A jednak dzisiaj skończe. DOBRA JEDZIEMY Z KOXEM !
....
Za nim wyszedł Liam.Chwilę później dołączył ciągnący za rękaw Harry'ego Louis i Niall ,który próbował wyrwać się z rąk Adrienne. Diana ,która jeszcze dziś rano twardo stąpała po ziemi,w tej chwili chodzi jakby najadła się całej paczki tabletek przeczyszczających. Nie rozumiałam ideii tego całego zespołu, ich pