodie,a ja bez jakiejkolwiek tremy kusząco poruszałam się w rytm śpiewanej piosenki "New York -Alicii Keys" .
Każda z twarzy ,która przeleciała mi przed oczami miała inny wyraz. Jedna się uśmiechała,a druga znowu miała kamienną minę. Przywykłam,że ludzie dwojako reagują na moje piosenki. Nagle w połowie zamlikłam.To było ponad moje siły. Tylko czym było to "TO"?.Wiecie ? Ja wiem. W rogu stolika siedział ten mulat ,którego darzyłam tym właśnie uczuciem,tak dobrze myślicie .. to MALIK! "Teraz ? Musiales mi to wlasnie zrobic teraz?" Zeszłam ze sceny,udając ,że taki miałbyć efekt,a DJ'owi dałam sygnał,że czas zapuścić muze. Trzasnęłam drzwiami od garderoby i usiadłam na krześle w stylu Ludwika XVI. O dziwo moja twarz,która zawsze okazywała jakieś emocje,zamarła.Oczy jedynie dawały jakieś oznaki,że coś jest nie tak. Strach ,smutek , przygnębienie, zawód,niespełnienie... to ,że czegoś nie zrobiłam idealnie. Zakmknęłam oczy ,wzięłam głęboki oddech ,a całą gorycz przelałam na kosmetyki rozłożone na szafce,które teraz walały się po podłodze.
Ciche skrzypnięcie drzwiami,oznajmiło mi,że ktoś jest w pokoju,spojrzałam w lustro,a za mną stał ON! .
- Co ty wyprawiasz?-Nie ruszał się z miejsca. Bał się ,że każdy ruch jaki wykona może być tym nieudanym.
-Ja...... wyjdź stąd- Empatia ,która aż biła ode mnie ,odezwała się ludzkim głosem. Dziwne....
Nic ,on ani nie drgnął..
-I co ty robisz? Myślisz,że jeśli mnie spławisz to załatwisz problem?
Kontekst był taki,że on ciągle coś do mnie czuje,a ja swoje uczucia maskuje nienawiścią.
-Chcesz to odejdz,stój niewiem,ale mnie nie irytuj.
Uklękłam nad rozbitą buteleczką perfumy,zbierając kawałeczki szkła z ziemi.
Zaciskając zęby,wiedziałam,że łzy zbierają się w kącikach moich oczu,a chciałam mu powiedzieć coś ważnego.
-Wyjeżdzam...- Odparł z taką niechęcią.
Kropelki spływały mi po policzkach....
-do Australii....- Dokończył i wyszedł,cicho zamykając za sobą drzwi.
Upadłam,a ostre kawałki szkła okaleczały moje dłonie.
KONIEC. Od tej pory nie było już nic ,a raczej jedno sen o marnej przyszłości.
piątek, 20 kwietnia 2012
rozdział 10 cz.1
Made:Godzinna przerwa na lunch.. czyli totalna masakra na szkolnych korytarzach . Z sali wyszłam ostatnia,przeciskają się przez tłumy ludzi pachnących <blee> potem zmieszanym z perfumami o mało co nie zwymiotowałam do pobliskiej doniczki.Mniejsza z tym.Od porannego incydentu z love story minęło pare ładnych godzinek ( 2) TAK,dla mnie to szmat czasu(!) .Nie widziałam Zayn'a,co nawet jest mi na ręke bo spowiadac mu się z nie mam zamiaru z całego życiorysu ,oraz tego co mnie łączy z Jacksonem,który ugania się za mną od 1 ,2 ,3*odlicza* od własnie teraz...
Zayn chociaż udawał ,że zainteresowany jest rozmową z rudowłosą pięknością,to wzrokiem i myślami wciąż był z Made. Pech chciał,że zobaczyła go w tej niezręcznej sytacji.
....
- Made ,to co było rano-jego ekscytacja była do tego stopnia denerwująca,że człowiek miał ochote krzyknąc "odwal się głąbie"
-A co było rano?Ni cnie było- Próbowałam udawac,że nic się nie stało,ale trudno było kiedy wiesz,że ktoś na kim Ci zależy ma Cię głęboko w nosie,a swojego adoratora traktujesz jak dobrego kumpla.
- Nie rób ze mnie idioty,przecież zwidów nie miałem.- Zwątpił .
-Może jednak?- Wybuchając śmiechem,prawie co nie udławiłam się śliną.
Nie odezwał się nic, stanął za mną próbując cos z siebie wybełkotac,ale na marne.
Teraz to ja miałam halucynacje ,przetarłam oczy,a przede mną stał Zayn z tą sama panienką co dziś rano.
*OŁ SZIT* . Kusiło mnie podejsc do niej,wytargac za te długie ,kręcone włosy i walnąc jej łbem o ściane,ale to przegięcie.... szkoda włosów.
Nic ,przeszłam obojętne,uratowac honor to ostatnie co mi zostało w tych trudnych chwilach.
Zayn chociaż udawał ,że zainteresowany jest rozmową z rudowłosą pięknością,to wzrokiem i myślami wciąż był z Made. Pech chciał,że zobaczyła go w tej niezręcznej sytacji.
Zayn:* Gdy przechodziła tuż obok mnie,czułem się totalnie zdołowany.To co ,że dała mi kosza? Moja męskosc i głos w mojej głowie powtarzal mi" walcz ! Jest tego warta". Tylko jak tu walczyc kiedy na horyzoncie pojawia się inny rycerz i walczy o swoją królewne? Ona wybrała jego... a co jesli do mnie coś czuje? Te mysli wciąz nie daja mi spokoju ...*
Made: * Cholera prawie co się nie udusiłam,czułam jak para wylatuje mi uszami . KIPIE ! . Ta laska tak bezczelnie się do niego łasiła. Jak jakiś wrzód na pośladku . Nic.Rozglądnęłam isę po stołówce,ale w niej aż roiło się od "zagłodzonych" nastoaltków,mimo,że zaraz po szkole przesiadują po 3 godziny w McDonaldzie.
Usiadłam przy jednym ze stolików i wyjęłam z pudełeczka starannie (łohohoho wysiliłam sie ) kromkę. Dziwnie spokojna , zrównoważona , żyjąca chwilą. Dopadła mnei melancholja". Pierwsza mysl jaka przeszła mi po głowie.- BUM" krzyknął znajomy,męski głos , tuż za mną. Obróciłam się , a Liam jak niemowle patrzył na mnie - Moge się dosiąśc? - Spytał,oglądając się dookoła,że wszystkie stoliki są zajęte.
- PEwnie siadaj . - Odsunęłam się troche ,robiąc mu miejsce.
Uśmiechnął się.
-Zayn i ty to juz przeszłośc?
Pierwsza myśl kiedy o to spytał to "ZAYN PAPLA " ,ale po dłuższym zastanowieniu zrobiło mi się miło,że mówił o swoich uczuciach przyjaciołom.
Pierwsza myśl kiedy o to spytał to "ZAYN PAPLA " ,ale po dłuższym zastanowieniu zrobiło mi się miło,że mówił o swoich uczuciach przyjaciołom.
- Sama nie wiem. Jestem "mentalnie" z kimś w związku,chociaż tego bym tak nie nazwała. To skomplikowane.
Nie musiałam drązyc tematu,on tak jakby wiedział co mam na myśli.
- Więc tak . Jestes mentalnie z tym kolegą ,którego całowaś dziś przy szafce,żeby zrobic Zayn'owi nazłośc za to,że rozmawiał z tą"RUDĄ" ,ale on to robił dlatego,że ty dzień wcześniej dałas mu kosza?
Upuściłam widelec na stolik z wrażenia- Jak ty?- Nie mogłam skończyc. To tak jakbym przewróciła się metr przed samą metą.Rozgryzł mnie.
- Wiedziałem,że tak jest.
Jestem aż tak przewidywalna.? Zaimponowalo mi to tak mówiąc między nami.
- Wróżbita czy co? Może zamiast bycia muzykiem,zostań wróżką. Świetnie Ci idzie. - Zaśmiałam się.
- Muzyka to moje powołanie,ale tak zawsze jest. Ty coś do niego czujesz,on do Ciebie. Tyle,że w boisz się otworzyc przed nim bo boisz się,że Cie skrzywdzi. Fakt faktem,gdy się jest muzykiem powinno się oddzielac życie prywatne od zawodowego* Spojrzał na Made tak inaczej,tak jakby sam chciał jej coś powiedziec*
- Niesamowite. - Liam chociaż mówił co innego,to jego wzrok mówił sam za siebie. Byłam coraz bardziej zszkowana jego normalnością ,ale on tylko się uśmiechnął i jadł dalej.
ZAYN NA CELOWNIKU. Moje oczy są jak radary od razu go wychwyciły . Tez tu patrzy,a ja odwróciłam wzrok . Rozmawialiśmy z Liam'em o reszcie muzyków,a Zayn przysiadł się do nas . Każdy jego następny krok był trudny do rozszyfrowania,jak jakiś kod,którego rozwiązanie,jest narazie niemożliwe....
....
Teraz cz. 1 ,ale jutro pojawi się cz. 2 i rozdzial 11 ;P Miłego czytanka ;d
środa, 18 kwietnia 2012
rozdzial 9 cz.2
No cóż CD. wczoraj mial sie pojawic,ale nauka ;/// głupia szkoła. Tak czy siak,na pisanie zawsze znajde czas chociażby nawet jeśli mialaby to byc 1 w nocy ;P
Środa,środek tygodnia czyli totalna masakra. Mam ochote zrobić CIACH ,a wszyscy i wszystko co mnie w życiu na maksa irytuje zniknie. TAK SIE NIE DA . No cóż.... siedze sobie ten teges na łóżku ,zawinięta w mój kraciasty kocyk ,przeglądając neta ... CELEBIB i te sprawy. Mimo wszystko czasem fajnie jest sobie poczytac o Hajlajfach jakich te gwiazdy doświadczają i ,że wszystko w ich życiu idzie jak po maśle.<farciarze>.No ,ale reasumując natrafiam na temat"ZAYN MALIK AND SECRET GIRLFRIEND" <WTF> ja sie pytam !.*Klik* kliknęłam myszką,aby dowiedzieć się nieco więcej .Głupio wyszło...dalej nie kumacie czego? No heloł? CHyba pora przypomnieć wam sytuacje ,która miała miejsce wczoraj pod fontanną w parku....
wieczór ,park,Londyn
-No bo...- przerwał Malik.
-bo?- wytrzeszczyłam oczy,bawiąc się sznurówkami .
-kur*a Made bo ja coś do Ciebie czuje no...-dokończył ,wściekając się,że tyle czasu musiał to sobie tłamsic
ponowna cisza.Taka głupia....wręcz irytująca do tego stopnia,że miało się ochote utopić w tej fontannie ,przy której siedzieliśmy.
- Zayn...-Zaczęłam,ciężko bylo cokolwiek z siebie wydukać po takim wyznaniu.
Zayn nic się nie odezwał. NUL EL,ZERO. Siedział cały czas ze spuszczoną głową,
Wstałam ,miałam ochotę już iść,dziwnie się czułam.
-idziesz gdzies ?-podniósł głowe.Jego twarz nie wyrażała zadnych emocji.
-Nie.
-Nie wiesz co powiedziec .Prawda?-rozgryzł mnie.Chociaż znaliśmy się od jakiś 2 tygodni,dokładnie wiedział co myśle.
-Własnie.-spuściłam wzrok w dół,błądząc oczami między nim a zielono,świeżo skoszoną trawą.
-Powiedz to co naprawdę czujesz...
-Musisz wiedzieć,że ja już wobec kogoś poniekąd jestem zobowiązana-Miałam na myśli Jacksona,do którego czułam dziwne przywiązanie.
-Jackson?- Miałam wrażenie,że z tej rozmowy nie wyniknie nic dobrego..
-Tak.
i tak sie stało....
Muzyk wstał ,nawet nie spojrzał na mnie i po prostu odszedł w kierunku dzielnicy Henry's King.
Ja jak głupia,samotnie pośród drzewek ,opsikanych przez małe pieski ,siedziałam na tej fontannie.Gonić go?czy iść do domu.W takich chwilach zupelnie nie wiesz co zrobić.Wybrałam to drugie.Za facetem się nie biega,prosta reguła.
I tak nasze drogi się rozeszły,ja niepewna co do jego uczuć,on zakochany platonicznie.Co z tego wyniknie?Nie mam pojęcia.Byliśmy jednym trójkątem Ja+Zayn+Jackson,z którego wykluczenie jednego mogłoby być błędem.
Tak to mniej więcej wyglądało.Po powrocie do domu usnęłam,a zaraz zbieram się do szkoły.Sumienie mnie jednak troche gryzie,nie mogę sobie wyobrazić jak on się teraz musi czuć,ale w sumie każdy z nas przeżywa rozczarowania,jak ja kiedy byłam po uszy zakochania w Olivierze Pitersie ,a on chodził z taką Margaret.Ehh trudno,taki muzyk może mieć każdą,czemu to właśnie ja?Patrze w lustro,a to ta sama dziewczyna,tylko jakas taka mimo wszystko inna. Trudno wyjaśnić.
godzina 9:00.
-Mamo wychodze.- Krzyknęłam do matki, stojąc przy drzwiach wyjściowych.
-Dobrze kochanie-
obojętnie odparła,jak zwykle czymś zajęta
Diana stała pod moim domem,kiedy wczoraj po powrocie dałam jej cynka SMS.
-Kochanie,tak mi przykro- Objęła mnie tak mocno,że gały prawie wylecaiły mi z orbit.
-Już dobrze,daje rade. -Poprawiłam krótkie spodenki,wpijające się w mój pępek.
*Jackson zmierzył Made z okna w kuchni i wyleciał za nią na ulice*
-Made !- Biegł w moim kierunku,a ja jak zwykle nie wiedzialam jak sie zachowac.
-Hmm-Jęknęłam,czekając aż rozwinie swoją myśl.
Diana stała między nami,jej ciekawość czasami mnie dobijała.
-Czego od niej chcesz?To juz wiesz?-Wypaplala po części,że coś sie dzieje..
-O czym?- Chłopak spojrzał na nas ,oczekujac takze i od nas wyjasnien,a raczej od Diany,ktora po prostu papla jęzorem w te i wewte.
- o niczym...-skonczylam ,ciągnąc przyjaciólke za rękach.To był sygnał ostrzegawczy,że ma nie kończyć dalej,bo Jackson w drodze do skzoły do nas dołaczy,a gdy wyjdzie ,że Zayn jest we mnie zadłużony nakopie mu do tyłka.
- Ej.... *poprawil torbe i ruszył za dziewczynami* Poczekajcie!
Dogonił nas,pech.
- O co chodzi?-Wałkował wciąz to samo...
- o nic! O test z anglika,jest dzisiaj- blef,kolejny dobry blef,dobrze.Serial "magia kłamstwa"pomaga ,bo coraz lepiej wychodzą mi kłamstewka,a nie daje tego po sobie poznać.TAK MI SIE WYDAJE*zwatepienie*
Jackson się zatrzymał,bezradna mina mowila wszystko,..... nie uczył się .
- idziesz?- krzyknęła Diana do niego.
W drodze do szkoły temat tabu to bylo streszczenie mu "Romea i Julii" . Tak nawiasem mówiąc,kolejny dramat miłosny.
Diana na korytarzu zatrzymała się z Adrienne,a Jackson podążał ze mną w kierunku szafki.
-Made co robisz wieczorem?- oparl się głową o drzwiczki bocznej szafki .
-Śpiewam w klubie?- NIe pamiętał,że w każdą środę po szkole śpiewam w "SWAG".Dorabiam tam sobię troche grosza,bo w Nando's milionerką nie zostane.
-No tak...SKLEROZA.
oboje się zaśmialiśmy.
Zamknęłam szafkę i oparłam się ojego ramie.
Po drugiej stronie korytarza stał Zayn z Harrym.Ten drugi dłubał przy automacie z batonikami,Zayn wzrokiem patrzył raz na mnie i Jacksona ,a raz na rudowłosą ślicznotkę siedzącą przed nim na ławce.
Premedytacja?czy może chęc odegrania sie?
Zayn dosiadł się do niej i zaczął gadke. Przez tłumy uczniów nie było jednak słychać o czym rozmawiają.
Coś we mnie drgnęło.Ukłucie w sercu ...tak to to. ZAZDROŚĆ!.*dziwne uczucie* pomyślałam.
Przyciągnęłam Jacksona do siebie i złożyłam mu całusa na policzku,na oczach Malika,którego o malo co szlak nie trafił.
Nie przejmowalam sie tym jak musiał odebrać to Jackson,ale o tym co czuje do Zayn'a.Rozumieliśmy się,on mimo wszystko troche mnie dopelniał...
Zabrałam się i poszłam,zostawiajac w tyle muzyka,który śledził mnie wzrokiem i ledwo żywego Jacksona.
Środa,środek tygodnia czyli totalna masakra. Mam ochote zrobić CIACH ,a wszyscy i wszystko co mnie w życiu na maksa irytuje zniknie. TAK SIE NIE DA . No cóż.... siedze sobie ten teges na łóżku ,zawinięta w mój kraciasty kocyk ,przeglądając neta ... CELEBIB i te sprawy. Mimo wszystko czasem fajnie jest sobie poczytac o Hajlajfach jakich te gwiazdy doświadczają i ,że wszystko w ich życiu idzie jak po maśle.<farciarze>.No ,ale reasumując natrafiam na temat"ZAYN MALIK AND SECRET GIRLFRIEND" <WTF> ja sie pytam !.*Klik* kliknęłam myszką,aby dowiedzieć się nieco więcej .Głupio wyszło...dalej nie kumacie czego? No heloł? CHyba pora przypomnieć wam sytuacje ,która miała miejsce wczoraj pod fontanną w parku....
wieczór ,park,Londyn
-No bo...- przerwał Malik.
-bo?- wytrzeszczyłam oczy,bawiąc się sznurówkami .
-kur*a Made bo ja coś do Ciebie czuje no...-dokończył ,wściekając się,że tyle czasu musiał to sobie tłamsic
ponowna cisza.Taka głupia....wręcz irytująca do tego stopnia,że miało się ochote utopić w tej fontannie ,przy której siedzieliśmy.
- Zayn...-Zaczęłam,ciężko bylo cokolwiek z siebie wydukać po takim wyznaniu.
Zayn nic się nie odezwał. NUL EL,ZERO. Siedział cały czas ze spuszczoną głową,
Wstałam ,miałam ochotę już iść,dziwnie się czułam.
-idziesz gdzies ?-podniósł głowe.Jego twarz nie wyrażała zadnych emocji.
-Nie.
-Nie wiesz co powiedziec .Prawda?-rozgryzł mnie.Chociaż znaliśmy się od jakiś 2 tygodni,dokładnie wiedział co myśle.
-Własnie.-spuściłam wzrok w dół,błądząc oczami między nim a zielono,świeżo skoszoną trawą.
-Powiedz to co naprawdę czujesz...
-Musisz wiedzieć,że ja już wobec kogoś poniekąd jestem zobowiązana-Miałam na myśli Jacksona,do którego czułam dziwne przywiązanie.
-Jackson?- Miałam wrażenie,że z tej rozmowy nie wyniknie nic dobrego..
-Tak.
i tak sie stało....
Muzyk wstał ,nawet nie spojrzał na mnie i po prostu odszedł w kierunku dzielnicy Henry's King.
Ja jak głupia,samotnie pośród drzewek ,opsikanych przez małe pieski ,siedziałam na tej fontannie.Gonić go?czy iść do domu.W takich chwilach zupelnie nie wiesz co zrobić.Wybrałam to drugie.Za facetem się nie biega,prosta reguła.
I tak nasze drogi się rozeszły,ja niepewna co do jego uczuć,on zakochany platonicznie.Co z tego wyniknie?Nie mam pojęcia.Byliśmy jednym trójkątem Ja+Zayn+Jackson,z którego wykluczenie jednego mogłoby być błędem.
Tak to mniej więcej wyglądało.Po powrocie do domu usnęłam,a zaraz zbieram się do szkoły.Sumienie mnie jednak troche gryzie,nie mogę sobie wyobrazić jak on się teraz musi czuć,ale w sumie każdy z nas przeżywa rozczarowania,jak ja kiedy byłam po uszy zakochania w Olivierze Pitersie ,a on chodził z taką Margaret.Ehh trudno,taki muzyk może mieć każdą,czemu to właśnie ja?Patrze w lustro,a to ta sama dziewczyna,tylko jakas taka mimo wszystko inna. Trudno wyjaśnić.
godzina 9:00.
-Mamo wychodze.- Krzyknęłam do matki, stojąc przy drzwiach wyjściowych.
-Dobrze kochanie-
obojętnie odparła,jak zwykle czymś zajęta
Diana stała pod moim domem,kiedy wczoraj po powrocie dałam jej cynka SMS.
-Kochanie,tak mi przykro- Objęła mnie tak mocno,że gały prawie wylecaiły mi z orbit.
-Już dobrze,daje rade. -Poprawiłam krótkie spodenki,wpijające się w mój pępek.
*Jackson zmierzył Made z okna w kuchni i wyleciał za nią na ulice*
-Made !- Biegł w moim kierunku,a ja jak zwykle nie wiedzialam jak sie zachowac.
-Hmm-Jęknęłam,czekając aż rozwinie swoją myśl.
Diana stała między nami,jej ciekawość czasami mnie dobijała.
-Czego od niej chcesz?To juz wiesz?-Wypaplala po części,że coś sie dzieje..
-O czym?- Chłopak spojrzał na nas ,oczekujac takze i od nas wyjasnien,a raczej od Diany,ktora po prostu papla jęzorem w te i wewte.
- o niczym...-skonczylam ,ciągnąc przyjaciólke za rękach.To był sygnał ostrzegawczy,że ma nie kończyć dalej,bo Jackson w drodze do skzoły do nas dołaczy,a gdy wyjdzie ,że Zayn jest we mnie zadłużony nakopie mu do tyłka.
- Ej.... *poprawil torbe i ruszył za dziewczynami* Poczekajcie!
Dogonił nas,pech.
- O co chodzi?-Wałkował wciąz to samo...
- o nic! O test z anglika,jest dzisiaj- blef,kolejny dobry blef,dobrze.Serial "magia kłamstwa"pomaga ,bo coraz lepiej wychodzą mi kłamstewka,a nie daje tego po sobie poznać.TAK MI SIE WYDAJE*zwatepienie*
Jackson się zatrzymał,bezradna mina mowila wszystko,..... nie uczył się .
- idziesz?- krzyknęła Diana do niego.
W drodze do szkoły temat tabu to bylo streszczenie mu "Romea i Julii" . Tak nawiasem mówiąc,kolejny dramat miłosny.
Diana na korytarzu zatrzymała się z Adrienne,a Jackson podążał ze mną w kierunku szafki.
-Made co robisz wieczorem?- oparl się głową o drzwiczki bocznej szafki .
-Śpiewam w klubie?- NIe pamiętał,że w każdą środę po szkole śpiewam w "SWAG".Dorabiam tam sobię troche grosza,bo w Nando's milionerką nie zostane.
-No tak...SKLEROZA.
oboje się zaśmialiśmy.
Zamknęłam szafkę i oparłam się ojego ramie.
Po drugiej stronie korytarza stał Zayn z Harrym.Ten drugi dłubał przy automacie z batonikami,Zayn wzrokiem patrzył raz na mnie i Jacksona ,a raz na rudowłosą ślicznotkę siedzącą przed nim na ławce.
Premedytacja?czy może chęc odegrania sie?
Zayn dosiadł się do niej i zaczął gadke. Przez tłumy uczniów nie było jednak słychać o czym rozmawiają.
Coś we mnie drgnęło.Ukłucie w sercu ...tak to to. ZAZDROŚĆ!.*dziwne uczucie* pomyślałam.
Przyciągnęłam Jacksona do siebie i złożyłam mu całusa na policzku,na oczach Malika,którego o malo co szlak nie trafił.
Nie przejmowalam sie tym jak musiał odebrać to Jackson,ale o tym co czuje do Zayn'a.Rozumieliśmy się,on mimo wszystko troche mnie dopelniał...
Zabrałam się i poszłam,zostawiajac w tyle muzyka,który śledził mnie wzrokiem i ledwo żywego Jacksona.
wtorek, 17 kwietnia 2012
rozdział 9 cz.1
Przepraszam was,że tak długo nie pojawiały się rozdziały,ale mam egzamin do bierzmowania i się trzeba zebrac w garsc. Tak czy owak teraz dodam czesc rozdziału 9,a byc moze jak mi się uda to kolo 22 pojawi się reszta ;)) Mam nadzieje,że wybaczycie mi ten "haniebny" postępek :)) POZDROWIENIA OD EUGENIA :P
Made xoxo
ROZDZIAŁ 9
Ciemno.....głucho, przerażająco. Tak można było opisac krajobraz mojej dzielnicy nocą. Mimo,że mieszkam tu od szesnastu lat, mam wrażenie ,jakbym dopiero co się tutaj wprowadziło. Czułam sie totalnie wyalienowana.
Trzymając w ręku kubek gorącego kakao ,uruchomiłam laptopa i sterując myszką , weszłam w internet.
KLIK .
Zalogowałam się na Twittopa,a tu SZOK !.
Z 400 osób mnie obserwujących,nagle zrobiło się ponad 70.000 !
*że co u diaska?* pomyślałam .
Na stronie głównej roiło się od komentarzy typu- "Ty i Zayn = <3","Zazdroszczę".
Nie czekałam dłużej ,sięgnęłam po I'phone'a i wykręciłam numer do Zayn'a.
-"Czesc Made" - Odpowiedział głos w słuchawce. Taki delikatny... wrażliwy.Trudno opisac,po prostu idealna melodia dla moich uszu
*MADE OGARIJ SIE * próbowałam stłamsic moje głupie myśli.
- Czesc,czy ty do cholery mógłbys mi powiedziec co to za akcja na Twittop'ie?
-Co masz na myśli?- Próbował się wymigac swoim ironicznym stylem bycia.
-TY JUŻ WIESZ CO? Ludzie myślą ,że jesteśmy parą!!!- Wrzasnęłam do słuchawki .
- AMORE MIO... spokojnie. Spotkajmy się dzisiaj na rogu 19 alei o 22:00.
Zerknęłam na zegarek.
- Przeciez jest 21:40?! .- Tak naprawdę to powód był inny. Nie chciałam wychodzic z domu,bo wiedziałam,że Jackson o tej godzinie często popija piwo z kolegami na ganku.
-Jesli się boisz to przyjde po Ciebie- Zasugerował.
Po ostatniej akcji z Jacksonem i jego wybitymi jedynkami jednak ten pomysł zupełnie nie wchodził w rachubę.
- No dobra będe -Zabrałam bluze,nie wyłączając słuchawki.
-Made?- Spytał.
-Już wychodzę.Tobie radze też się zbieraj- Zasmiałam się,troche przyspieszając tempo ,aby się nie spóźnic.
-Ja już czekam.- Odparł w słuchawce,cicho się śmiejąc.
W tle słychac było ciche pomrukiwanie i chichotanie osób trzecich.
Rozłączyłam komórke i wybiegłam na ulice,niczym Buzz z toy story-"NA KONIEC ŚWIATA I JESZCZE DALEJ".Zaczęłam biec, chcąc jak najszybciej wyjasnic sobie całe to nieporozumienie. Te myśli..... te beznadziejne myśli,które wciąż mnie nurtowały mnie od początku spotkania tego chłopaka w Nando's.
Wbiegając na 19 aleje,aż roiło się od ludzi. Jak zwykle,to miejsce gdzie odbywają się największe imprezy.
Usiadłam na jednej z ławek przed kasynem "CORINO" i wystukałam w klawiaturze sms -"Już czekam,pod CORINO"
Do:ZAYN"
Przymknęłam oczy i wsłuchiwałam się w przyjemną melodyjkę lecącą z radia ,w budce z lodami.
Ławka delikatnie się zatrzęsła.Odwróciłam głowe w prawo ,a koło mnie usiadł chłopak w bluzie i okularach.
O 22,nie ma słońca a ten w okularach coś mi tu nie gra.*ZAYN* przeszło mi przez myśl,kiedy nastolatek dziwacznie się uśmiechał.Odwzjaemniłam uśmiech i pociągnęłam kaptur w dół. Miałam pewnośc,ze to on.
- Poznałaś mnie?- odparł chłopak z zadowoleniem
- Nie było trudno,twój uśmiech zdradził wszystko- Zasmiałam się.
Nasze ręce leżały tuż obok siebie,kątem oka widziałam jak ręka Zayn'a podążała w moim kierunku.
* przecież tego chcesz* cicho sobie powtrzałam,czułam do niego cholerną mięte,ale nie lubię okazywac tak specyficznych emocji.
- Made ,chciałem z toba porozmawiac,ale może pójdziemy w bardziej "odludnione "miejsce.-Zasugerował..wstając.
- Błagma Cię ,nie jesteś cichym zabójcą?- Ponownie się roześmiałam.
- No coś ty.Ciebie? Nie miałbym zamiaru,chociaż przyznam,że czasem jednak przechodzi mi przez głowę taka myśl,kiedy ciągle mnie unikasz.
Teraz to oboje wybuchnęlismy smiechem.
Zayn złapał mnie za ręke * o mój Boziu* kiedy czułam jego dotyk.
Mijaliśmy nowoczesne bloki,liczne puby, Portobello Market, aż wreszcie wbiegliśmy do jednego z najpiękniejszych parków w Londynie.
Usiedliśmy na murku fontanny ,a ja błądziłam oczami po niebie w poszukiwaniu najpiękneijszych gwiazd
-Widzisz to?- Zwróciłam się do chłopaka,wskazując mu palcem "wóz" ,gwiezdną konstelacje.
- są piękniejsze gwiazdy...- odpowiedział,spuszczając głowe w dół.
Spojrzałam na niego . Nie widziałam jego twarzy,bo przykrywał ją kaptur. Maskował się ,bo nie chciał ,żeby ktokolwiek go rozpoznał.
CISZA.
-Słuchaj Made.- Zaczął.
Szturchnęłam go ramieniem,aby kontynuował.
- Ja cię naprawdę bardzo lubie. - Ciągnął dalej.
- No ja Ciebie też- dodałam mu troche śmiałości,aby wreszcie się przełamał
-No bo ...
i tutaj koniec,reszte dopowiedzcie sobie sami,ale co bedzie dalej przekonacie się potem..
Made xoxo
ROZDZIAŁ 9
Ciemno.....głucho, przerażająco. Tak można było opisac krajobraz mojej dzielnicy nocą. Mimo,że mieszkam tu od szesnastu lat, mam wrażenie ,jakbym dopiero co się tutaj wprowadziło. Czułam sie totalnie wyalienowana.
Trzymając w ręku kubek gorącego kakao ,uruchomiłam laptopa i sterując myszką , weszłam w internet.
KLIK .
Zalogowałam się na Twittopa,a tu SZOK !.
Z 400 osób mnie obserwujących,nagle zrobiło się ponad 70.000 !
*że co u diaska?* pomyślałam .
Na stronie głównej roiło się od komentarzy typu- "Ty i Zayn = <3","Zazdroszczę".
Nie czekałam dłużej ,sięgnęłam po I'phone'a i wykręciłam numer do Zayn'a.
-"Czesc Made" - Odpowiedział głos w słuchawce. Taki delikatny... wrażliwy.Trudno opisac,po prostu idealna melodia dla moich uszu
*MADE OGARIJ SIE * próbowałam stłamsic moje głupie myśli.
- Czesc,czy ty do cholery mógłbys mi powiedziec co to za akcja na Twittop'ie?
-Co masz na myśli?- Próbował się wymigac swoim ironicznym stylem bycia.
-TY JUŻ WIESZ CO? Ludzie myślą ,że jesteśmy parą!!!- Wrzasnęłam do słuchawki .
- AMORE MIO... spokojnie. Spotkajmy się dzisiaj na rogu 19 alei o 22:00.
Zerknęłam na zegarek.
- Przeciez jest 21:40?! .- Tak naprawdę to powód był inny. Nie chciałam wychodzic z domu,bo wiedziałam,że Jackson o tej godzinie często popija piwo z kolegami na ganku.
-Jesli się boisz to przyjde po Ciebie- Zasugerował.
Po ostatniej akcji z Jacksonem i jego wybitymi jedynkami jednak ten pomysł zupełnie nie wchodził w rachubę.
- No dobra będe -Zabrałam bluze,nie wyłączając słuchawki.
-Made?- Spytał.
-Już wychodzę.Tobie radze też się zbieraj- Zasmiałam się,troche przyspieszając tempo ,aby się nie spóźnic.
-Ja już czekam.- Odparł w słuchawce,cicho się śmiejąc.
W tle słychac było ciche pomrukiwanie i chichotanie osób trzecich.
Rozłączyłam komórke i wybiegłam na ulice,niczym Buzz z toy story-"NA KONIEC ŚWIATA I JESZCZE DALEJ".Zaczęłam biec, chcąc jak najszybciej wyjasnic sobie całe to nieporozumienie. Te myśli..... te beznadziejne myśli,które wciąż mnie nurtowały mnie od początku spotkania tego chłopaka w Nando's.
Wbiegając na 19 aleje,aż roiło się od ludzi. Jak zwykle,to miejsce gdzie odbywają się największe imprezy.
Usiadłam na jednej z ławek przed kasynem "CORINO" i wystukałam w klawiaturze sms -"Już czekam,pod CORINO"
Do:ZAYN"
Przymknęłam oczy i wsłuchiwałam się w przyjemną melodyjkę lecącą z radia ,w budce z lodami.
Ławka delikatnie się zatrzęsła.Odwróciłam głowe w prawo ,a koło mnie usiadł chłopak w bluzie i okularach.
O 22,nie ma słońca a ten w okularach coś mi tu nie gra.*ZAYN* przeszło mi przez myśl,kiedy nastolatek dziwacznie się uśmiechał.Odwzjaemniłam uśmiech i pociągnęłam kaptur w dół. Miałam pewnośc,ze to on.
- Poznałaś mnie?- odparł chłopak z zadowoleniem
- Nie było trudno,twój uśmiech zdradził wszystko- Zasmiałam się.
Nasze ręce leżały tuż obok siebie,kątem oka widziałam jak ręka Zayn'a podążała w moim kierunku.
* przecież tego chcesz* cicho sobie powtrzałam,czułam do niego cholerną mięte,ale nie lubię okazywac tak specyficznych emocji.
- Made ,chciałem z toba porozmawiac,ale może pójdziemy w bardziej "odludnione "miejsce.-Zasugerował..wstając.
- Błagma Cię ,nie jesteś cichym zabójcą?- Ponownie się roześmiałam.
- No coś ty.Ciebie? Nie miałbym zamiaru,chociaż przyznam,że czasem jednak przechodzi mi przez głowę taka myśl,kiedy ciągle mnie unikasz.
Teraz to oboje wybuchnęlismy smiechem.
Zayn złapał mnie za ręke * o mój Boziu* kiedy czułam jego dotyk.
Mijaliśmy nowoczesne bloki,liczne puby, Portobello Market, aż wreszcie wbiegliśmy do jednego z najpiękniejszych parków w Londynie.
Usiedliśmy na murku fontanny ,a ja błądziłam oczami po niebie w poszukiwaniu najpiękneijszych gwiazd
-Widzisz to?- Zwróciłam się do chłopaka,wskazując mu palcem "wóz" ,gwiezdną konstelacje.
- są piękniejsze gwiazdy...- odpowiedział,spuszczając głowe w dół.
Spojrzałam na niego . Nie widziałam jego twarzy,bo przykrywał ją kaptur. Maskował się ,bo nie chciał ,żeby ktokolwiek go rozpoznał.
CISZA.
-Słuchaj Made.- Zaczął.
Szturchnęłam go ramieniem,aby kontynuował.
- Ja cię naprawdę bardzo lubie. - Ciągnął dalej.
- No ja Ciebie też- dodałam mu troche śmiałości,aby wreszcie się przełamał
-No bo ...
i tutaj koniec,reszte dopowiedzcie sobie sami,ale co bedzie dalej przekonacie się potem..
sobota, 14 kwietnia 2012
rozdział 8
Stanęłam przy swojej szafce,sięgając po kosmetyczke . Po lądowaniu w krzakach masa liści plątała mi się we włosach. Kiedy ni stąd ni zowąd poczułam na karku ciepły,przyjemny powiew.
-Made - Buchnął Zayn !
Podskoczyłam do góry i walnęłam głową o szafke.
-Oszalałes!-Krzyknęłam,masując obolałe czoło.
-Może pocałować to przestanie boleć?
-Eh ale z Ciebie Casanova. Nie odpuścisz?- Spojrzałam mu prosto w oczy ,czułam jednak,że to on ma nade mną przewagę. Biła od niego ta energia,gdzie kolana miękły i miałaś ochotę rzucic się mu w ramiona .
- Nie . Nie odpuszczę . - Złapał mnie w tali i obrócił w swoją stronę.
Skierowani ku sobie twarzą w twarz , czułam niepokój ,a zarazem coś przyjemnego ,wrażenie motylków w brzuchu,które z każdym jego oddechem się nasilały.
Odsunęłam się odrobine w tył,zabierając jego dłonie z moich bioder.Podniosłam torbe z podłogi i ruszyłam w strone sali gimnastycznej.
Chłopak rozglądnął się dookoła,czując ,że traci Made z zasięgu wzroku,kiedy odnalazł ją w tłumie uczniów.
-Przestań,wiem,że mnie porządasz.-Stanął na przeciw mnie,nawiązując ponowny kontakt wzrokowy.
BYłam nieugięta,ominęłam go prawym ramieniem,cicho szepcząc-"dobry początek" i zamknęłam za sobą drzwi od damskiej szatni .
Szybko się przebrałam,miałam nadzieje,że unikne komentarzy wrednych"plastików",określających mnie mianem "oślepionej wieśniary".Jednak,wiara nie zawsze czyni cuda. Wokół mnie zebrała się grupka dziewcząt,czekająca tylko aż mnie upokorzyc.
-No hej,jak tam twój romans z gwiaZZdorem- z naciskiem na Z.
Słowem się nie odezwałam.Poskladałam ubrania w kostke i już miałam wybiegać na sale ,kiedy tłum się zwęził,a nastolatki zaczęły mnie popychać.
-Co ty sobie wyobrażasz?",- Tępa s**a.",-"Biedota suchota". Padałyt eksty tego typu. Nie dałam rady. Miały przewage. Wreszcie nie wytrzymałam,wybiegłam między nimi,gdy poczułam przypływ energii i znalazłam się na środku sali gimnastycznej.Pech chciał,że Zayn też miał tu lekcje,więc widział całe zamieszane związane z moim zachowaniem i tłumem biegnącym w moją strone.
- Czego chcecie wrzasnęłam ! .
Grupa stanęła wzdłoż jednej linii,a ja podążałam z jednego końca na drugi,przyglądając się każdej ,inwydualnie .
Zayn przyglądał się uważniej,czekając na dalszy rozwój akcji.
- No i co ? Bawi was to ,że macie nade mną przewage.
- PUDERNICA- Wrzasnęła któraś z końca tłumu.
Muzyk stojący pod koszem,powoli tracił nad sobą panowanie.
-Poczekaj moja droga powiedzialam-Zblizając się w jej stronę.-Teraz uważnie mnie wysłuchajcie,bo powiem to jeden jedyny raz. ...Ogarnijcie swoje wypanoszone dupska.Myślicie ,że możecie poniżac człowieka,który ma mniej chajsu od was? . Kasa jednak nie czyni z was prawdziwych ludzi. Daje wam tylko dobrobyt. Dzięki niej nie zdobęciecie prawdziwych przyjaciół,ani wymaganego szacunku . Nie rozumiem dlaczego czujecie do mnie taką odraze. *Westchnęłam* . Możecie mi ubliżać, popychać,ale jeśli myślicie ,że mimo wszystko strace wiare w samą siebie, to jesteście w wielkim błędzie. Przez takie numery staje się tylko silniejsza.To rozpędza mnie do dalszych działań. Ogarnijcie się i zajmijcie swoim życiem,a teraz wio na rozgrzewke ,bo nie mamy czasu. - Wykrzyczałam to wszystko czując ulgę.Za moimi plecami stała grupa chłopaków mających w-f na drugiej częsci sali, na ich czele Zayn . Wszyscy uważnie przysłuchiwali się mojej przemowie,a gdy nastąpił koniec,rozległy się oklaski.
Moje przeciwniczki stały zamurowane. Na ich twarzach malował się wstyd i rozczarowanie ,tym,że ich plan się nie powiódł. Rozeszły się każda w inną stronę .
Usiadłam na ławce,zakrywając oczy dłońmi,by nie było widać moich załzawionych oczu.
- Nie płacz." - Zayn kucnął przede mną.
- "przestań.... nic nie rozumiesz".
Chłopak złapał jedną moją dłoń i przejechał nią po swoim policzku.
- Jestem teraz oznaczony przez Ciebie.
Zachichotałam.
- To znaczy?- Zapytałam. W jego obecności zawsz poprawiał mi sę humor.
-Dowiesz się w swoim czasie. Wstał ,zakrywając ostatnie promyki słońca padające na moje kolana .
Odszedł. Zapach jego perfum ponownie zlansował mi mózg ... odpływałam.
Dopiero gwizdek nauczycielki obudził mnie ze stanu błogości.
- Dziewczęta,dzisiaj sobie troche pobiegamy... rozgrzewka po całej sali 10 okrążeń.
- Na czas- spytałam , pocierając ręce,chociaż i tak mialam świadomość,ze biegi to nie jest mój konik.
Ustawiłyśmy się na linii startu.
Grupa koszykarzy ponownie przerwała trening i bacznie obserwowala nasze zmagania na torze,a może nie zmakania tylko grupe 16-latek w skąpych spodenkach .
Miałam wrażenie ,że moje nogi się nie męczą,a wręcz unoszą się w powietrzu. Zdałam sobie sprawe,że jestem już przy 8 okrązeniu,a moje przeciwniczki są daleko w tyle.
Zayn przysiadł sobie na piłce ,która prawie mu nie ujechała pod pupskiem .
- MADE... biegnij ! - Krzyczał.
Harry ,który przechylał głowe raz w jedną raz w drugą stronę w rytm skaczących pośladków nastolatek,klepnął przyjaciela w plecy i się zaśmiał.
Zayn odwzajemnił uśmiech i ponownie spoglądał na wyczyn.
Trenerka trzymająca stoper w ręku ,prawie go nie upuściła.
Meta.Dobiegłam jako pierwsza.
-Made.- Trenerka zmierzyła mnie z góry do dołu wzrokiem i pokazała mi stoper.
-10 okrązeń w 5 min?- Pomyślałam w duchu * kUrna dobra robota*
-Pobiłaś szkolny rekord! - Krzyknęła nauczycielka ,podnosząc mnie na rękach.
- jak to możliwe,normalnie jestem flegmatyczna jak żółw.
- Nie wiem jak to zrobiłas,ale jestem w szoku . Co Cię tak mobilizuje? Zdradź przepis na sukces swoim koleżankom.- Kobieta zerknęła na ledwo dobiegające do mety nastolatki.
- Może to...
- Miłość?- Przerwał mi... HARRY ! Odparł sarkastycznie,wskazując palcem Zayn'a,który sam ledwo co dychał.
- Co mu jest?- Wychyliłam się zza Styles'a i obserwowałam mulata,który słodko leżał na ziemi ,z głową skierowaną ku mojej osobie i się uśmiechając.
- Zakochał się.-Harry pchnął mnie bioderkiem.
- Co mnie to obchodzi? Powodzenia jego wybrance- Zaśmiałam się,nie rozumiejąc ironii całej sytuacji.
-POWODZENIA MADE.- Wrzasnął muzyk,wracając do prawie nieprzytomnego kumpla.
*cholera* Pomyślałam ,w środku kipiałam ,tryskałam energią. - AAA- Pisnęłam i wyszłam z sali . Nie zdawałam sobie tak naprawdę sprawy,że to co czuje do chłopaka to coś więćej niż zauroczenie.
-Made - Buchnął Zayn !
Podskoczyłam do góry i walnęłam głową o szafke.
-Oszalałes!-Krzyknęłam,masując obolałe czoło.
-Może pocałować to przestanie boleć?
-Eh ale z Ciebie Casanova. Nie odpuścisz?- Spojrzałam mu prosto w oczy ,czułam jednak,że to on ma nade mną przewagę. Biła od niego ta energia,gdzie kolana miękły i miałaś ochotę rzucic się mu w ramiona .
- Nie . Nie odpuszczę . - Złapał mnie w tali i obrócił w swoją stronę.
Skierowani ku sobie twarzą w twarz , czułam niepokój ,a zarazem coś przyjemnego ,wrażenie motylków w brzuchu,które z każdym jego oddechem się nasilały.
Odsunęłam się odrobine w tył,zabierając jego dłonie z moich bioder.Podniosłam torbe z podłogi i ruszyłam w strone sali gimnastycznej.
Chłopak rozglądnął się dookoła,czując ,że traci Made z zasięgu wzroku,kiedy odnalazł ją w tłumie uczniów.
-Przestań,wiem,że mnie porządasz.-Stanął na przeciw mnie,nawiązując ponowny kontakt wzrokowy.
BYłam nieugięta,ominęłam go prawym ramieniem,cicho szepcząc-"dobry początek" i zamknęłam za sobą drzwi od damskiej szatni .
Szybko się przebrałam,miałam nadzieje,że unikne komentarzy wrednych"plastików",określających mnie mianem "oślepionej wieśniary".Jednak,wiara nie zawsze czyni cuda. Wokół mnie zebrała się grupka dziewcząt,czekająca tylko aż mnie upokorzyc.
-No hej,jak tam twój romans z gwiaZZdorem- z naciskiem na Z.
Słowem się nie odezwałam.Poskladałam ubrania w kostke i już miałam wybiegać na sale ,kiedy tłum się zwęził,a nastolatki zaczęły mnie popychać.
-Co ty sobie wyobrażasz?",- Tępa s**a.",-"Biedota suchota". Padałyt eksty tego typu. Nie dałam rady. Miały przewage. Wreszcie nie wytrzymałam,wybiegłam między nimi,gdy poczułam przypływ energii i znalazłam się na środku sali gimnastycznej.Pech chciał,że Zayn też miał tu lekcje,więc widział całe zamieszane związane z moim zachowaniem i tłumem biegnącym w moją strone.
- Czego chcecie wrzasnęłam ! .
Grupa stanęła wzdłoż jednej linii,a ja podążałam z jednego końca na drugi,przyglądając się każdej ,inwydualnie .
Zayn przyglądał się uważniej,czekając na dalszy rozwój akcji.
- No i co ? Bawi was to ,że macie nade mną przewage.
- PUDERNICA- Wrzasnęła któraś z końca tłumu.
Muzyk stojący pod koszem,powoli tracił nad sobą panowanie.
-Poczekaj moja droga powiedzialam-Zblizając się w jej stronę.-Teraz uważnie mnie wysłuchajcie,bo powiem to jeden jedyny raz. ...Ogarnijcie swoje wypanoszone dupska.Myślicie ,że możecie poniżac człowieka,który ma mniej chajsu od was? . Kasa jednak nie czyni z was prawdziwych ludzi. Daje wam tylko dobrobyt. Dzięki niej nie zdobęciecie prawdziwych przyjaciół,ani wymaganego szacunku . Nie rozumiem dlaczego czujecie do mnie taką odraze. *Westchnęłam* . Możecie mi ubliżać, popychać,ale jeśli myślicie ,że mimo wszystko strace wiare w samą siebie, to jesteście w wielkim błędzie. Przez takie numery staje się tylko silniejsza.To rozpędza mnie do dalszych działań. Ogarnijcie się i zajmijcie swoim życiem,a teraz wio na rozgrzewke ,bo nie mamy czasu. - Wykrzyczałam to wszystko czując ulgę.Za moimi plecami stała grupa chłopaków mających w-f na drugiej częsci sali, na ich czele Zayn . Wszyscy uważnie przysłuchiwali się mojej przemowie,a gdy nastąpił koniec,rozległy się oklaski.
Moje przeciwniczki stały zamurowane. Na ich twarzach malował się wstyd i rozczarowanie ,tym,że ich plan się nie powiódł. Rozeszły się każda w inną stronę .
Usiadłam na ławce,zakrywając oczy dłońmi,by nie było widać moich załzawionych oczu.
- Nie płacz." - Zayn kucnął przede mną.
- "przestań.... nic nie rozumiesz".
Chłopak złapał jedną moją dłoń i przejechał nią po swoim policzku.
- Jestem teraz oznaczony przez Ciebie.
Zachichotałam.
- To znaczy?- Zapytałam. W jego obecności zawsz poprawiał mi sę humor.
-Dowiesz się w swoim czasie. Wstał ,zakrywając ostatnie promyki słońca padające na moje kolana .
Odszedł. Zapach jego perfum ponownie zlansował mi mózg ... odpływałam.
Dopiero gwizdek nauczycielki obudził mnie ze stanu błogości.
- Dziewczęta,dzisiaj sobie troche pobiegamy... rozgrzewka po całej sali 10 okrążeń.
- Na czas- spytałam , pocierając ręce,chociaż i tak mialam świadomość,ze biegi to nie jest mój konik.
Ustawiłyśmy się na linii startu.
Grupa koszykarzy ponownie przerwała trening i bacznie obserwowala nasze zmagania na torze,a może nie zmakania tylko grupe 16-latek w skąpych spodenkach .
Miałam wrażenie ,że moje nogi się nie męczą,a wręcz unoszą się w powietrzu. Zdałam sobie sprawe,że jestem już przy 8 okrązeniu,a moje przeciwniczki są daleko w tyle.
Zayn przysiadł sobie na piłce ,która prawie mu nie ujechała pod pupskiem .
- MADE... biegnij ! - Krzyczał.
Harry ,który przechylał głowe raz w jedną raz w drugą stronę w rytm skaczących pośladków nastolatek,klepnął przyjaciela w plecy i się zaśmiał.
Zayn odwzajemnił uśmiech i ponownie spoglądał na wyczyn.
Trenerka trzymająca stoper w ręku ,prawie go nie upuściła.
Meta.Dobiegłam jako pierwsza.
-Made.- Trenerka zmierzyła mnie z góry do dołu wzrokiem i pokazała mi stoper.
-10 okrązeń w 5 min?- Pomyślałam w duchu * kUrna dobra robota*
-Pobiłaś szkolny rekord! - Krzyknęła nauczycielka ,podnosząc mnie na rękach.
- jak to możliwe,normalnie jestem flegmatyczna jak żółw.
- Nie wiem jak to zrobiłas,ale jestem w szoku . Co Cię tak mobilizuje? Zdradź przepis na sukces swoim koleżankom.- Kobieta zerknęła na ledwo dobiegające do mety nastolatki.
- Może to...
- Miłość?- Przerwał mi... HARRY ! Odparł sarkastycznie,wskazując palcem Zayn'a,który sam ledwo co dychał.
- Co mu jest?- Wychyliłam się zza Styles'a i obserwowałam mulata,który słodko leżał na ziemi ,z głową skierowaną ku mojej osobie i się uśmiechając.
- Zakochał się.-Harry pchnął mnie bioderkiem.
- Co mnie to obchodzi? Powodzenia jego wybrance- Zaśmiałam się,nie rozumiejąc ironii całej sytuacji.
-POWODZENIA MADE.- Wrzasnął muzyk,wracając do prawie nieprzytomnego kumpla.
*cholera* Pomyślałam ,w środku kipiałam ,tryskałam energią. - AAA- Pisnęłam i wyszłam z sali . Nie zdawałam sobie tak naprawdę sprawy,że to co czuje do chłopaka to coś więćej niż zauroczenie.
piątek, 13 kwietnia 2012
rozdział 7
Minął tydzień .....
W szkole wciąż jednak pobyt One Direction był wielkim przeżyciem. Chłopcy także czuli,że nie do końca odnaleźli się wsród swoich. Mimo wszystko mieli świadomość tego,że to tylko tymczasowo,bo już za pare miesięcy rozpocznie się ich światowe tournee , a rówieśnicy zostaną tylko jednym z wielu nijakich wspomnien .
Środek tygodnia . Made o poranku siedziała w kuchnii i piła latte,zmywając talerz po śniadaniu.
- Czymś się martwisz?- Matka spojrzała na córkę , próbując się do niej zbliżyc.
Dziewczyna nie odezwała się. Swoje zdanie na ten temat wyraziła obojętnym westchnięciem.
- Dalej się gniewasz?- Kobieta nie dawała za wygraną. Wiedziała,że ostatnimi czasy,jej kontakt z córką, znacznie się pogorszył.
- Ty wiesz co? Nie wiem, weź się za robienie na drutach, ale daj mi wreszcie święty spokój. Od kiedy ty się tak właściwie interesujesz tym co mnie trapi? Wiesz gdzie pracuje?- Made przerwała milczenie,postanowiła,że wszystko co myśli ,wygarnie matce,nawet jeśli ta do śmierci by się na nią obraziła.
-kochanie...-Zaczęła matka,ale córka znowu jej przerwała.
-No wlasnie. Nie wiesz nic o mnie . Z resztą od zawsze interesowałą Cię Camille .
- To nie prawda. Jak możesz tak mówic"-Kobieta miala łzy w oczach,miała przeczucie,że tu jest czuły punkt,że jej nastoletnia latorośl najechała na ambicje.
Made nie odezwała się już ani słowem. Wytarła mokry talerz czerwoną ściereczką, włożyła go do szafki i poszła do pokoju .
Matka stała bez ruchu miedzy blatem a stołem,nie mogąc wydusić z siebie ani słowa. Łzy spływały po policzkach ,a na jej twarzy malował się strach i bezradność oraz wstyd,że przegapiła najpiękniejsze lata dorastania starszego dziecka.
- MADE. ! - Krzyczała z sąsiedniego pokoju Camille.
Cisza.
Nagle harmonie w pokoju Made przerwało wejście 8-letniej siostry.
-Czego chcesz Camille?- Made spojrzała na Camille,która całą twarz miala w niebieskiej farbie.
krótką cisze,przerwał nagły napad śmiechu starszej siostry,która wprost nie mogła się powstrzymać patrząc na niebieską buzie małej, pyzatej dziewczynki.
- Chodz tutaj "
Camille stanęła przed starszą siostrą ,siedzącą na łóżku . Spuściła główkę w dół ,machając swoimi warkoczykami raz w jedną, raz w drugą stronę.
Made wyjęła z małej paczuszki ściereczkę , podniosła siostrzyczce buzię ,próbując zmyć ,wyschniętą już farbę.
- AUA. TO BOLI. - Krzyczała dziewczynka , chcąc wyrwac się siostrze z objęć.
- Przestań się wiercić. Już prawie skończyłam .
Camille przyglądała się Made ,stojąc posłusznie w bezruchu.
-Wiesz co?
- Hmm ?- Jękneła siostra,skupiając się na jednej czynności.
-Masz naprawdę ładną buzie.
Made przerwała ,spojrzała na małą dziewczynkę i na jej policzku złożyła buziaka.
- Ty masz za to słodkie poliki. - Odparła siostra ,która skończyła czyścic siostre.
Camille spojrzała w lusterko i przytuliła Made. Wybiegając z pokoju krzyknęła tylko-"Dziękuje" .
Made-* Spojrzałam na zegarek ,który wskazywał 8 rano. O 10 miałam zacząc zajęcia. Rozgrzałam prostownicę,by wyprsotowac włosy,a w między czasie wyciągnęłam z szafy marmurkowe legginsy i luźny niebieski sweter.Minęło pół godziny,praktycznie byłam już gotowa do wyjścia. Usłyszałam jak moja komóra wibruje w kieszeni. "ZAYN" + 10 nieodebranych od niego połączeń. TRUDNO. Niech sobie dzwoni,to wszystko jedno wielkie g*wno,w któro wdepnęłam i przez to nie mogę doczyścic buta. To tylko taka przenośnia. Koleś od czasu incyndenty w sali chemicznej nie daje mi spokoju. Zamknęłam drzwi od pokoju ,zarzuciłam torbę na ramie i wybiegłam z domu,kierując się na ganek mieszkającej obok DIANY.
Usiadłam na czerwonej ławeczce stojącej przy drzwiach czekając na przyjaciółkę,którą słychać było zza drzwi jak schodziła po schodach.
- Idziemy wreszcie?- Spytała,zamykając za sobą drzwi wejściowe.
Przyjaciółka pociągnęła mnie za rękaw ,zbiegając w dól po schodach.
Minęłyśmy 4 ulice ,a przed nami z każdym krokiem coraz bardziej malował się budynek szkoły. Przy samej bramie wydawal się tak duży,że mógłby stanowić budynek parlamentu.
Na szkolnym parkingu roiło się od grupki dziewczyn ,stojących przed RANG ROVEREM chłopaków.
Diana stanęła chwile pośród nich,czekając aż Harry wyjdzie z samochodu i złoży na jej ustach pocałunek.
BŁĘDNA MYŚL.
Siadłam na ławce,wyciągnęłam nogi i przyglądałam się wszystkiemu jak na jakimś seansie. Widać,że chłopcy mimo tak dużej popularności ,nie są w stanie poradzić sobie natłokiem fanek. Troche bawiło mnie to jak niegramotnie dziewczyny popychaly ich na samochód chcąc zrobić sobie z nimi jedno zdjęcie.
Diana wychyliła się z tłumu,po czym ponownie w nim utonęła. Siedziałam sobie tak bezczynnie jeszcze chwile , kiedy całą szopke przerwał krzyk jednego z chłopaków . -AAAAAA-. Niall nie wytrzymał.Wyleciał z między dziewczyn i usiadł obok mnie na ławce . Tłum stojący wśrod 4 pozostałych muzyków,zmienił obiekt zainteresowań i biegł na Nialla,a kto siedział obok niego? JA . - WIać !- Wrzasnęłam ,ciągnąc chłopaka za rękaw i przeskakując przez oparcie od ławki . Dziewczyny siedziały nam tuż na ogonie . Ciągnęłam go za sobą ,aż w końcu wlecieliśmy w najbliższe krzaki,aby zmylić tłum.
-CIcho- Szepnęłam,wychylając głowe zza gałązek.
Niall siedział jak dziecko. Skulony niczym żółw ,z zamkniętymi oczami,czekał aż wkońcu nadejdzie bezpieczeństwo i chłopaki go przytulą.
-Spokojnie już wszystko dobrze.-Posłałam mu ciepły uśmiech,że niebezpieczeństwo zażegnane.
Wyczołgał się zza krzaków i podał mi dłoń,niczym dżentelmen ,aby pomóc mi wstać.
- Dziękuje-Otrzepałam spodnie z ziemi i odeszłam.
- To ja dziękuje.- Krzyknął chłopak , rozglądając się wokół .
Zayn i reszta chłopaków szli w kierunku Niall'a.Gdy mnie mijali czułam jak jego dłoń próbuje dotknąć mojej,jego perfumy doprowadzały mnie do istnego szału. Mialam wrażenie ,że się od niej uzależniam,że jest jak narkotyk,z którego nie da się wyleczyc..
To tyle ;))) zaraz dodaje rozdzial 8 :D
W szkole wciąż jednak pobyt One Direction był wielkim przeżyciem. Chłopcy także czuli,że nie do końca odnaleźli się wsród swoich. Mimo wszystko mieli świadomość tego,że to tylko tymczasowo,bo już za pare miesięcy rozpocznie się ich światowe tournee , a rówieśnicy zostaną tylko jednym z wielu nijakich wspomnien .
Środek tygodnia . Made o poranku siedziała w kuchnii i piła latte,zmywając talerz po śniadaniu.
- Czymś się martwisz?- Matka spojrzała na córkę , próbując się do niej zbliżyc.
Dziewczyna nie odezwała się. Swoje zdanie na ten temat wyraziła obojętnym westchnięciem.
- Dalej się gniewasz?- Kobieta nie dawała za wygraną. Wiedziała,że ostatnimi czasy,jej kontakt z córką, znacznie się pogorszył.
- Ty wiesz co? Nie wiem, weź się za robienie na drutach, ale daj mi wreszcie święty spokój. Od kiedy ty się tak właściwie interesujesz tym co mnie trapi? Wiesz gdzie pracuje?- Made przerwała milczenie,postanowiła,że wszystko co myśli ,wygarnie matce,nawet jeśli ta do śmierci by się na nią obraziła.
-kochanie...-Zaczęła matka,ale córka znowu jej przerwała.
-No wlasnie. Nie wiesz nic o mnie . Z resztą od zawsze interesowałą Cię Camille .
- To nie prawda. Jak możesz tak mówic"-Kobieta miala łzy w oczach,miała przeczucie,że tu jest czuły punkt,że jej nastoletnia latorośl najechała na ambicje.
Made nie odezwała się już ani słowem. Wytarła mokry talerz czerwoną ściereczką, włożyła go do szafki i poszła do pokoju .
Matka stała bez ruchu miedzy blatem a stołem,nie mogąc wydusić z siebie ani słowa. Łzy spływały po policzkach ,a na jej twarzy malował się strach i bezradność oraz wstyd,że przegapiła najpiękniejsze lata dorastania starszego dziecka.
- MADE. ! - Krzyczała z sąsiedniego pokoju Camille.
Cisza.
Nagle harmonie w pokoju Made przerwało wejście 8-letniej siostry.
-Czego chcesz Camille?- Made spojrzała na Camille,która całą twarz miala w niebieskiej farbie.
krótką cisze,przerwał nagły napad śmiechu starszej siostry,która wprost nie mogła się powstrzymać patrząc na niebieską buzie małej, pyzatej dziewczynki.
- Chodz tutaj "
Camille stanęła przed starszą siostrą ,siedzącą na łóżku . Spuściła główkę w dół ,machając swoimi warkoczykami raz w jedną, raz w drugą stronę.
Made wyjęła z małej paczuszki ściereczkę , podniosła siostrzyczce buzię ,próbując zmyć ,wyschniętą już farbę.
- AUA. TO BOLI. - Krzyczała dziewczynka , chcąc wyrwac się siostrze z objęć.
- Przestań się wiercić. Już prawie skończyłam .
Camille przyglądała się Made ,stojąc posłusznie w bezruchu.
-Wiesz co?
- Hmm ?- Jękneła siostra,skupiając się na jednej czynności.
-Masz naprawdę ładną buzie.
Made przerwała ,spojrzała na małą dziewczynkę i na jej policzku złożyła buziaka.
- Ty masz za to słodkie poliki. - Odparła siostra ,która skończyła czyścic siostre.
Camille spojrzała w lusterko i przytuliła Made. Wybiegając z pokoju krzyknęła tylko-"Dziękuje" .
Made-* Spojrzałam na zegarek ,który wskazywał 8 rano. O 10 miałam zacząc zajęcia. Rozgrzałam prostownicę,by wyprsotowac włosy,a w między czasie wyciągnęłam z szafy marmurkowe legginsy i luźny niebieski sweter.Minęło pół godziny,praktycznie byłam już gotowa do wyjścia. Usłyszałam jak moja komóra wibruje w kieszeni. "ZAYN" + 10 nieodebranych od niego połączeń. TRUDNO. Niech sobie dzwoni,to wszystko jedno wielkie g*wno,w któro wdepnęłam i przez to nie mogę doczyścic buta. To tylko taka przenośnia. Koleś od czasu incyndenty w sali chemicznej nie daje mi spokoju. Zamknęłam drzwi od pokoju ,zarzuciłam torbę na ramie i wybiegłam z domu,kierując się na ganek mieszkającej obok DIANY.
Usiadłam na czerwonej ławeczce stojącej przy drzwiach czekając na przyjaciółkę,którą słychać było zza drzwi jak schodziła po schodach.
- Idziemy wreszcie?- Spytała,zamykając za sobą drzwi wejściowe.
Przyjaciółka pociągnęła mnie za rękaw ,zbiegając w dól po schodach.
Minęłyśmy 4 ulice ,a przed nami z każdym krokiem coraz bardziej malował się budynek szkoły. Przy samej bramie wydawal się tak duży,że mógłby stanowić budynek parlamentu.
Na szkolnym parkingu roiło się od grupki dziewczyn ,stojących przed RANG ROVEREM chłopaków.
Diana stanęła chwile pośród nich,czekając aż Harry wyjdzie z samochodu i złoży na jej ustach pocałunek.
BŁĘDNA MYŚL.
Siadłam na ławce,wyciągnęłam nogi i przyglądałam się wszystkiemu jak na jakimś seansie. Widać,że chłopcy mimo tak dużej popularności ,nie są w stanie poradzić sobie natłokiem fanek. Troche bawiło mnie to jak niegramotnie dziewczyny popychaly ich na samochód chcąc zrobić sobie z nimi jedno zdjęcie.
Diana wychyliła się z tłumu,po czym ponownie w nim utonęła. Siedziałam sobie tak bezczynnie jeszcze chwile , kiedy całą szopke przerwał krzyk jednego z chłopaków . -AAAAAA-. Niall nie wytrzymał.Wyleciał z między dziewczyn i usiadł obok mnie na ławce . Tłum stojący wśrod 4 pozostałych muzyków,zmienił obiekt zainteresowań i biegł na Nialla,a kto siedział obok niego? JA . - WIać !- Wrzasnęłam ,ciągnąc chłopaka za rękaw i przeskakując przez oparcie od ławki . Dziewczyny siedziały nam tuż na ogonie . Ciągnęłam go za sobą ,aż w końcu wlecieliśmy w najbliższe krzaki,aby zmylić tłum.
-CIcho- Szepnęłam,wychylając głowe zza gałązek.
Niall siedział jak dziecko. Skulony niczym żółw ,z zamkniętymi oczami,czekał aż wkońcu nadejdzie bezpieczeństwo i chłopaki go przytulą.
-Spokojnie już wszystko dobrze.-Posłałam mu ciepły uśmiech,że niebezpieczeństwo zażegnane.
Wyczołgał się zza krzaków i podał mi dłoń,niczym dżentelmen ,aby pomóc mi wstać.
- Dziękuje-Otrzepałam spodnie z ziemi i odeszłam.
- To ja dziękuje.- Krzyknął chłopak , rozglądając się wokół .
Zayn i reszta chłopaków szli w kierunku Niall'a.Gdy mnie mijali czułam jak jego dłoń próbuje dotknąć mojej,jego perfumy doprowadzały mnie do istnego szału. Mialam wrażenie ,że się od niej uzależniam,że jest jak narkotyk,z którego nie da się wyleczyc..
To tyle ;))) zaraz dodaje rozdzial 8 :D
czwartek, 12 kwietnia 2012
info ;D
co do rozdzialu 7 i 8 ;) Prawdopodobnie napisze je jutro ,gdyż dziś po prostu nie dam rady :) Mam nadzieję,ze mimo wszystko jutro zaglądniecie na chwilke na bloga i je przeczytacie ,a nawet skomentujecie ;) Postaram się także wrzucic fotke nowych BUCIORKÓW :)
to na tyle :)
Miłego dzionka...
to na tyle :)
Miłego dzionka...
poniedziałek, 9 kwietnia 2012
Wytrzeszczyłam oczy i przekręciłam się troche plecami. *
Zayn nie zwracal uwagi na Made,przez długi czas nie miał pojęcia,że to właśnie ona siedzi tuż obok niego.
- Siemka. - powiedział chłopak ,przysuwając się do mnie.
- Huey.- Wymamrotała. Na na przywitanie machnęła mu tylko reką przed oczami,a potem znowu się obróciła,usilnie chowając się przed nim.
Zayn zmarszczył brwi, jego kąciki ust powędrowały ku górze, prawdopodobnie z zadowolenia i zaczął notowac notatkę. Wiedział,że istnieją typy dziewczyn,tym bardziej w jego sytuacji ,które czują się niesmiałe. On sam z resztą w kontaktach damsko-męskich tez często przybierał taką postawe.
- No ,a teraz wraz ze swoim kolegą z ławki zabierzcie się za doświadczenie,ze strony 198,a jego wniosek sformuujcie na poniżej podanym przykładzie.
*No i teraz się wydało ,pomyslałam.*
Gdy Made miała już ujawnic swoją tożsamośc,poczuła jak krzesło traci równowagę i przewraca się.
Zayn popatrzył na czerwona ze wstydu dziewczyne, zdezorientowany wrócił do pisania i po 5 sek. ponownie na nią spojrzał zdając sobie sprawe kim jest jego nowa "partnerka" z ławki .*Cała klasa wybuchła śmiechem, prócz Zayn'a,który ledwo się powstrzymywał,ale jednak próbował zatrzymac fason i nauczycielki ,która skierowała mnie do kozy ,za wygłupianie się na lekcji.
Tylko z przedniej części sali padł tekst-"padłes?Powstań ! POWERADE". Wtedy to już nawet ja i Zayn nie wytrzymaliśmy ze śmiechu .*
Made załozyła torbę i wyszła. Tylko zamykając drzwi spojrzała na chłopaka ,który uśmiechem próbował ją pocieszyc. Dziewczyna jednak nie przywiązywała do tego specjalnej uwagi . W końcu nie raz lądowała w kozie i to za gorsze przewinienia .
( w tym samym czasie Diana na lekcji biologii)
Harry ,który także został nowym uczniem,wiedział jak to wszystko rozegrac. Dosiadł sie do Diany nie wzbudzając podejrzeń w rówieśnikach,że już wcześniej zdołał ją poznac. Wymamrotał tylko ciche-"czesc" puścił jej oczko i zajął się flirtowaniem z inną uczennicą siedzącą tuż obok niego
Diana poczuła się zawiedziona. Odsunęła się od Harry'ego ,co chłopak znacznie zauważył i sama przyjęła podobną taktykę,próbując flirtowac z umięśnionym sportowcem.
Muzyk odwrócił się w jej strone i znowu wrócił do zajęcia,mając nadzieje,że wzbudzi w niej zazdrosc.
Diana jednak znała takie zagrywki. Wykorzystując moment kiedy nauczyciela jeszcze nie było w klasie, zabrała swoje rzeczy i wyszła, kusząc jedynie swoimi malinowymi perfumami od Charel .
Made i Diana zderzyły się w jednym momencie na korytarzu .
- Co ty tu robisz?- Rozejrzały się po sobie wybuchając smiechem.
- Koza.a ty pani perfektycjna? - Odparła Made.
- Harry.- Diana spuściła głowe,a swoje manele wrzuciła do szafki z nr. 232 ,która należała do niej.
- No tak to wszystko wyjaśnia.- Made wybuchła śmiechem
-Śmiej się,śmiej,ale sama z tego co mi wiadomo to Zayn dołączył do twojej grupy .
Made od razu zmienił się wyraz twarzy,nagle poczuła jakby miała puścic pawia,chociaż uczucie w jej brzuchu było inne,coś jak ... MOTYLKI W BRZUCHU!
*Pogłaskałam Diane po plecach i ponownie rozpoczęłam swoją podróż tym razem do "miejsca tortur"
Otworzyłam "wrota" ,a na miejscu "starej wiedźmy" siedział pań Woźny.
-Relaks"-Pomyślałam. Siadając na swoim miejscu.Przebywałam tu już tyle razy,że każdy wiedział,że ławka stojąca pod oknem należy tylko i wyłącznie do mnie,a jej zajęcie przez jakiegoś"TUBYLCA" skończy się dramatem,albo pięścią miedzy oczami .
Zamknęłam powieki i ponownie błądziłam myślami. Każda z nich kręciła się bowiem wokół jednej ,a raczej jednego ..ZAYN'A.
Zayn nie zwracal uwagi na Made,przez długi czas nie miał pojęcia,że to właśnie ona siedzi tuż obok niego.
- Siemka. - powiedział chłopak ,przysuwając się do mnie.
- Huey.- Wymamrotała. Na na przywitanie machnęła mu tylko reką przed oczami,a potem znowu się obróciła,usilnie chowając się przed nim.
Zayn zmarszczył brwi, jego kąciki ust powędrowały ku górze, prawdopodobnie z zadowolenia i zaczął notowac notatkę. Wiedział,że istnieją typy dziewczyn,tym bardziej w jego sytuacji ,które czują się niesmiałe. On sam z resztą w kontaktach damsko-męskich tez często przybierał taką postawe.
- No ,a teraz wraz ze swoim kolegą z ławki zabierzcie się za doświadczenie,ze strony 198,a jego wniosek sformuujcie na poniżej podanym przykładzie.
*No i teraz się wydało ,pomyslałam.*
Gdy Made miała już ujawnic swoją tożsamośc,poczuła jak krzesło traci równowagę i przewraca się.
Zayn popatrzył na czerwona ze wstydu dziewczyne, zdezorientowany wrócił do pisania i po 5 sek. ponownie na nią spojrzał zdając sobie sprawe kim jest jego nowa "partnerka" z ławki .*Cała klasa wybuchła śmiechem, prócz Zayn'a,który ledwo się powstrzymywał,ale jednak próbował zatrzymac fason i nauczycielki ,która skierowała mnie do kozy ,za wygłupianie się na lekcji.
Tylko z przedniej części sali padł tekst-"padłes?Powstań ! POWERADE". Wtedy to już nawet ja i Zayn nie wytrzymaliśmy ze śmiechu .*
Made załozyła torbę i wyszła. Tylko zamykając drzwi spojrzała na chłopaka ,który uśmiechem próbował ją pocieszyc. Dziewczyna jednak nie przywiązywała do tego specjalnej uwagi . W końcu nie raz lądowała w kozie i to za gorsze przewinienia .
( w tym samym czasie Diana na lekcji biologii)
Harry ,który także został nowym uczniem,wiedział jak to wszystko rozegrac. Dosiadł sie do Diany nie wzbudzając podejrzeń w rówieśnikach,że już wcześniej zdołał ją poznac. Wymamrotał tylko ciche-"czesc" puścił jej oczko i zajął się flirtowaniem z inną uczennicą siedzącą tuż obok niego
Diana poczuła się zawiedziona. Odsunęła się od Harry'ego ,co chłopak znacznie zauważył i sama przyjęła podobną taktykę,próbując flirtowac z umięśnionym sportowcem.
Muzyk odwrócił się w jej strone i znowu wrócił do zajęcia,mając nadzieje,że wzbudzi w niej zazdrosc.
Diana jednak znała takie zagrywki. Wykorzystując moment kiedy nauczyciela jeszcze nie było w klasie, zabrała swoje rzeczy i wyszła, kusząc jedynie swoimi malinowymi perfumami od Charel .
Made i Diana zderzyły się w jednym momencie na korytarzu .
- Co ty tu robisz?- Rozejrzały się po sobie wybuchając smiechem.
- Koza.a ty pani perfektycjna? - Odparła Made.
- Harry.- Diana spuściła głowe,a swoje manele wrzuciła do szafki z nr. 232 ,która należała do niej.
- No tak to wszystko wyjaśnia.- Made wybuchła śmiechem
-Śmiej się,śmiej,ale sama z tego co mi wiadomo to Zayn dołączył do twojej grupy .
Made od razu zmienił się wyraz twarzy,nagle poczuła jakby miała puścic pawia,chociaż uczucie w jej brzuchu było inne,coś jak ... MOTYLKI W BRZUCHU!
*Pogłaskałam Diane po plecach i ponownie rozpoczęłam swoją podróż tym razem do "miejsca tortur"
Otworzyłam "wrota" ,a na miejscu "starej wiedźmy" siedział pań Woźny.
-Relaks"-Pomyślałam. Siadając na swoim miejscu.Przebywałam tu już tyle razy,że każdy wiedział,że ławka stojąca pod oknem należy tylko i wyłącznie do mnie,a jej zajęcie przez jakiegoś"TUBYLCA" skończy się dramatem,albo pięścią miedzy oczami .
Zamknęłam powieki i ponownie błądziłam myślami. Każda z nich kręciła się bowiem wokół jednej ,a raczej jednego ..ZAYN'A.
6 rozdział cz. 1
dzzzyń! dzzzyń! zadzwonił bucik w moim I'phonie. Ręką zrzuciłam go na wykładzine i ponownie wtuliłam się w miękką , fioletową poduche. Przymknęłam powieki,kiedy poczułam ciepły powiew na moim karku. Przekręciłam się na drugi bok , otworzyłam jedno oko ... -"BOŻE" . Jak bomba wyleciałam z mojego łóżka ,niezdarnie potykając się o jego rame i lądując na podłodze.
- "Cześc maleńka" - Odparł Jackson, trzymając na powitanie w ręce tuzin tulipanów.
- " Gorzej Ci?" . Otworzyłam szafkę w komodzie i wyjęłam z niej miętowe rurki.
Nie miałam pojęcia jak zareagował chłopak,ale sądząc po tym,że pokój nagle opustoszał ,nie było mu wesoło.-"Znacznie lepiej pomyślałam" i odpaliłam żelazko. Po pół godziny byłam gotowa do wyjścia z domu. Zeszłam na dół, w domu jak zwykle nikogo nie było . Zrobiłam krok w tył ,stając twarza do lusta. Garstka włosów delikatne przejechała mi między palcami i ponownie poszłam na przód ,kierując się w strone kuchni. Na marmurowym blacie leżała tylko karteczka z informacją-" Wyszłam do pracy wcześniej. Nie denerwuj się. Całuje Mama". -"Ehh". Westchnełam,łapiąc za przygotwaną przez moją rodzicielke kanapkę i pakując ja do torby.Zamknęłam za soba drzwi , kluczyk wsadziłam do kieszeni i zeszłam z ganka ,idąc w strone szkoły.
-"Made!" - Wrzasnął ktoś biegnący tuż za mną,gdy wychodziłam z dzielnicy.
Odwróciłam głowe i ponownie ujrzałam Jacksona ,który własnie mnie dogonił .
- "No dogoniłem Cię" - Ledwo co wymamrotał,zdyszany chłopak.
- "Cześc maleńka" - Odparł Jackson, trzymając na powitanie w ręce tuzin tulipanów.
- " Gorzej Ci?" . Otworzyłam szafkę w komodzie i wyjęłam z niej miętowe rurki.
Nie miałam pojęcia jak zareagował chłopak,ale sądząc po tym,że pokój nagle opustoszał ,nie było mu wesoło.-"Znacznie lepiej pomyślałam" i odpaliłam żelazko. Po pół godziny byłam gotowa do wyjścia z domu. Zeszłam na dół, w domu jak zwykle nikogo nie było . Zrobiłam krok w tył ,stając twarza do lusta. Garstka włosów delikatne przejechała mi między palcami i ponownie poszłam na przód ,kierując się w strone kuchni. Na marmurowym blacie leżała tylko karteczka z informacją-" Wyszłam do pracy wcześniej. Nie denerwuj się. Całuje Mama". -"Ehh". Westchnełam,łapiąc za przygotwaną przez moją rodzicielke kanapkę i pakując ja do torby.Zamknęłam za soba drzwi , kluczyk wsadziłam do kieszeni i zeszłam z ganka ,idąc w strone szkoły.
-"Made!" - Wrzasnął ktoś biegnący tuż za mną,gdy wychodziłam z dzielnicy.
Odwróciłam głowe i ponownie ujrzałam Jacksona ,który własnie mnie dogonił .
- "No dogoniłem Cię" - Ledwo co wymamrotał,zdyszany chłopak.
- " Nie musiałes,masz samochód" - Włączyłam muzyczkę w MP4 i założyłam słuchawki .
Przez chwile chłopak nic sie nie oddzywał, potem pociągnął mnie za rękę i zatrzymał.
-"czego chcesz ?!" - Wrzasnęłam,próbując wyrwac i tak już obolałą dłoń.
Przez chwile chłopak nic sie nie oddzywał, potem pociągnął mnie za rękę i zatrzymał.
-"czego chcesz ?!" - Wrzasnęłam,próbując wyrwac i tak już obolałą dłoń.
-"Zapomniałem,że to ta zraniona. Przepraszam." - Odezwał się zmieszany,chcąc w końcu ocieplic jakos nasze stosunki.
-" Czy do Ciebie wciąż nie dociera,ze z tego nic nie będzie?" - Wyrwałam się i odeszłam. Nie chciałam ciągnąc tej sytuacji . To wszystko było nieźle pokopane.
Wchodząc na szkolny parking wszystko było mi już obojętne. W głowie miałam totalny mętlik .
- " O MÓJ BOŻE" . Wrzasnęła Diana wchodząc na mnie tuż przy wejściu.
-" Czy do Ciebie wciąż nie dociera,ze z tego nic nie będzie?" - Wyrwałam się i odeszłam. Nie chciałam ciągnąc tej sytuacji . To wszystko było nieźle pokopane.
Wchodząc na szkolny parking wszystko było mi już obojętne. W głowie miałam totalny mętlik .
- " O MÓJ BOŻE" . Wrzasnęła Diana wchodząc na mnie tuż przy wejściu.
-" Czesc"- Uśmiechnęłam się do przyjaciółki widząc jej entuzjazm.
- " nie uwierzysz! "- Mówiła coraz bardziej podekscytowana. Czułam się troche dziwnie ,bo nei wiedziałam do czego ta rozmowa zmierza.
- "W co ? że istnieją Jednorożce?" - Zaśmiałam się i przeciągnęłam się .
- "Nie. Nie to . "HARRY ... "
- "Nie. Nie to . "HARRY ... "
nie dokończyła . Zadzwonił dzwonek na lekcje . Wykrzyczała tylko -"umówił się" ,zamykając za sobą drzwi od sali 21.
-"Cudownie"-szepnęłam do siebie ,siadając w ostatniej ławce pracowni chemicznej.
Sielanke w sali przerwało wejście profesorki Palamore.
-Witam Wszystkich. "
Cała klasa gwałtownie ucichła. Nie było słychac ani jednego szmeru,jedynie oddech ponad 30 osób.
-No dobrze ,na początku chciałabym zacząc od ..."
Jej przemowe ,przerwało nagłe pukanie do drzwi.
Cała klasa gwałtownie ucichła. Nie było słychac ani jednego szmeru,jedynie oddech ponad 30 osób.
-No dobrze ,na początku chciałabym zacząc od ..."
Jej przemowe ,przerwało nagłe pukanie do drzwi.
-Prosze wejsc.
W wejściu pojawił się nie kto inny jak .... ZAYN !
Wytrzeszczyłam oczy, twarz zakryłam bluzą ,aby chociaż odrobine się zamaskowac.
- Na moim planie widnieje,ze mam tutaj teraz zajęcia.- odparł , przybliżając się powoli do nauczycielki.
Ta zachichotała ,objęła go ręką i kontynuowała -"To wasz nowy kolega Zayn Malik, od teraz będzię się z wami uczył. Zapewne znacie go z..."
-Telewizji.- Krzyknęła jedna rudowłosa dziewczyna siędzaca przede mną.
-Telewizji.- Krzyknęła jedna rudowłosa dziewczyna siędzaca przede mną.
Zayn zarumienił się i mrugnał do niej oczkiem.
-To jego patent na podryw" Pomyslałam ponownie przykrywając twarz dłońmi.
-Dokładnie.-Skończyła nauczycielka.-Dziękuje Grace.- usmiechnęła się .
Wskazała Zayn'owi miejsce i ponownie wróciła do prowadzenia lekcji .
Przez małą szparkę między palcami widziałam,że chłopak odsuwa krzesło ... tuz obok mnie . !!
Zaraz napisze częsc 2 :)
Wskazała Zayn'owi miejsce i ponownie wróciła do prowadzenia lekcji .
Przez małą szparkę między palcami widziałam,że chłopak odsuwa krzesło ... tuz obok mnie . !!
Zaraz napisze częsc 2 :)
niedziela, 8 kwietnia 2012
rozdział 5
Made wdrapała się na szafę i ściągnęła z niej małe ,czerwone pudełeczko. Otworzyła wieko ,wyciągając z niego złoty medalik w kształcie serduszka. Przymierzyła go do lusterka -"Świetnie" i odłożyła go na komódkę koło łóżka. Cały spokój przerwał jej nieoczekiwany i gwałtowny krzyk dochodzący z ulicy .Z jednym klapkiem na nodze wyleciała na ganek ,spostrzegając,że w całym tłumie , główną rolę odgrywa Zayn i Jackson okładający się rękami na zmiane. Stanęła między całym zbiorowiskiem ,chwilę się przyglądała ,do momentu gdy cała bójka zmierzała do brutalnego końca. Zayn ,nabrał siły i wycelował prosto w twarz Jacksona,wybijając mu dwa przednie zęby. Dziewczyna nie wytrzymała i krzyknęła-"Dosyć! " . Dwóch nastolatków leżących na ziemi, zerwało się na równe nogi,a tłum zamilkł. Made odwróciła się plecami do chłopaków i odeszła,mamrocząc coś pod nosem.Wtedy Jackson wykorzystując sytuacjie,z otwartej dłoni wycelował w policzek Malika,który zachwiał się ,tracąc prawie równowagę. Tłum wydał głośny okrzyk "Łuu" . Made słysząc to ,wychyliła się zza fugi w drzwiach i pieszczotliwie krzyknęła-"Tee Jackson" . Zayn stracił nadzieję, postanowił się poddać ,cofnął się dwa kroki w tył ,odczekał chwile.. co nastolatka powie.
- " Z naszej randki nici. !" i trzasnęła drzwiami. Jackson nabrał rumieńców, Zayn cicho zachichotał z tyłu , a usta zakrył dłonią. Jackson odwrócił się,spojrzał na chłopaka i teraz był gotów go dosłownie zabić. Zayn wytrzeszczył oczy wziął nogi za pas i uciekł,czując nagły przypływ energii. Furiata ,który go gonił z tyłu, po 300 metrach biegu zdyszał się i zwolnił, zaraz zupełnie przystając. Zayn mignął mu tylko przed oczyma i zniknął za rogiem ulicy. -"jeszcze cie dorwe" Wrzasnął, ocierając swoje usta . Wrócił się na swój ganek ,usiadł na schodach ,a twarz zakrych rękoma. Otoczyła go grupka kolegów. Otyły afroamerykanin, z czarną przepaską na głowie wymamrotał- "mam pomysł".
Jackson odsunął jedną dłoń z twarzy ,otwierając oko - "mów dalej" poprosił.
Pulpecik siadł obok niego i objął ręką-" no wiesz, po jakiejś imprezie można mu spuścic niezłe lanie"
Jackson odsłonił całkowicie twarz i uśmiechnął się, odsłaniając jedną wielką dziure ,z powodu braku dwóch jedynek na przodzie . Wyciągnął z kieszeni, małą metalową blaszke,z której wysunął się nożyk .- "No to do dzieła" .Zaśmiali się, budząc postrach wśród małych dzieci grających w klasy na chodniku.
( W tym samym czasie Zayn)
- Dziękuje- Zayn wyciągnął portfel i wyjął z niej platynową karte kredytową ,płacąc za wielką butle paliwa.
Kasjer na stacji paliw , spojrzał na podbite oko gwiazdora ,lekko rozbawiony.
-Co się pan patrzy? Podbitego oka pan nie widział?- zapytał podirytowany gwiazdor,przeglądając się w szybie.
-Do widzenia. - Kasjer zmienił temat i zabrał się za ponowne układanie batonów na półce.
Zayn spojrzał na niego , westchnął i burknął-" Udław się nimi" i wyszedł.
Sprzedawca odwróćił głowę,zajęty ,nie usłyszał tego co mówił chłopak i znowu wrocił do pracy.
Muzyk wyciągnął kluczyki z samochodu otworzył wlew i nalał paliwa do środka. Siadł na skórzanym fotelu ,przekręcił kluczyk i ruszył samochodem ,kierując się do swojego apartamentu w centrum Londynu.
Bip ,bip ! Zayn sięgnął do kieszeni po wibrujący telefon.Spojrzał na niego ,a ekran wyświetlił połączenie od Liama .
- Halo?-Odebrał telefon.
- Zayn , do jasnej ciasnej,gdzie ty się podziewasz? - Liam prawie wrzeszczał do telefonu,martwiąc sie o przyjaciela
- No wiesz... za piętnaście minut będe w domu. - Zayn odłożył Black Berry'ego do schowka i włączył na całe głośniki radio Pic FM. Spiker w radiu,zapowiadał akurat kawałek jednego z lepszych zespołów ostatnich czasów "One Direction".
Zayn roześmiał się i nucił swoją zwrotke w piosence"what makes you beautiful" .
Drzwi garażowe otworzył pilotem i zaparkował auto . Wycągnął komórke ze schowka i ruszył na góre. Telefon znowu zadzwonił i wyświetliło się kolejne połączenie od Liama.
Gdzie ty sie podziewasz?- Ponownie pytał chłopak,grzejąc sobie pupcie do kominka . Zayn stanął w przejściu między korytarzem a salonem i wrzasnął "-"Tutaj tatusiu "
Liam obejrzał do światła rane chłopaka i usilnie próbował dojść co się wydarzyło podczas spotkania z Made.
- Co to ma znaczyć? Kto Cię stary tak urządził- Spytał,przykładając mulatowi zimny okład do oka.
- No wiesz. Made widocznie ma wielu wielbicieli.
Liam ironicznei się usmiechnął,chociaż sam nie przyznał się co gnaprawdę poczuł do kelnerki podczas pobytu w Nando's .
-Czujesz coś do niej ?- Liam chciał się upewnić?
-Nie mam pojęcia.,ale ona jest inna od tych wszystkich dziewczyn ,które znm.Jest taka prawdziwa ,niczego nie udaje.,ale mimo wszystko delikatnie Wkurwiaj*ca.Lubie takie. Wie co chce.
Zayn rzucił się na sofe,trzymając wielką ściere wypchanął lodem i spojrzał na komórkę ,licząc na połączenie od dziewczyny.
Liam stał za nim,czul sie troche zagrozony. Mial wrazenie,ze to co czul do swojej obecnej dziewczyny,to nie to samo co zaiskrzylo miedzy nim a kelnerka. Ścisnął delikatnie ręką kieszeń czując złośc na przyjaciela.
Miał plan,tylko nie wiedzial jeszcze jak go zrealizowac.
to tyle :P Jutro dodam 6 rozdzial ;) milego czytania ;d
- " Z naszej randki nici. !" i trzasnęła drzwiami. Jackson nabrał rumieńców, Zayn cicho zachichotał z tyłu , a usta zakrył dłonią. Jackson odwrócił się,spojrzał na chłopaka i teraz był gotów go dosłownie zabić. Zayn wytrzeszczył oczy wziął nogi za pas i uciekł,czując nagły przypływ energii. Furiata ,który go gonił z tyłu, po 300 metrach biegu zdyszał się i zwolnił, zaraz zupełnie przystając. Zayn mignął mu tylko przed oczyma i zniknął za rogiem ulicy. -"jeszcze cie dorwe" Wrzasnął, ocierając swoje usta . Wrócił się na swój ganek ,usiadł na schodach ,a twarz zakrych rękoma. Otoczyła go grupka kolegów. Otyły afroamerykanin, z czarną przepaską na głowie wymamrotał- "mam pomysł".
Jackson odsunął jedną dłoń z twarzy ,otwierając oko - "mów dalej" poprosił.
Pulpecik siadł obok niego i objął ręką-" no wiesz, po jakiejś imprezie można mu spuścic niezłe lanie"
Jackson odsłonił całkowicie twarz i uśmiechnął się, odsłaniając jedną wielką dziure ,z powodu braku dwóch jedynek na przodzie . Wyciągnął z kieszeni, małą metalową blaszke,z której wysunął się nożyk .- "No to do dzieła" .Zaśmiali się, budząc postrach wśród małych dzieci grających w klasy na chodniku.
( W tym samym czasie Zayn)
- Dziękuje- Zayn wyciągnął portfel i wyjął z niej platynową karte kredytową ,płacąc za wielką butle paliwa.
Kasjer na stacji paliw , spojrzał na podbite oko gwiazdora ,lekko rozbawiony.
-Co się pan patrzy? Podbitego oka pan nie widział?- zapytał podirytowany gwiazdor,przeglądając się w szybie.
-Do widzenia. - Kasjer zmienił temat i zabrał się za ponowne układanie batonów na półce.
Zayn spojrzał na niego , westchnął i burknął-" Udław się nimi" i wyszedł.
Sprzedawca odwróćił głowę,zajęty ,nie usłyszał tego co mówił chłopak i znowu wrocił do pracy.
Muzyk wyciągnął kluczyki z samochodu otworzył wlew i nalał paliwa do środka. Siadł na skórzanym fotelu ,przekręcił kluczyk i ruszył samochodem ,kierując się do swojego apartamentu w centrum Londynu.
Bip ,bip ! Zayn sięgnął do kieszeni po wibrujący telefon.Spojrzał na niego ,a ekran wyświetlił połączenie od Liama .
- Halo?-Odebrał telefon.
- Zayn , do jasnej ciasnej,gdzie ty się podziewasz? - Liam prawie wrzeszczał do telefonu,martwiąc sie o przyjaciela
- No wiesz... za piętnaście minut będe w domu. - Zayn odłożył Black Berry'ego do schowka i włączył na całe głośniki radio Pic FM. Spiker w radiu,zapowiadał akurat kawałek jednego z lepszych zespołów ostatnich czasów "One Direction".
Zayn roześmiał się i nucił swoją zwrotke w piosence"what makes you beautiful" .
Drzwi garażowe otworzył pilotem i zaparkował auto . Wycągnął komórke ze schowka i ruszył na góre. Telefon znowu zadzwonił i wyświetliło się kolejne połączenie od Liama.
Gdzie ty sie podziewasz?- Ponownie pytał chłopak,grzejąc sobie pupcie do kominka . Zayn stanął w przejściu między korytarzem a salonem i wrzasnął "-"Tutaj tatusiu "
Liam obejrzał do światła rane chłopaka i usilnie próbował dojść co się wydarzyło podczas spotkania z Made.
- Co to ma znaczyć? Kto Cię stary tak urządził- Spytał,przykładając mulatowi zimny okład do oka.
- No wiesz. Made widocznie ma wielu wielbicieli.
Liam ironicznei się usmiechnął,chociaż sam nie przyznał się co gnaprawdę poczuł do kelnerki podczas pobytu w Nando's .
-Czujesz coś do niej ?- Liam chciał się upewnić?
-Nie mam pojęcia.,ale ona jest inna od tych wszystkich dziewczyn ,które znm.Jest taka prawdziwa ,niczego nie udaje.,ale mimo wszystko delikatnie Wkurwiaj*ca.Lubie takie. Wie co chce.
Zayn rzucił się na sofe,trzymając wielką ściere wypchanął lodem i spojrzał na komórkę ,licząc na połączenie od dziewczyny.
Liam stał za nim,czul sie troche zagrozony. Mial wrazenie,ze to co czul do swojej obecnej dziewczyny,to nie to samo co zaiskrzylo miedzy nim a kelnerka. Ścisnął delikatnie ręką kieszeń czując złośc na przyjaciela.
Miał plan,tylko nie wiedzial jeszcze jak go zrealizowac.
to tyle :P Jutro dodam 6 rozdzial ;) milego czytania ;d
rozdział 4. cz.2
nacisnął dzwonek i czekał na reakcje. Nagle firanka sie poruszyła ,a drzwi uchyliły się. Nieznajomy,kobiecy głos zapytał -"kto tam?"
-"jestem Zayn . Szukam Made,która rzekomo tutaj mieszka" .
Drzwi otworzyły się na oścież.Zayn zrobił krok w przód i rozglądnął sie po mieszkaniu.
Trzask! Drzwi się zamknęły. Chłopak podskoczył w góre , z przestraszenia.
-Ja jestem Made.
Dziewczyna stanęła przed chłopakiem , czując małe zdezorientowanie.
Muzyk zmierzył wzrokiem nastolatke z góry do dołu ,po czym wyciągnął z kieszeni plastikowe pudełeczko.
-O widze ,że słuchałeś płyty?- Wyrwała mu ją z ręki podekscytowana.
-Tak nagranie świetne. Masz naprawde niewyobrażalnie dobry wokal.
Made stanęła jak wryta. -"o czym ty mówisz? Jaki wokal"
Chłopak stanął przed białym kredensem i spojrzał na zdjęcie nastolatki z jakimś mężczyzną .- To twój...?"
nie zdążył . Made przerwała mu i dokończyła - "Ojciec "
Zayn przyglądnął się jej twarzy i poznał,że brnięcie w ten temat nie jest stosowne.
- " wracając do tematu od dawna śpiewasz?"
Made złapała za swoją kraciastą torebke leżącą na wiklinowym bujaku i wyrzuciła z niej całą zawartość.-"SZLAK" - krzyknęła . Z podłogi ,na której leżała zterta babskich bibelotów ,podniosła drugie opakowanie z innym nagraniem.
- Co się stało?" Zapytał chłopak ,gładząc swoje pomięte , karmelowe spodnie .
Dziewczyna trzymała w ręku dwa podobne opakowania , każde z innym nagraniem.
-Pomyliłam płyty ! Dałam Ci nie tę co trzeba !
Zorientowała się.- Na płycię ,którą Ci przekazałam były składanki różnych zespołów, a nie mój jęk jakby co najmniej coś zdychało."
Zayn wybuchnął śmiechem , wstał i złapał Made za ręke.
- " Dobry komik z Ciebie"
Nastolatka uśmiechnęła się i spuściła głowe , unikając kontaktu wzrokowego z chlopakiem.
Spojrzała na zegarek ,wybiła osiemnasta. Otworzyła gościowi drzwi i wskazała mu wyjście.
Chłopak przechylił swój opalony łepek , poprawiając czarne, nażelowane włosy. -Zbieram się.
Stanął w progu ,odwróćił głowę w kierunku Made i puścił jej oczko.
Jackson siedzący po drugiej stronie ganku z kolegami ,uważnie się przyglądał całej sytuacji. W końcu postanowił zainterweniować.
Nastolatka zamknęła drzwi i wróciła na góre ,a Zayn udał się po paliwo na najbliższą stacje benzynową.
Poczuł jak ktoś od tyłu go łapie za koszulke,aż w końcu powala na rozgrzany słońcem asfalt
- Co jest?- Krzyknął .
Postać ,która go powaliła nie była widoczna,bo słońce świeciło prosto w jego oczy,przysłonił twarz i teraz dokładniej widział,że winowajcą był Jackson.
-Zwariowałes?-Próbował wstać,ale nastolatek przygniótł mu butem dłoń.Zayn pociągnął go za nogę ,aż sam wylądował tuż obok niego.
Całe widowisko miala coraz większą publike. W końcu Jackson zaczął okładać Zayn'a pięściami po twarzy- "masz się od niej odwalic gwiazdorku dotarło?"
Zayn wysłał mu spojrzenie niczym Strażnik Teksasu ,złapał go za ramie i wylądował na jego brzuchu jak zapaśnik .
Tłum ludzi,w szczególności kolegów Jacksona kibicowało całej walce-"jackson dowal mu" , -"Jackson dajesz". Jacksona to tylko mobilizowało,że pokonanie jego , dało by mu przewage w wygranie nie tylko o męskośc ,ale również o miłość
To koniec 4 rozdziału,zaraz pojawi się 5 ;) Miłego czytania
-"jestem Zayn . Szukam Made,która rzekomo tutaj mieszka" .
Drzwi otworzyły się na oścież.Zayn zrobił krok w przód i rozglądnął sie po mieszkaniu.
Trzask! Drzwi się zamknęły. Chłopak podskoczył w góre , z przestraszenia.
-Ja jestem Made.
Dziewczyna stanęła przed chłopakiem , czując małe zdezorientowanie.
Muzyk zmierzył wzrokiem nastolatke z góry do dołu ,po czym wyciągnął z kieszeni plastikowe pudełeczko.
-O widze ,że słuchałeś płyty?- Wyrwała mu ją z ręki podekscytowana.
-Tak nagranie świetne. Masz naprawde niewyobrażalnie dobry wokal.
Made stanęła jak wryta. -"o czym ty mówisz? Jaki wokal"
Chłopak stanął przed białym kredensem i spojrzał na zdjęcie nastolatki z jakimś mężczyzną .- To twój...?"
nie zdążył . Made przerwała mu i dokończyła - "Ojciec "
Zayn przyglądnął się jej twarzy i poznał,że brnięcie w ten temat nie jest stosowne.
- " wracając do tematu od dawna śpiewasz?"
Made złapała za swoją kraciastą torebke leżącą na wiklinowym bujaku i wyrzuciła z niej całą zawartość.-"SZLAK" - krzyknęła . Z podłogi ,na której leżała zterta babskich bibelotów ,podniosła drugie opakowanie z innym nagraniem.
- Co się stało?" Zapytał chłopak ,gładząc swoje pomięte , karmelowe spodnie .
Dziewczyna trzymała w ręku dwa podobne opakowania , każde z innym nagraniem.
-Pomyliłam płyty ! Dałam Ci nie tę co trzeba !
Zorientowała się.- Na płycię ,którą Ci przekazałam były składanki różnych zespołów, a nie mój jęk jakby co najmniej coś zdychało."
Zayn wybuchnął śmiechem , wstał i złapał Made za ręke.
- " Dobry komik z Ciebie"
Nastolatka uśmiechnęła się i spuściła głowe , unikając kontaktu wzrokowego z chlopakiem.
Spojrzała na zegarek ,wybiła osiemnasta. Otworzyła gościowi drzwi i wskazała mu wyjście.
Chłopak przechylił swój opalony łepek , poprawiając czarne, nażelowane włosy. -Zbieram się.
Stanął w progu ,odwróćił głowę w kierunku Made i puścił jej oczko.
Jackson siedzący po drugiej stronie ganku z kolegami ,uważnie się przyglądał całej sytuacji. W końcu postanowił zainterweniować.
Nastolatka zamknęła drzwi i wróciła na góre ,a Zayn udał się po paliwo na najbliższą stacje benzynową.
Poczuł jak ktoś od tyłu go łapie za koszulke,aż w końcu powala na rozgrzany słońcem asfalt
- Co jest?- Krzyknął .
Postać ,która go powaliła nie była widoczna,bo słońce świeciło prosto w jego oczy,przysłonił twarz i teraz dokładniej widział,że winowajcą był Jackson.
-Zwariowałes?-Próbował wstać,ale nastolatek przygniótł mu butem dłoń.Zayn pociągnął go za nogę ,aż sam wylądował tuż obok niego.
Całe widowisko miala coraz większą publike. W końcu Jackson zaczął okładać Zayn'a pięściami po twarzy- "masz się od niej odwalic gwiazdorku dotarło?"
Zayn wysłał mu spojrzenie niczym Strażnik Teksasu ,złapał go za ramie i wylądował na jego brzuchu jak zapaśnik .
Tłum ludzi,w szczególności kolegów Jacksona kibicowało całej walce-"jackson dowal mu" , -"Jackson dajesz". Jacksona to tylko mobilizowało,że pokonanie jego , dało by mu przewage w wygranie nie tylko o męskośc ,ale również o miłość
To koniec 4 rozdziału,zaraz pojawi się 5 ;) Miłego czytania
sobota, 7 kwietnia 2012
rozdział 4. cz 1.
( W tym samym czasie zespół) .
Pib! Pisnął telewizor ,kiedy Zayn próbował uruchomić płytę od nieznajomej dziewczyny . Odtworzył odtwarzać ,oparł się o poduszkę i z zaciekawieniem oglądał telewizje,czekając co jest zawartością tej niespodzianki. Ku jego zaskoczeniu nie było tam piosenek ,o których wspominał Liam, ale nagranie. Początek wyglądał normalnie .Klub , dyskoteka,a w tle neonową reklame "SWAG". Nagle światła gasną,a tłum milknie. Na scene wchodzi postać ,którą oświetla jeden złoty reflektor. Zespół zaczyna grać , przy mikrofonie dokładnie widać,ze na scenie stoi kelnerka z klubu. Zayn zrywa się na równe nogi - O KUR*A! -krzyknął. Nie minęło pare sekund a w pokoju pojawiła sie reszta zespołu, gwałtownie reagujac na krzyk kumpla. -Patrzcie . To ta kelnerka z Nando's . Liam przetarł dokładniej swoje oczy ,bo nie mógł uwierzyc temu co teraz widzi . - Jej głos. Czy wy to słyszycie?- Powiedział rozentuzjazmowany Zayn , nie mogący oderwać od niej oczu.
- mówiła,że na płycie znajdują się jakies piosenki . - Cicho burknął Liam.
Harry oglądając to przypomniał sobie o Dianie i jej numerze telefonu . Sięgnął po komórke do kieszeni i wystukał jej numer. Lou popatrzył na niego ,usiadł obok Niall'a i niezdarnie bawił się jego wlosami. Hazza zmarszczył brwi i wyszedl z pokoju kontynuując rozmowe z ukochaną.
- muszę ją znaleźć. - Wymamrotal Zayn sam to siebie.
-nic trudnego. Idz do Nando's- Doradził Niall ,czule głaskając Louisa po policzku,któremu jak widać sie to podobało.
Liam popatrzył na dwóch zboczków ze zdziwieniem ,po czym wrócił myślami na ziemie.
-Racja wybierz się do Nando's.Tam na pewno ją znajdziesz- Odparł Liam,który też chciał spotkać się z dziewczyną .
Zayn wyjął kompakt z odtwarzacza,spakowal do plastikowego pudeleczka i wyleciał z domu jak bomba. Wsiadł do swojego Rang Rovera i ruszył w strone baru z fast-foodem. Przełączył silnik na trójkę i jechał dalej. Nagle w samochodzie zapikała ikonka,że brakuje paliwa, chwile później auto stanęło . - Nie no . ! Wrzasnął chłopak uderzając dłońmi o kierownicę. Wyszedł z auta i pobiegł dalej ,nie tracąc czasu próbując złapać jeszcze dzeiwczyne.
Zayn wleciał do Nando's jak rozszalały,wzbudzając zaciekawienie wielu klientów.
-Czy pracuje tutaj może taka jedna kelnerka z brązowymi włosami , często na deskroloce jeździ - Pytał zdyszany,łapiąc głęboki oddech.
- Chodzi panu o Made?- Spytała z niedowierzeniem i zaskoczeniem kierowniczka
- Tak ,tak wlasnie o nią ! Jest dzis w pracy?-
- Nie mogę panu udzielać informacji o pracownikach.- Odpowiedziała,zmieniając na zaniedowolony wyraz twarzy.
-Ja muszę wiedziec! Jest czy nie?- Coraz głośniej mówił chłopak, a w jego głosie słychac było determinacje .
- Już wyszła. - Jej odpowiedz nie zwiastowała niczego miłego.
-a gdzie mieszka?
- a co ja informacja? To tylko jakaś rozpuszczona smarkula! Ja tu pracuje.Prosze mi nie przeszkadzac!
- Bardzo panią prosze ." Chłopak spojrzał na plakietke kobiety ,na której widniało ELIZABETH , uknuł małą intrygę.
-Elizabeth,a jeśli dam Ci autograf? Udzielisz mi informacje?
Elizabeth przymknęła oko . -"zgoda" . Wyjęła aparat i ustawiła się obok chłopaka . -"gotowe"
-Teraz mozesz mi powiedzieć gdzie mieszka?
-Czy to ważne?- Chciała zbliżyć się do muzyka,miala wrazenie ,ze jest między nimi ta chemia .
-Ważne !
- W dzielnicy Vake'a .
Zayn pocalował kobiete w policzek i wyleciał z baru , kierując się w miejsce gdzie mieszka Made.
Minął wodzony most i dotarł do tabliczki Vake's Street. Tutaj się zatrzymał. Przed nim malowała się długa droga otoczona małymi domami. Na ulicach bawiły się dzieci , a na chodnikach stały małe gangi ,po których spojrzeniu widać bylo chęć obrabowania nastolatka. Ten jednak zlekceważył to i biegl przed siebie szukając tabliczki z jej nazwiskiem .-"cholera jak ona ma na nazwisko!" zatrzymał się przed małym białym domkiem .
Jackson siedzący z kolegami na ganku spoglądał na niego jak na idiote.
-Te ! Szuka pan czegos?- Żartobliwie zapytał ,zdenerwowanego "lalusia"
-Szukam niejakiej Made. Ponoć mieszka tutaj taka..
Jackson wraz z kolegami wybuchli śmiechem i zaczęli wymiane zdań- On szuka naszej Made.
Jackson podejrzliwie spojrzał na niego i wskazał palcem dom na przeciw.
-Dziękuje nieznajomy kolego - Roześmiał się Zayn i zatrzymał na gangu do domu dziewczyny .
Jutro cz. 2 ;) rozdziału :) Zapraszam :)
Pib! Pisnął telewizor ,kiedy Zayn próbował uruchomić płytę od nieznajomej dziewczyny . Odtworzył odtwarzać ,oparł się o poduszkę i z zaciekawieniem oglądał telewizje,czekając co jest zawartością tej niespodzianki. Ku jego zaskoczeniu nie było tam piosenek ,o których wspominał Liam, ale nagranie. Początek wyglądał normalnie .Klub , dyskoteka,a w tle neonową reklame "SWAG". Nagle światła gasną,a tłum milknie. Na scene wchodzi postać ,którą oświetla jeden złoty reflektor. Zespół zaczyna grać , przy mikrofonie dokładnie widać,ze na scenie stoi kelnerka z klubu. Zayn zrywa się na równe nogi - O KUR*A! -krzyknął. Nie minęło pare sekund a w pokoju pojawiła sie reszta zespołu, gwałtownie reagujac na krzyk kumpla. -Patrzcie . To ta kelnerka z Nando's . Liam przetarł dokładniej swoje oczy ,bo nie mógł uwierzyc temu co teraz widzi . - Jej głos. Czy wy to słyszycie?- Powiedział rozentuzjazmowany Zayn , nie mogący oderwać od niej oczu.
- mówiła,że na płycie znajdują się jakies piosenki . - Cicho burknął Liam.
Harry oglądając to przypomniał sobie o Dianie i jej numerze telefonu . Sięgnął po komórke do kieszeni i wystukał jej numer. Lou popatrzył na niego ,usiadł obok Niall'a i niezdarnie bawił się jego wlosami. Hazza zmarszczył brwi i wyszedl z pokoju kontynuując rozmowe z ukochaną.
- muszę ją znaleźć. - Wymamrotal Zayn sam to siebie.
-nic trudnego. Idz do Nando's- Doradził Niall ,czule głaskając Louisa po policzku,któremu jak widać sie to podobało.
Liam popatrzył na dwóch zboczków ze zdziwieniem ,po czym wrócił myślami na ziemie.
-Racja wybierz się do Nando's.Tam na pewno ją znajdziesz- Odparł Liam,który też chciał spotkać się z dziewczyną .
Zayn wyjął kompakt z odtwarzacza,spakowal do plastikowego pudeleczka i wyleciał z domu jak bomba. Wsiadł do swojego Rang Rovera i ruszył w strone baru z fast-foodem. Przełączył silnik na trójkę i jechał dalej. Nagle w samochodzie zapikała ikonka,że brakuje paliwa, chwile później auto stanęło . - Nie no . ! Wrzasnął chłopak uderzając dłońmi o kierownicę. Wyszedł z auta i pobiegł dalej ,nie tracąc czasu próbując złapać jeszcze dzeiwczyne.
Zayn wleciał do Nando's jak rozszalały,wzbudzając zaciekawienie wielu klientów.
-Czy pracuje tutaj może taka jedna kelnerka z brązowymi włosami , często na deskroloce jeździ - Pytał zdyszany,łapiąc głęboki oddech.
- Chodzi panu o Made?- Spytała z niedowierzeniem i zaskoczeniem kierowniczka
- Tak ,tak wlasnie o nią ! Jest dzis w pracy?-
- Nie mogę panu udzielać informacji o pracownikach.- Odpowiedziała,zmieniając na zaniedowolony wyraz twarzy.
-Ja muszę wiedziec! Jest czy nie?- Coraz głośniej mówił chłopak, a w jego głosie słychac było determinacje .
- Już wyszła. - Jej odpowiedz nie zwiastowała niczego miłego.
-a gdzie mieszka?
- a co ja informacja? To tylko jakaś rozpuszczona smarkula! Ja tu pracuje.Prosze mi nie przeszkadzac!
- Bardzo panią prosze ." Chłopak spojrzał na plakietke kobiety ,na której widniało ELIZABETH , uknuł małą intrygę.
-Elizabeth,a jeśli dam Ci autograf? Udzielisz mi informacje?
Elizabeth przymknęła oko . -"zgoda" . Wyjęła aparat i ustawiła się obok chłopaka . -"gotowe"
-Teraz mozesz mi powiedzieć gdzie mieszka?
-Czy to ważne?- Chciała zbliżyć się do muzyka,miala wrazenie ,ze jest między nimi ta chemia .
-Ważne !
- W dzielnicy Vake'a .
Zayn pocalował kobiete w policzek i wyleciał z baru , kierując się w miejsce gdzie mieszka Made.
Minął wodzony most i dotarł do tabliczki Vake's Street. Tutaj się zatrzymał. Przed nim malowała się długa droga otoczona małymi domami. Na ulicach bawiły się dzieci , a na chodnikach stały małe gangi ,po których spojrzeniu widać bylo chęć obrabowania nastolatka. Ten jednak zlekceważył to i biegl przed siebie szukając tabliczki z jej nazwiskiem .-"cholera jak ona ma na nazwisko!" zatrzymał się przed małym białym domkiem .
Jackson siedzący z kolegami na ganku spoglądał na niego jak na idiote.
-Te ! Szuka pan czegos?- Żartobliwie zapytał ,zdenerwowanego "lalusia"
-Szukam niejakiej Made. Ponoć mieszka tutaj taka..
Jackson wraz z kolegami wybuchli śmiechem i zaczęli wymiane zdań- On szuka naszej Made.
Jackson podejrzliwie spojrzał na niego i wskazał palcem dom na przeciw.
-Dziękuje nieznajomy kolego - Roześmiał się Zayn i zatrzymał na gangu do domu dziewczyny .
Jutro cz. 2 ;) rozdziału :) Zapraszam :)
rozdział 3. Cz.2
A jednak dzisiaj skończe. DOBRA JEDZIEMY Z KOXEM !
....
Za nim wyszedł Liam.Chwilę później dołączył ciągnący za rękaw Harry'ego Louis i Niall ,który próbował wyrwać się z rąk Adrienne. Diana ,która jeszcze dziś rano twardo stąpała po ziemi,w tej chwili chodzi jakby najadła się całej paczki tabletek przeczyszczających. Nie rozumiałam ideii tego całego zespołu, ich pochodzenia oraz skąd na ich punkcie jest takie uwielbienie. Po pracy ja,Adrienne i Diana wracałyśmy do domu. Dziewczyny jednak były w innym świecie .Diana prawie walnęła o słup z napisem STOP, a Adriennie nie wpadła do studzieńki. Zaraz gdy tylko weszłysmy w naszą dzielnicę pożegnałyśmy się i każda z nas rozeszła się do swojego domu.
Drzwi od mojego mieszkania byly uchylone. W środku panował istny chłód,a dom byl zupełnie pusty. -Pewnie Camille znowu zapomniała zamknąć dom,przed wyjściem." Pomyślałam ,sprzątając z podłogi kupkę zużytych husteczek higienicznych. Siadłam na stołku kuchennym ,twarz zakryłam rękoma i teraz gdy dom był pusty mogłam wreszcie się wypłakać. Czułam pustkę,samotność stratę kogoś ,kto w moim życiu odgrywał znaczącą rolę,kto w moim przeświadczeniu,miał być moim opiekunem ,doradcą i przyjacielem. Taki własnie był mój ojciec. Wytarlam oczy rękawem od bluzy i dalej kontynuowałam sprzątanie,tym razem potłuczonych talerzy,ręcznie pozłacanych,kiedy jedno z kawałków głęboko wbiło mi się w ręke. Usta zatopiłam w strumieniu krwi chcąc zatamować krwawienie,wyrzucałam z szafek wszystkie opakowania po lekarstwa w poszukiwaniu bandaży i wody utlenionej. Nagle poczułam jak ktoś dotknął moje ramie.
-JEZU !- Wrzasnęłam,chcąc zorientować się w panującej sytuacji.Odwrociłam się i ujrzałam znajomą postać Jacksona
-To tylko ja. ! Nie bój się...
- A to ty.Bierz z kuchni co chcesz i spadówa.- stałam odwrócona do niego plecami i wciąż grzebałam w szafce ,szukając opatrunku.
-Nie mam pojęcia czy to będzie chciało się wynieść.
Machnęłam lekceważąco dłonią i nagle poczułam jak jestem w powietrzu.
Jackson trzymał mnie na rękach,wyszedł ze mną z domu i wsadził do swojego żółtego garbusa .
-JACKSON CO TY ROBISZ?PUŚĆ MNIE- Krzyczałam ,chcąc wydostać się z jego rąk.
-wiozę Cie do szpitala,ta rana jest zbyt głęboka.
Zielone oczy Jacksona ,w świetle słońca niesamowicie wyglądały. Nie obawialam się jednak jego zachowania. Czułam się bezpiecznie .
- dobra jedź, boli jak skurczybyk !.- Okręciłam dłonią ręke ,krzyżując z bólu nogi i zagryzając zęby.
Na miejscu ,kiedy lekarze opatrzyli mi rane ,poczułam ulgę. Jakby ktoś co najmniej zdjął krzyż z moich barków. Jackson w samochodzie nucił "paradise" Coldplay'a i cały czas się śmiejąc i przedrzeźniając moją minę,podczas opatrywania rany.
-Zabawne ,Ha ha - Zachowując powagę.
-No zabawne. Gdybyś ty widziała swoją minę. Jakbyś normalnie miała zatwardzenie.
-No wiesz?
Parsknęliśmy śmiechem . Jackson złapał mnie za ręke i spojrzał na mnie ,próbując wydukać z siebie chociaz jedno slowo. W samochodzie panowala dziwna atmosfera. Zrobilo się cicho. Nacisnęłam radio i zaczęli grać jakąs Heavy Metalową kapele. Popatrzyłam na Jacksona,który "starał " się skupić na drodzę i zmieniłam stacje. Grali "let me love you"-Mario. Kiwałam lekko głową w rytm melodii . Jackson wiedział,że to jeden z moich ulubionych kawałków. Zatrzymal auto i nagle poczułam jak jego usta stykają się z moimi. Oderwałam głowe i popatrzyłam w jego kierunku.
-Jackson!
On złapał mój podbródek i znowu nasze usta się dotknęły.Poczułam przyjemny smak warg,ale wciąż w myślach krążył mi Zayn,który swoją minął był tak tajemniczy,że nie dało się wyciągnąc żadnych wniosków.
Gdy dojechaliśmy na miejsce Jackson nic nie mówił,uśmiechnął się i otworzył mi jak gentelman drzwi. Ja z grzeczności odwzajemniłam uśmiech ,a potem w podziękowaniu pocałowałam w policzek.
-Dziękuje.
-Nie ma za co .- Zarumieniony,schował kluczyki do pojazdu w kurtce i przeskoczył przez biały,drewniany płot. -Narazie!
-Do zobaczenia .
-Czyli dzisiaj mamy randkę?
-Nic takiego nie mówiłam!
-Powiedziałaś do zobaczenia, wziąłem to jako pretekst do kolejnego spotkania..
-ale..
-Będę o 20.
dotknęłam palcami swoich ust ,moje usta same się uśmiechnęły. "Dobrze" Pomyślałam,czując,że moje życie może nabrać sensu...
....
Za nim wyszedł Liam.Chwilę później dołączył ciągnący za rękaw Harry'ego Louis i Niall ,który próbował wyrwać się z rąk Adrienne. Diana ,która jeszcze dziś rano twardo stąpała po ziemi,w tej chwili chodzi jakby najadła się całej paczki tabletek przeczyszczających. Nie rozumiałam ideii tego całego zespołu, ich pochodzenia oraz skąd na ich punkcie jest takie uwielbienie. Po pracy ja,Adrienne i Diana wracałyśmy do domu. Dziewczyny jednak były w innym świecie .Diana prawie walnęła o słup z napisem STOP, a Adriennie nie wpadła do studzieńki. Zaraz gdy tylko weszłysmy w naszą dzielnicę pożegnałyśmy się i każda z nas rozeszła się do swojego domu.
Drzwi od mojego mieszkania byly uchylone. W środku panował istny chłód,a dom byl zupełnie pusty. -Pewnie Camille znowu zapomniała zamknąć dom,przed wyjściem." Pomyślałam ,sprzątając z podłogi kupkę zużytych husteczek higienicznych. Siadłam na stołku kuchennym ,twarz zakryłam rękoma i teraz gdy dom był pusty mogłam wreszcie się wypłakać. Czułam pustkę,samotność stratę kogoś ,kto w moim życiu odgrywał znaczącą rolę,kto w moim przeświadczeniu,miał być moim opiekunem ,doradcą i przyjacielem. Taki własnie był mój ojciec. Wytarlam oczy rękawem od bluzy i dalej kontynuowałam sprzątanie,tym razem potłuczonych talerzy,ręcznie pozłacanych,kiedy jedno z kawałków głęboko wbiło mi się w ręke. Usta zatopiłam w strumieniu krwi chcąc zatamować krwawienie,wyrzucałam z szafek wszystkie opakowania po lekarstwa w poszukiwaniu bandaży i wody utlenionej. Nagle poczułam jak ktoś dotknął moje ramie.
-JEZU !- Wrzasnęłam,chcąc zorientować się w panującej sytuacji.Odwrociłam się i ujrzałam znajomą postać Jacksona
-To tylko ja. ! Nie bój się...
- A to ty.Bierz z kuchni co chcesz i spadówa.- stałam odwrócona do niego plecami i wciąż grzebałam w szafce ,szukając opatrunku.
-Nie mam pojęcia czy to będzie chciało się wynieść.
Machnęłam lekceważąco dłonią i nagle poczułam jak jestem w powietrzu.
Jackson trzymał mnie na rękach,wyszedł ze mną z domu i wsadził do swojego żółtego garbusa .
-JACKSON CO TY ROBISZ?PUŚĆ MNIE- Krzyczałam ,chcąc wydostać się z jego rąk.
-wiozę Cie do szpitala,ta rana jest zbyt głęboka.
Zielone oczy Jacksona ,w świetle słońca niesamowicie wyglądały. Nie obawialam się jednak jego zachowania. Czułam się bezpiecznie .
- dobra jedź, boli jak skurczybyk !.- Okręciłam dłonią ręke ,krzyżując z bólu nogi i zagryzając zęby.
Na miejscu ,kiedy lekarze opatrzyli mi rane ,poczułam ulgę. Jakby ktoś co najmniej zdjął krzyż z moich barków. Jackson w samochodzie nucił "paradise" Coldplay'a i cały czas się śmiejąc i przedrzeźniając moją minę,podczas opatrywania rany.
-Zabawne ,Ha ha - Zachowując powagę.
-No zabawne. Gdybyś ty widziała swoją minę. Jakbyś normalnie miała zatwardzenie.
-No wiesz?
Parsknęliśmy śmiechem . Jackson złapał mnie za ręke i spojrzał na mnie ,próbując wydukać z siebie chociaz jedno slowo. W samochodzie panowala dziwna atmosfera. Zrobilo się cicho. Nacisnęłam radio i zaczęli grać jakąs Heavy Metalową kapele. Popatrzyłam na Jacksona,który "starał " się skupić na drodzę i zmieniłam stacje. Grali "let me love you"-Mario. Kiwałam lekko głową w rytm melodii . Jackson wiedział,że to jeden z moich ulubionych kawałków. Zatrzymal auto i nagle poczułam jak jego usta stykają się z moimi. Oderwałam głowe i popatrzyłam w jego kierunku.
-Jackson!
On złapał mój podbródek i znowu nasze usta się dotknęły.Poczułam przyjemny smak warg,ale wciąż w myślach krążył mi Zayn,który swoją minął był tak tajemniczy,że nie dało się wyciągnąc żadnych wniosków.
Gdy dojechaliśmy na miejsce Jackson nic nie mówił,uśmiechnął się i otworzył mi jak gentelman drzwi. Ja z grzeczności odwzajemniłam uśmiech ,a potem w podziękowaniu pocałowałam w policzek.
-Dziękuje.
-Nie ma za co .- Zarumieniony,schował kluczyki do pojazdu w kurtce i przeskoczył przez biały,drewniany płot. -Narazie!
-Do zobaczenia .
-Czyli dzisiaj mamy randkę?
-Nic takiego nie mówiłam!
-Powiedziałaś do zobaczenia, wziąłem to jako pretekst do kolejnego spotkania..
-ale..
-Będę o 20.
dotknęłam palcami swoich ust ,moje usta same się uśmiechnęły. "Dobrze" Pomyślałam,czując,że moje życie może nabrać sensu...
rozdział 3. Cz.1 ;)
-Wreszcie! - Krzyknęłam odbywając swoją karę,czując wolność i swobodę.
-Znając Ciebie to nie zabawisz tak długo ,zapewne już jutro odwalisz jakiś żart i znów zostaniesz w kozie-Śmiała się Adrienne,która również odbywała kare,za walnięcie mopem sekretarke.
-I kto to mówi ? - Parsknęłam śmiechem
Ruszyłyśmy obie w kierunku Nando's . Drzwi były otwarte,a w środku normalnie jakaś telenowela . Muzycy ,którzy od rana spowodowali w całym barze niezłe zamieszanie, teraz próbują cucić Harry'ego,który wygląda na nieprzytomnego.
- O mój boże! -Krzyczała Adrienne, biegnąc w kierunku chłopaków.
-Co wy w nich widzicie?- westchnęłam,biorąc szklanke zimnej wody.Stanęłam przed nieprzytomnym Harrym i chlusnęłam go ze szklanki. Poskutkowało !. Chłopak zaraz się obudził i zaczął piszczeć jak baba. Diana siedziała nad Harrym i ucałowała go w czoło czując ulgę. Nie chcialam brać udziału w całej tej szopce,więc wróciłam pod kase ,usiłując podliczyć dzisiejsze zyski. Adrienne ,która do tej pory sprawiała wrażenie twardzielki, prawie co nie rzuciła się na Nialla,który był bardziej zainteresowany obecnością Ketchup'u w bułce,a o Dianie już nie wspominając ,która siedziała na kolanach Harry'ego i jedząc z jednego pucharka lody. Tylko Liam starał się zachować fason i przyszedł uregulować rachunek.
-Razem 500$
-Ile?- Liam wytrzeszczył gały ,po czym z portwela wyciągnął kartę kredytową i z miłosną nienawiścią jeśli tak to można nazwać spojrzał w strone chłopców.
- Reszte żarcia dowieziemy jutro do domu?- Odpowiedziałam,oddając mu kartę.
-Patrząc na Niall'a to jeszcze nie koniec jego uczty.
-Znając Adrienne, daje pół godziny,że chłopak przez reszte tygodnia będzie żył tylko miłością.
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem i spoglądaliśmy na zrozpaczonego Lou, który aż kipił nienawiścią, zakochanego Harry'ego z Dianą na kolanach,Adrienne i Niall'a i Zayna,który spokojnie siedział i czekał ,aż wyjdą.
- A ten to co taki smutny?-Spytałam z ciekawości,bo dziś rano czułam się nieco podobnie jak Zayn,która miał nieokreślony wyraz twarzy.
-Nie mam pojęcia. Od kiedy tu przyszliśmy taki jest.
-Aha. -Wyciągnęłam z torby płytke i podałam ją Liamowi ,z prośbą ,aby przekazał ją Zayn'owi,kiedy będzie czuł się skołowany.Chłopak wsadził ją do swojej jeansowej kurtki ,uśmiechnął się i wrócił do stolika,aby przyprowadzić reszte do porządku. Widać było,że gdy Liam przekazał Zaynowi przesyłkę,wyraz twarzy chłopaka zmienił się.Kąciki ust nagle lekko powędrowały ku górze.Wysłał mi ostatnie spojrzenie i jako pierwszy wyszedł trzymając w ręku płytę . Nie znał jej zawartości ,tylko adresata,a raczej adresatke,a to już dla niego było czymś więcej.
Jak narazie to tyle. Jutro rano dodam CD:PDOBRANOC :)
-Znając Ciebie to nie zabawisz tak długo ,zapewne już jutro odwalisz jakiś żart i znów zostaniesz w kozie-Śmiała się Adrienne,która również odbywała kare,za walnięcie mopem sekretarke.
-I kto to mówi ? - Parsknęłam śmiechem
Ruszyłyśmy obie w kierunku Nando's . Drzwi były otwarte,a w środku normalnie jakaś telenowela . Muzycy ,którzy od rana spowodowali w całym barze niezłe zamieszanie, teraz próbują cucić Harry'ego,który wygląda na nieprzytomnego.
- O mój boże! -Krzyczała Adrienne, biegnąc w kierunku chłopaków.
-Co wy w nich widzicie?- westchnęłam,biorąc szklanke zimnej wody.Stanęłam przed nieprzytomnym Harrym i chlusnęłam go ze szklanki. Poskutkowało !. Chłopak zaraz się obudził i zaczął piszczeć jak baba. Diana siedziała nad Harrym i ucałowała go w czoło czując ulgę. Nie chcialam brać udziału w całej tej szopce,więc wróciłam pod kase ,usiłując podliczyć dzisiejsze zyski. Adrienne ,która do tej pory sprawiała wrażenie twardzielki, prawie co nie rzuciła się na Nialla,który był bardziej zainteresowany obecnością Ketchup'u w bułce,a o Dianie już nie wspominając ,która siedziała na kolanach Harry'ego i jedząc z jednego pucharka lody. Tylko Liam starał się zachować fason i przyszedł uregulować rachunek.
-Razem 500$
-Ile?- Liam wytrzeszczył gały ,po czym z portwela wyciągnął kartę kredytową i z miłosną nienawiścią jeśli tak to można nazwać spojrzał w strone chłopców.
- Reszte żarcia dowieziemy jutro do domu?- Odpowiedziałam,oddając mu kartę.
-Patrząc na Niall'a to jeszcze nie koniec jego uczty.
-Znając Adrienne, daje pół godziny,że chłopak przez reszte tygodnia będzie żył tylko miłością.
Oboje wybuchnęliśmy śmiechem i spoglądaliśmy na zrozpaczonego Lou, który aż kipił nienawiścią, zakochanego Harry'ego z Dianą na kolanach,Adrienne i Niall'a i Zayna,który spokojnie siedział i czekał ,aż wyjdą.
- A ten to co taki smutny?-Spytałam z ciekawości,bo dziś rano czułam się nieco podobnie jak Zayn,która miał nieokreślony wyraz twarzy.
-Nie mam pojęcia. Od kiedy tu przyszliśmy taki jest.
-Aha. -Wyciągnęłam z torby płytke i podałam ją Liamowi ,z prośbą ,aby przekazał ją Zayn'owi,kiedy będzie czuł się skołowany.Chłopak wsadził ją do swojej jeansowej kurtki ,uśmiechnął się i wrócił do stolika,aby przyprowadzić reszte do porządku. Widać było,że gdy Liam przekazał Zaynowi przesyłkę,wyraz twarzy chłopaka zmienił się.Kąciki ust nagle lekko powędrowały ku górze.Wysłał mi ostatnie spojrzenie i jako pierwszy wyszedł trzymając w ręku płytę . Nie znał jej zawartości ,tylko adresata,a raczej adresatke,a to już dla niego było czymś więcej.
Jak narazie to tyle. Jutro rano dodam CD:PDOBRANOC :)
rozdzial 2
Po wczorajszej awanturze, atmosfera w domu jest fatalna. Cassey-moja starsza siostra w ogóle nie wychodzi z pokoju,mama płacze w kuchni i nie chce z nikim rozmawiać,a ja czuje się bezradna . Mimo wszystko czuć brak tej jednej osoby w domu . Tata zawsze starał się ,żeby było zabawnie . Może po prostu to ,że byliśmy wszyscy razem powodowało ,że byliśmy szczęśliwi? Trudno powiedzieć. Z samego ranka przebrałam się w luźny ,czerwony sweter, jeansy , trampki i ruszyłam do pracy,aby odrobić swoją zmiane i móc wyjść wcześniej . Zaczął się weekend , a przed Nando's zbierały się tłumy ,głownie rodzice z dziećmi chcąc zjeść z nimi dobre śniadanie. Biegałam między jednym stolikiem a drugim.
-POPROSZĘ KAWE Z EKSPRESU-ktoś krzyczał ze stolika nr 8.
-GDZIE JEST MÓJ KURCZAK!?- Pytał znów ktoś inny.
Taca latała mi we wszystkie strony , a cała sala pachniała olejem wydobywającym się z kuchni. Weszłam do kuchni ,podając Freddiemu -naszemu kucharzowi nowe zamówienie,kiedy nagle na sali rozległ się jeszcze większy hałas niż dotychczas. Wyjrzałam przez okrągłe okienko w drzwiach ,kiedy poślizgnęłam się na wielkiej plamie tłuszczu i wleciałam między tych ludzi jak jakiś klaun w cyrku. Wszyscy zebrali się wokół mnie robiąc wielkie zbiegowisko,ktoś w tłumie krzyczał.
-Ale świruska.
ktoś inny
-Nieudolna pomywaczka.
a jeszcze ktoś,że- Marny cyrkowiec.
Wściekła wstałam,spojrzałam na moje spodnie,które były całe w oleju ,przecisnęłam się miedzy ludźmi i wyszłam ,czując totalne upokorzenie. Mimo wszystko w barze wciąż słychać było krzyki,a przede mną przejechał samochód stacji telewizyjnej CTL. - o rzesz ty. Powiedzialam do siebie i wróciłam się pod Nando's ,a tam już nie tłumy ,a tabuny ludzi pchały się do środka. Wejście między nich skutkowało staranowaniem . Stanęłam obok parkingu,próbując jakoś zakryć wielką plame na pupsku oraz przeczekać tą falę ludzi. Skąd takie nagłe zainteresowanie Nando's?
W tym samym czasie w zespole...
-Wow.Ci ludzie są niesamowici- Powiedział rozradowany Niall do reszty chłopaków, podpisując autograf małej dziewczynce.
-To prawda...- uśmiechnął się Zayn - HALO ! Chcielibyśmy złożyc zamówienie . - Krzyczał chłopak,aby ktoś wreszcie mógł go łaskawie obsłużyć.
Diana ,która pracowała z Made na jednej zmianie ,przecisnęła się przez tłum i byla gotowa złożyc zamówienie. Nie spoglądała wtedy na nich tylko jeszcze na swój notes,nie chcąc być nachalną dla klientów.
No wreszcie . Szybciej się nie dało?- Warknął chłopak ,do kelnerki,która ledwo co uszła z życiem.
-Przepraszam,mamy dzisiaj straszny ruch. - Odparła Diana,która zerknęła w kierunku chłopaków.
Nagle jej wzrok zatrzymał się na jednym z nim,wytrzeszczyła oczy i krzyknęła" O mój przenajświętszy Chrystusie co z niebios na nas patrzysz, to wy !
Pięciu nastolatków uśmiechnęło się do niej,po czym znów wrócili do składania zamówienia.
-Ja poprosze wszystko co mają państwo w karcie- Wywalił Niall wciąż przeglądając ile żarcia jest w karcie.
Pozostali chłopcy spojrzeli w jego kierunku ze zdziwieniem,a potem znów do karty. Tylko Harry nie mógł się skupić na zamówieniu i wciąż oczami błądził między kartką ,a atraktycjną kelnerką.
Diana czekała cierpliwie ,aż w końcu wyparowała "KOCHAM WAS!"
Muzycy zaśmiali się i zrobili dziewczynie miejsce koło siebie. Nagle tłum ludzi rozszedł się i została tylko częśc tym razem skupiając się już na jedzeniu.
-No wreszcie, zwariowali Ci ludzie .- Powiedziana Diana ,przyjmując zamówienie.
-Przywykliśmy. -Powiedział Harry bawiąc się kosmykiem swoich loków
Louis spojrzał na Harrego potem na Dianie i znów na Harrego. Wtedy zrozumiał,że Harry zadłużył się w kelnerce.
To wszystko - Powiedział Zayn i dał dziewczynie wyraźnie do zrozumienia ,żeby odeszła.
Diana zrobiła smutną mine i odeszła,troche zła na chłopaka,że tak niegrzecznie ją potraktował.
Made ponownie wróciła do Nando's ,usiadła na stołku przy barze i wzięła z blatu ścierkę próbując chociaż troche zmyć plamę.
-Cholera jasna ,że mnei to musiało spotkać.- Made podciągneła rękawy do góry,aż widać było jej nowiutki tatuaż ,nieco podobny jaki Zayn niedawno sobie wytatuował także na ręce.Diana kaszlnęła po czym głową skinęła jej,żeby obejrzała się za siebie. Dziewczynie przyglądało się pięciu mulatów,którzy teraz to już zupełnie nie mogli skupić się na zamówieniu.Made popatrzyła w ich kierunku , zrobila głupi uśmiech i ponownie pozbywała się plamy.
-Boziu.-Diana zrobiła maślane oczy ,patrząc w kierunku Harry'ego.
-Co Ci?- Westchnęła Made,robiąc dziwną minę do przyjaciółki,jakby chciała jej powiedzieć,że ma się uspokoić.
-Nie nic. - Diana posmutniała i znów wróciła do pracy.
-Ja zaraz lece. Przejmiesz część mojej zmiany?- Zapytałam.
- Znowu ? Ja też mam swoje życie.- Wtedy wzrokiem znów powędrowała ku Harry'emu ,który cały czas się jej przygladał,ale gdy tylko zdała sobie z tego sprawe , oczy znów skierowala na przyjaciółke.
-Mam dzisiaj godzine w kozie. Ta stara rura mi wlepiła jeszcze kare - Odparlam , przedrzeźniając nauczycielke.
-no dobra, ale musisz jeszcze obsłużyć tych chłopaków i jesteś wolna.
-Nie ma sprawy.
-Dasz rade?- Spytala Diana, niedowierzając,że jej przyjaciółka tak spokojnie podchodzi do całej sytuacji.
-A czego mam nie dać? - Zgarnęłam tace z blatu ,podeszłam pewnym krokiem do chłopaków i podałam im to co zamówili. - Życzę smacznego!Resztę zamówienia , dowiezie ciężarówka- Wyparowałam,po czym sakrastycznie się zaśmiałam i spojrzałam w kierunku Diany.Ta wytrzeszczyła oczy jakby chciała mi dać znać,żebym się uspokoiła.
Niall naprężył swoje ramiona , wziął głęboki oddech i zabrał się za jedzenie całej pizzy.
Zayn spojrzał w kierunku Made , zagryzł wargę i sam wziął kęs Hamburgera.
- a kiedy dojedzie ta ciężarówka?- Spytał błagająco Niall,martwiąc się o niepodane jedzenie.
-dopilnuje aby jak najszybciej.-Odparlam.
-to dobrze-Chlopak uśmiechnął się i dalej jadł,jak gdyby nigdy nic.
-jeśli to wszystko to ponownie życzę smacznego.
Tym razem zaden się nie odezwał,wzięłam to za sygnał,że to wszystko i odeszłam.
Jak ty to zrobiłaś?-Z niedowierzeniem znowu spytała Diana,która prawie co nie przewróciła się z wrażenia.
-Normalnie? EH dobra, ja lece. Starucha mnie ukatrupi.- Zabrałam swoją deskorolke,odwiesilam fartuszek na miejsce , pocałowałam przyjaciółke w policzek w podziękowaniu i wyszłam. Wskoczyłam na desce i przed samym oknem chłopaków wykonałam skok przez ławkę.
Zayn spojrzał na Made jeszcze raz po czym się zakrztusił.Lou poklepał go po plecach i prawie sam ze śmiechu nie zadławił się swoją porcją frytek.
Widzieliscie to?- Powiedział Zayn to chłopaków,nie ukrywając podziwu .
-Ostra laska. Lubie takie.-Powiedział Lou. Robiąc kły z frytek i udając Edka Cullena.
-Oglądałes wczoraj zmierzch?- Zapytał przyjacela Liam, nie udając zaskoczenia zachowaniem Lou.
-Nooo.- Przytaknął .
Zayn oparł się jedną ręka o blat i myślał ,myślał...i BAM !
Co sie stało! - Wypalił .
-Gołąb walnął w szybe!- Zaśmiał się Niall
-KEVIN !.-Lou patrzył na plame krwi na oknie i nie krył smutku.
Przyjaciele parsknęli śmiechem i spojrzeli na Lou .
Wracajac do tematu,calkiem dobre tu żarcie- Odparl Zayn,kosztując pizzy Niall'a
-Jak w każdym Nando's.- Odpowiedział Liam.
-Może tutaj nie chodzi o jedzenie -Zachichotał Harry i spojrzał na Diane ,która w tym czasie na kolanach pastowała podłoge.
-Bardzo dobry żart naprawdę- Sarkastyczna mina Zayna mówiła wszystko.
-PRzepraszam na chwilę- Harry wstał od stołu .
Lou wiedzial co sie szykuje , popatrzył się na przyjaciela i krzyknął'JAK TO ZROBISZ Z NAMI KONIEC?" Znowu łza zakręciła mu się w oku.Liam przytulił chłopaka na pocieszenie.
Diana cały swój wysiłek wkładała w mycie , przez co nie zauwazyła,że za nią stoi Harry i przygląda się jej pupie.
Chłopaki przy stole śmiali się ,a Zayn prawie ponownie się zadławił. TYlko Lou siedział smutny , zraniony,zdradzony ...
Diana obróciła się , spojrzała na stojącego przed nią Harrego . Chłopak podał jej ręke i pomógł wstać.
-Chciałeś jeszcze coś zamówić- zapytala Diana , ledwo łapiąc oddech.
-Jeśli mogę to..
-Tak?-Dziewczyna zaciekawiona patrzyła na Harry'ego
-Ciebie.
Diana zrobiła małego zeza i zemdlała na rękach Harry'ego . Obudził ją zapach wstętnej soli na ocucenie ,którą chłopak zawsze nosił ze sobą.
-Błagam mamo musisz umyć zęby-wybełkotała Diana,ledwo co przytomna.
-Myłem dziś zęby - Zaśmiał się Harry.
Diana oprzytomniała ,spojrzała na chłopaka ponownie i się uśmiechnęła. Wyciągnęła mazak z kieszeni i na dłoni chłopaka ,który w tej chwili obejmował ją, napisała swój numer telefonu. Teraz to sam Harry prawie nie zemdlał,jak podczas spotkania z Justinem Bieberem .
....
No i tutaj kolejny rozdział:P zaraz pewnie pojawi się i 3 :P bo dzisiaj jakoś mnie tak naszło :P
-
-POPROSZĘ KAWE Z EKSPRESU-ktoś krzyczał ze stolika nr 8.
-GDZIE JEST MÓJ KURCZAK!?- Pytał znów ktoś inny.
Taca latała mi we wszystkie strony , a cała sala pachniała olejem wydobywającym się z kuchni. Weszłam do kuchni ,podając Freddiemu -naszemu kucharzowi nowe zamówienie,kiedy nagle na sali rozległ się jeszcze większy hałas niż dotychczas. Wyjrzałam przez okrągłe okienko w drzwiach ,kiedy poślizgnęłam się na wielkiej plamie tłuszczu i wleciałam między tych ludzi jak jakiś klaun w cyrku. Wszyscy zebrali się wokół mnie robiąc wielkie zbiegowisko,ktoś w tłumie krzyczał.
-Ale świruska.
ktoś inny
-Nieudolna pomywaczka.
a jeszcze ktoś,że- Marny cyrkowiec.
Wściekła wstałam,spojrzałam na moje spodnie,które były całe w oleju ,przecisnęłam się miedzy ludźmi i wyszłam ,czując totalne upokorzenie. Mimo wszystko w barze wciąż słychać było krzyki,a przede mną przejechał samochód stacji telewizyjnej CTL. - o rzesz ty. Powiedzialam do siebie i wróciłam się pod Nando's ,a tam już nie tłumy ,a tabuny ludzi pchały się do środka. Wejście między nich skutkowało staranowaniem . Stanęłam obok parkingu,próbując jakoś zakryć wielką plame na pupsku oraz przeczekać tą falę ludzi. Skąd takie nagłe zainteresowanie Nando's?
W tym samym czasie w zespole...
-Wow.Ci ludzie są niesamowici- Powiedział rozradowany Niall do reszty chłopaków, podpisując autograf małej dziewczynce.
-To prawda...- uśmiechnął się Zayn - HALO ! Chcielibyśmy złożyc zamówienie . - Krzyczał chłopak,aby ktoś wreszcie mógł go łaskawie obsłużyć.
Diana ,która pracowała z Made na jednej zmianie ,przecisnęła się przez tłum i byla gotowa złożyc zamówienie. Nie spoglądała wtedy na nich tylko jeszcze na swój notes,nie chcąc być nachalną dla klientów.
No wreszcie . Szybciej się nie dało?- Warknął chłopak ,do kelnerki,która ledwo co uszła z życiem.
-Przepraszam,mamy dzisiaj straszny ruch. - Odparła Diana,która zerknęła w kierunku chłopaków.
Nagle jej wzrok zatrzymał się na jednym z nim,wytrzeszczyła oczy i krzyknęła" O mój przenajświętszy Chrystusie co z niebios na nas patrzysz, to wy !
Pięciu nastolatków uśmiechnęło się do niej,po czym znów wrócili do składania zamówienia.
-Ja poprosze wszystko co mają państwo w karcie- Wywalił Niall wciąż przeglądając ile żarcia jest w karcie.
Pozostali chłopcy spojrzeli w jego kierunku ze zdziwieniem,a potem znów do karty. Tylko Harry nie mógł się skupić na zamówieniu i wciąż oczami błądził między kartką ,a atraktycjną kelnerką.
Diana czekała cierpliwie ,aż w końcu wyparowała "KOCHAM WAS!"
Muzycy zaśmiali się i zrobili dziewczynie miejsce koło siebie. Nagle tłum ludzi rozszedł się i została tylko częśc tym razem skupiając się już na jedzeniu.
-No wreszcie, zwariowali Ci ludzie .- Powiedziana Diana ,przyjmując zamówienie.
-Przywykliśmy. -Powiedział Harry bawiąc się kosmykiem swoich loków
Louis spojrzał na Harrego potem na Dianie i znów na Harrego. Wtedy zrozumiał,że Harry zadłużył się w kelnerce.
To wszystko - Powiedział Zayn i dał dziewczynie wyraźnie do zrozumienia ,żeby odeszła.
Diana zrobiła smutną mine i odeszła,troche zła na chłopaka,że tak niegrzecznie ją potraktował.
Made ponownie wróciła do Nando's ,usiadła na stołku przy barze i wzięła z blatu ścierkę próbując chociaż troche zmyć plamę.
-Cholera jasna ,że mnei to musiało spotkać.- Made podciągneła rękawy do góry,aż widać było jej nowiutki tatuaż ,nieco podobny jaki Zayn niedawno sobie wytatuował także na ręce.Diana kaszlnęła po czym głową skinęła jej,żeby obejrzała się za siebie. Dziewczynie przyglądało się pięciu mulatów,którzy teraz to już zupełnie nie mogli skupić się na zamówieniu.Made popatrzyła w ich kierunku , zrobila głupi uśmiech i ponownie pozbywała się plamy.
-Boziu.-Diana zrobiła maślane oczy ,patrząc w kierunku Harry'ego.
-Co Ci?- Westchnęła Made,robiąc dziwną minę do przyjaciółki,jakby chciała jej powiedzieć,że ma się uspokoić.
-Nie nic. - Diana posmutniała i znów wróciła do pracy.
-Ja zaraz lece. Przejmiesz część mojej zmiany?- Zapytałam.
- Znowu ? Ja też mam swoje życie.- Wtedy wzrokiem znów powędrowała ku Harry'emu ,który cały czas się jej przygladał,ale gdy tylko zdała sobie z tego sprawe , oczy znów skierowala na przyjaciółke.
-Mam dzisiaj godzine w kozie. Ta stara rura mi wlepiła jeszcze kare - Odparlam , przedrzeźniając nauczycielke.
-no dobra, ale musisz jeszcze obsłużyć tych chłopaków i jesteś wolna.
-Nie ma sprawy.
-Dasz rade?- Spytala Diana, niedowierzając,że jej przyjaciółka tak spokojnie podchodzi do całej sytuacji.
-A czego mam nie dać? - Zgarnęłam tace z blatu ,podeszłam pewnym krokiem do chłopaków i podałam im to co zamówili. - Życzę smacznego!Resztę zamówienia , dowiezie ciężarówka- Wyparowałam,po czym sakrastycznie się zaśmiałam i spojrzałam w kierunku Diany.Ta wytrzeszczyła oczy jakby chciała mi dać znać,żebym się uspokoiła.
Niall naprężył swoje ramiona , wziął głęboki oddech i zabrał się za jedzenie całej pizzy.
Zayn spojrzał w kierunku Made , zagryzł wargę i sam wziął kęs Hamburgera.
- a kiedy dojedzie ta ciężarówka?- Spytał błagająco Niall,martwiąc się o niepodane jedzenie.
-dopilnuje aby jak najszybciej.-Odparlam.
-to dobrze-Chlopak uśmiechnął się i dalej jadł,jak gdyby nigdy nic.
-jeśli to wszystko to ponownie życzę smacznego.
Tym razem zaden się nie odezwał,wzięłam to za sygnał,że to wszystko i odeszłam.
Jak ty to zrobiłaś?-Z niedowierzeniem znowu spytała Diana,która prawie co nie przewróciła się z wrażenia.
-Normalnie? EH dobra, ja lece. Starucha mnie ukatrupi.- Zabrałam swoją deskorolke,odwiesilam fartuszek na miejsce , pocałowałam przyjaciółke w policzek w podziękowaniu i wyszłam. Wskoczyłam na desce i przed samym oknem chłopaków wykonałam skok przez ławkę.
Zayn spojrzał na Made jeszcze raz po czym się zakrztusił.Lou poklepał go po plecach i prawie sam ze śmiechu nie zadławił się swoją porcją frytek.
Widzieliscie to?- Powiedział Zayn to chłopaków,nie ukrywając podziwu .
-Ostra laska. Lubie takie.-Powiedział Lou. Robiąc kły z frytek i udając Edka Cullena.
-Oglądałes wczoraj zmierzch?- Zapytał przyjacela Liam, nie udając zaskoczenia zachowaniem Lou.
-Nooo.- Przytaknął .
Zayn oparł się jedną ręka o blat i myślał ,myślał...i BAM !
Co sie stało! - Wypalił .
-Gołąb walnął w szybe!- Zaśmiał się Niall
-KEVIN !.-Lou patrzył na plame krwi na oknie i nie krył smutku.
Przyjaciele parsknęli śmiechem i spojrzeli na Lou .
Wracajac do tematu,calkiem dobre tu żarcie- Odparl Zayn,kosztując pizzy Niall'a
-Jak w każdym Nando's.- Odpowiedział Liam.
-Może tutaj nie chodzi o jedzenie -Zachichotał Harry i spojrzał na Diane ,która w tym czasie na kolanach pastowała podłoge.
-Bardzo dobry żart naprawdę- Sarkastyczna mina Zayna mówiła wszystko.
-PRzepraszam na chwilę- Harry wstał od stołu .
Lou wiedzial co sie szykuje , popatrzył się na przyjaciela i krzyknął'JAK TO ZROBISZ Z NAMI KONIEC?" Znowu łza zakręciła mu się w oku.Liam przytulił chłopaka na pocieszenie.
Diana cały swój wysiłek wkładała w mycie , przez co nie zauwazyła,że za nią stoi Harry i przygląda się jej pupie.
Chłopaki przy stole śmiali się ,a Zayn prawie ponownie się zadławił. TYlko Lou siedział smutny , zraniony,zdradzony ...
Diana obróciła się , spojrzała na stojącego przed nią Harrego . Chłopak podał jej ręke i pomógł wstać.
-Chciałeś jeszcze coś zamówić- zapytala Diana , ledwo łapiąc oddech.
-Jeśli mogę to..
-Tak?-Dziewczyna zaciekawiona patrzyła na Harry'ego
-Ciebie.
Diana zrobiła małego zeza i zemdlała na rękach Harry'ego . Obudził ją zapach wstętnej soli na ocucenie ,którą chłopak zawsze nosił ze sobą.
-Błagam mamo musisz umyć zęby-wybełkotała Diana,ledwo co przytomna.
-Myłem dziś zęby - Zaśmiał się Harry.
Diana oprzytomniała ,spojrzała na chłopaka ponownie i się uśmiechnęła. Wyciągnęła mazak z kieszeni i na dłoni chłopaka ,który w tej chwili obejmował ją, napisała swój numer telefonu. Teraz to sam Harry prawie nie zemdlał,jak podczas spotkania z Justinem Bieberem .
....
No i tutaj kolejny rozdział:P zaraz pewnie pojawi się i 3 :P bo dzisiaj jakoś mnie tak naszło :P
-
Rozdział 1
-kurczaka z frytkami proszę! - Krzyknął grubawy mężczyzna siedzący przy stoliku nr.9 koło okna w Nando's.
-Już sie robi panie Flick! Dolewki napoju jak sądzę też?!-krzyknęłam,uśmiechając się do znajomego mężczyzny.
-Made jak ty mnie znasz!-Pan Flick odwzajemnił uśmiech,po czym zatopił się w porannej Londyńskiej prasie.
Podeszłam do niego i podałam zamówienie.
-Made,widziałaś to? Manchaster wygrał 1:0 z Barceloną,to się nazywa świetny mecz.-Powiedział Pan Flick,wystawiając mi ręke do przybicia piątki.
Świetnie!-Przybiłam mu dłoń,a zaraz potem odsunęłam krzesło od bocznego stolika i dosiadłam się do mężczyzny.Spojrzeniem wędrowałam po czerwonym blacie,przy którym siedzieliśmy,kiedy wreszcie starszy pan zapytal.-"Widzę,że coś jest nie tak. Co się stało?"
-Hem?-Jęknęłam,otrząsająs się z lekkiego stanu zamyślenia.-"Wie Pan,znowu wylądowałam w kozie ,zaraz po pracy musze lecieć do szkoły i odrobić swoją kare.." Westchnęłam ,ścierając bawełnianą ściereczką zabrudzony sokiem stół.
-to co przeskrobałas?
-Z kolegami wparowaliśmy do gabinetu dyrektora,jeden z kumpli ściągnał spodnie i krzyknął"AHOJ MAJTKU" ,potem wybiegliśmy.
-Do tej pory się zastanawiam co ty jeszcze robisz w tej szkole?- Zaśmiał się pan Flick,wpychając usilnie do buzi gryza Hamburgera ,a musztarda spływała mu po dolnej części okrągłej twarzy.
-Też się zastanawiam.- Odwzajemniłam uśmiech,czując mimo wszystko lekkie obrzydzenie.
Wstałam od stolika,podziękowałam za rozmowe i wróciłam do pracy. Spojrzałam na zegarek i krzyknęłam "O cholera już 15!" Zrzuciłam z siebie flanelowy fartuszek z emblematem Nando's,zabrałam torbe i wypadłam z baru krzycząc tylko "do zobaczenia" mojej przełożonej.Po drodze minęłam Diane,która zrobiła tylko głupią minę i krzyknęła"koza?" ,a ja w biegu odparłam -"jak ty mnie dobrze znasz".Przyjaciółka wzruszyła ramionami i weszła do budynku przejmując moją zmiane.
. . . (W tym samym czasie w zespole)
Zayn wędrował po pokoju ,zastanawiając się gdzie mogą leżec jego bokserki, wyjrzał za drzwi od swojego pokoju i zobaczył Harrego biegającego nago ,a za nim Lou trzymającego w rękach coś co łudząco przypominało bielizne .
-Tommy Tommy come to mommy. ! "- Krzyczał Harry ,przeskakując przez oparcie skórzanej sofy stojącej w rogu pokoju hotelowego.
-Harry,masz ładne pośladki,ale zaraz musimy wychodzić ,a ty chyba nie masz zamiaru iść jak nudysta... NA WALETA! - Odparł zdesperowany Lou, nie wiedząc już jakie kroki podjąć by namówic przyjaciela na założenie bielizny.
Harry wciągnął policzki ,robiąc z ust rulonik , przeszedł kawałek korytarza jak modelka mówiąc" wiem Boo Bear,że zauważyłeś" , rozwścieczając tym Louisa i dalej udając się w pogoń tym razem po kuchni.
Zayn stał jak idiota na środku salonu, spojrzał w lustro ,poprawił pęczek swoich czarnych włosów i udał się za kumplami do kuchni, by odzyskac swoje gatki.
-Ile razy Ci mówiłem nie mów do mnie Boo Bear!. - Krzyczał Louis , ściskając materiał w dłoniach.
Harry zatrzymał się w progu ,zrobił maślane oczka i zaczął płakać.Louis popatrzył się na niego i zdał sobie sprawę jak Hazza reaguje ,gdy podniesie się na niego głos.Malik patrzył na to wszystko z lekkim komizmem .
Niall z Liamem wstali z kanapy,stanęli za Malkiem przyglądającemu się całemu zajściu i buchnęli śmiechem.
Zayn wciąż patrzył nie na dwóch przyjaciół obściskujących się jak para zakochanych , tylko na swoją bielizne,która byla cała w strzępach.
-TO BYŁY MOJE OSTATNIE GATKI!- Krzyknął Zayn , zwracając uwagę dwóch przewracających się ze śmiechu przyjaciół oraz dwóch pozostalych , jednego zdesperowanego nudysty,a drugiego wrażliwego furiaty.
PRZEPRASZAMY- powiedzieli Louis z Harrym, ocierającym swoje oczy od łez.
Wszyscy wybuchli jednym śmiechem , a Liam machał gadkami Zayn'a przed jego rozbawioną twarzą.
W kozie...
-Przepraszam za spóźnienie ! - Krzyknęłam do nauczycielki ,siedzącej przy dębowym biurku w sali 23 ,która dla nas wszystkich była salą tortur potocznie nazywaną kozą.
-Made Wight spóźniona, jutro zostajesz godzine dłużej.- Warknęła starsza pani,poprawiając swój siwy koczek .
-Proszę pani,ale ja jutro pracuje. - Odpowiedziałam siadając w rogu sali i zakładając na uszy słuchawki.
Nie słuchałam co starucha mamrotała pod nosem , zamknęłam oczy, nogi położylam na stoliku jedna na drugiej i usnęłam.Nie minęło pare minut ,a ktoś zaczepił mnie ,otworzyłam jedno oko i ujrzałam nauczycielke,ściągnęłam słuchawki i z ironią zapytałam,wysyłając jej uśmieszek -"coś nie tak pani Blancstrome?"
- Słuchawki.
-Proszę?- Zapytałam z niedowierzeniem ..
-Oddaj mi słuchawki.-Powiedziała głośniej kobieta,wystawiając dłoń i oczekując ode mnie oddania urządzenia.
-Pani chyba ...-Chcialam coś powiedzieć,ale przerwała mi stara Blankstromka wyrywając mi je z rąk i zaczynając swój długi wykład o zasadach panujących podczas odbywania kary.
-Też Panią kocham !- Krzyknęłam do niej stojącej pod biurkiem ,robiąc dziwaczny uśmiech,że niby nie obchodzi mnie to,że do końca tygodnia nie ujrze moich słuchaweczek.Pięknych,metalicznych,z pojemnością 10000 piosenek,prosto z Australii.Spuściłam głowę w dół i nie zdawałam sobie sprawy jak srogie spojrzenie wysłała mi kobieta ,próbując "rozpracować" urządzenie.Minęły dwie godziny,czyli praktycznie cała kara jaką mialam do odbycia,no prawie cała wyłączając godzine za pyskowanie to starej wiedźmy.Wyszłam z budynku szkolnego i ruszyłam w stronę mojego domu. Przyglądałam się zachodzącemu już nad Londynem słońcu. Niebo przybrało odcienie żółci,pomarańczu i czerwieni,a wszystkie budynki okryło ciepłe żółtawe światło.
-Przyjemnie"-Pomyślałam, wchodząc w swoją dzielnicę.-Tutaj już mniej" .Domy ,które tutaj stały były małe,często ceglane. Drewniane płotki,miałe pourywane sztafety,a ulice zaśmiecone były petami i zgniecionymi puszkami piwa. Mój dom troche wyróżniał się od pozostałych,bo moja mama dużą uwagę zwracała na estetykę . Stanęłam w progu i usłyszałam kłótnie.-Oho. Znowu się zaczęło" - Powiedziałam do siebie, zamykając za sobą drzwi do domu.
-To z nią byłeś ostatniego wieczoru?- Krzyczała mama ,idąc za ojcem w strone salonu.
-Byłem i odchodzę. !
Mama która w tej chwili trzymała w ręce talerz,upuściła go na ziemie a tysiące porcelanowych kawałeczków leżało na podłodze.
Kątem oka,siadając na schodach przyglądałam się całemu zajściu. Rodzice początkowo nie zauważyli mojej obecności,doputy ojciec nie wstał z fotela i nie ruszył w strone kuchni.
-Made.. ja.-Nie dokończył. Odwróciłam się napięcie i poszłam na góre nie chcąc słuchać jego bajeczki o tym,że odchodzi ,jaka to moja matka jest zła, że w życiu mu się nie ułożyło,ale mimo wszystko i tak mnie kocha .Trzasnęłam drzwiami i rzuciłam się na białe łóżko stojące pod oknem . Zamknęłam oczy i znów wyobraziłam sobie siebie ,stojącą przed tysiącami osób ,mającą w ręku mikrofon i śpiewając słowa własnej piosenki " i want true love" ,a tłumy ruszały się w rytm jej melodii.
Wszystko to zagłuszyła kolejna karczemna awantura,która to zakończyła się wyprowadzką ojca.
-Życie toczy się dalej.-Pomyślałam,ponownie przymrużając oczy,z których pierwszy raz od długiego czasu spłyneły łzy....
To moje pierwsze opowiadanie także nie wiem jak wam się spodoba. :) Komentujcie i wyrażajci swoje opinie, wiele z waszych rad wezme sobie do serca i jeśli jest tak źle to postanowie się poprawic ;)
Przepraszam,że troszke krótkie ,ale to dlatego ,że muszę już leciec :)
WESOŁYCH ŚWIĄT ŻYCZE WSZYSTKIM CZYTELNIKOM :)
MADEXOXO
-Już sie robi panie Flick! Dolewki napoju jak sądzę też?!-krzyknęłam,uśmiechając się do znajomego mężczyzny.
-Made jak ty mnie znasz!-Pan Flick odwzajemnił uśmiech,po czym zatopił się w porannej Londyńskiej prasie.
Podeszłam do niego i podałam zamówienie.
-Made,widziałaś to? Manchaster wygrał 1:0 z Barceloną,to się nazywa świetny mecz.-Powiedział Pan Flick,wystawiając mi ręke do przybicia piątki.
Świetnie!-Przybiłam mu dłoń,a zaraz potem odsunęłam krzesło od bocznego stolika i dosiadłam się do mężczyzny.Spojrzeniem wędrowałam po czerwonym blacie,przy którym siedzieliśmy,kiedy wreszcie starszy pan zapytal.-"Widzę,że coś jest nie tak. Co się stało?"
-Hem?-Jęknęłam,otrząsająs się z lekkiego stanu zamyślenia.-"Wie Pan,znowu wylądowałam w kozie ,zaraz po pracy musze lecieć do szkoły i odrobić swoją kare.." Westchnęłam ,ścierając bawełnianą ściereczką zabrudzony sokiem stół.
-to co przeskrobałas?
-Z kolegami wparowaliśmy do gabinetu dyrektora,jeden z kumpli ściągnał spodnie i krzyknął"AHOJ MAJTKU" ,potem wybiegliśmy.
-Do tej pory się zastanawiam co ty jeszcze robisz w tej szkole?- Zaśmiał się pan Flick,wpychając usilnie do buzi gryza Hamburgera ,a musztarda spływała mu po dolnej części okrągłej twarzy.
-Też się zastanawiam.- Odwzajemniłam uśmiech,czując mimo wszystko lekkie obrzydzenie.
Wstałam od stolika,podziękowałam za rozmowe i wróciłam do pracy. Spojrzałam na zegarek i krzyknęłam "O cholera już 15!" Zrzuciłam z siebie flanelowy fartuszek z emblematem Nando's,zabrałam torbe i wypadłam z baru krzycząc tylko "do zobaczenia" mojej przełożonej.Po drodze minęłam Diane,która zrobiła tylko głupią minę i krzyknęła"koza?" ,a ja w biegu odparłam -"jak ty mnie dobrze znasz".Przyjaciółka wzruszyła ramionami i weszła do budynku przejmując moją zmiane.
. . . (W tym samym czasie w zespole)
Zayn wędrował po pokoju ,zastanawiając się gdzie mogą leżec jego bokserki, wyjrzał za drzwi od swojego pokoju i zobaczył Harrego biegającego nago ,a za nim Lou trzymającego w rękach coś co łudząco przypominało bielizne .
-Tommy Tommy come to mommy. ! "- Krzyczał Harry ,przeskakując przez oparcie skórzanej sofy stojącej w rogu pokoju hotelowego.
-Harry,masz ładne pośladki,ale zaraz musimy wychodzić ,a ty chyba nie masz zamiaru iść jak nudysta... NA WALETA! - Odparł zdesperowany Lou, nie wiedząc już jakie kroki podjąć by namówic przyjaciela na założenie bielizny.
Harry wciągnął policzki ,robiąc z ust rulonik , przeszedł kawałek korytarza jak modelka mówiąc" wiem Boo Bear,że zauważyłeś" , rozwścieczając tym Louisa i dalej udając się w pogoń tym razem po kuchni.
Zayn stał jak idiota na środku salonu, spojrzał w lustro ,poprawił pęczek swoich czarnych włosów i udał się za kumplami do kuchni, by odzyskac swoje gatki.
-Ile razy Ci mówiłem nie mów do mnie Boo Bear!. - Krzyczał Louis , ściskając materiał w dłoniach.
Harry zatrzymał się w progu ,zrobił maślane oczka i zaczął płakać.Louis popatrzył się na niego i zdał sobie sprawę jak Hazza reaguje ,gdy podniesie się na niego głos.Malik patrzył na to wszystko z lekkim komizmem .
Niall z Liamem wstali z kanapy,stanęli za Malkiem przyglądającemu się całemu zajściu i buchnęli śmiechem.
Zayn wciąż patrzył nie na dwóch przyjaciół obściskujących się jak para zakochanych , tylko na swoją bielizne,która byla cała w strzępach.
-TO BYŁY MOJE OSTATNIE GATKI!- Krzyknął Zayn , zwracając uwagę dwóch przewracających się ze śmiechu przyjaciół oraz dwóch pozostalych , jednego zdesperowanego nudysty,a drugiego wrażliwego furiaty.
PRZEPRASZAMY- powiedzieli Louis z Harrym, ocierającym swoje oczy od łez.
Wszyscy wybuchli jednym śmiechem , a Liam machał gadkami Zayn'a przed jego rozbawioną twarzą.
W kozie...
-Przepraszam za spóźnienie ! - Krzyknęłam do nauczycielki ,siedzącej przy dębowym biurku w sali 23 ,która dla nas wszystkich była salą tortur potocznie nazywaną kozą.
-Made Wight spóźniona, jutro zostajesz godzine dłużej.- Warknęła starsza pani,poprawiając swój siwy koczek .
-Proszę pani,ale ja jutro pracuje. - Odpowiedziałam siadając w rogu sali i zakładając na uszy słuchawki.
Nie słuchałam co starucha mamrotała pod nosem , zamknęłam oczy, nogi położylam na stoliku jedna na drugiej i usnęłam.Nie minęło pare minut ,a ktoś zaczepił mnie ,otworzyłam jedno oko i ujrzałam nauczycielke,ściągnęłam słuchawki i z ironią zapytałam,wysyłając jej uśmieszek -"coś nie tak pani Blancstrome?"
- Słuchawki.
-Proszę?- Zapytałam z niedowierzeniem ..
-Oddaj mi słuchawki.-Powiedziała głośniej kobieta,wystawiając dłoń i oczekując ode mnie oddania urządzenia.
-Pani chyba ...-Chcialam coś powiedzieć,ale przerwała mi stara Blankstromka wyrywając mi je z rąk i zaczynając swój długi wykład o zasadach panujących podczas odbywania kary.
-Też Panią kocham !- Krzyknęłam do niej stojącej pod biurkiem ,robiąc dziwaczny uśmiech,że niby nie obchodzi mnie to,że do końca tygodnia nie ujrze moich słuchaweczek.Pięknych,metalicznych,z pojemnością 10000 piosenek,prosto z Australii.Spuściłam głowę w dół i nie zdawałam sobie sprawy jak srogie spojrzenie wysłała mi kobieta ,próbując "rozpracować" urządzenie.Minęły dwie godziny,czyli praktycznie cała kara jaką mialam do odbycia,no prawie cała wyłączając godzine za pyskowanie to starej wiedźmy.Wyszłam z budynku szkolnego i ruszyłam w stronę mojego domu. Przyglądałam się zachodzącemu już nad Londynem słońcu. Niebo przybrało odcienie żółci,pomarańczu i czerwieni,a wszystkie budynki okryło ciepłe żółtawe światło.
-Przyjemnie"-Pomyślałam, wchodząc w swoją dzielnicę.-Tutaj już mniej" .Domy ,które tutaj stały były małe,często ceglane. Drewniane płotki,miałe pourywane sztafety,a ulice zaśmiecone były petami i zgniecionymi puszkami piwa. Mój dom troche wyróżniał się od pozostałych,bo moja mama dużą uwagę zwracała na estetykę . Stanęłam w progu i usłyszałam kłótnie.-Oho. Znowu się zaczęło" - Powiedziałam do siebie, zamykając za sobą drzwi do domu.
-To z nią byłeś ostatniego wieczoru?- Krzyczała mama ,idąc za ojcem w strone salonu.
-Byłem i odchodzę. !
Mama która w tej chwili trzymała w ręce talerz,upuściła go na ziemie a tysiące porcelanowych kawałeczków leżało na podłodze.
Kątem oka,siadając na schodach przyglądałam się całemu zajściu. Rodzice początkowo nie zauważyli mojej obecności,doputy ojciec nie wstał z fotela i nie ruszył w strone kuchni.
-Made.. ja.-Nie dokończył. Odwróciłam się napięcie i poszłam na góre nie chcąc słuchać jego bajeczki o tym,że odchodzi ,jaka to moja matka jest zła, że w życiu mu się nie ułożyło,ale mimo wszystko i tak mnie kocha .Trzasnęłam drzwiami i rzuciłam się na białe łóżko stojące pod oknem . Zamknęłam oczy i znów wyobraziłam sobie siebie ,stojącą przed tysiącami osób ,mającą w ręku mikrofon i śpiewając słowa własnej piosenki " i want true love" ,a tłumy ruszały się w rytm jej melodii.
Wszystko to zagłuszyła kolejna karczemna awantura,która to zakończyła się wyprowadzką ojca.
-Życie toczy się dalej.-Pomyślałam,ponownie przymrużając oczy,z których pierwszy raz od długiego czasu spłyneły łzy....
To moje pierwsze opowiadanie także nie wiem jak wam się spodoba. :) Komentujcie i wyrażajci swoje opinie, wiele z waszych rad wezme sobie do serca i jeśli jest tak źle to postanowie się poprawic ;)
Przepraszam,że troszke krótkie ,ale to dlatego ,że muszę już leciec :)
WESOŁYCH ŚWIĄT ŻYCZE WSZYSTKIM CZYTELNIKOM :)
MADEXOXO
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)









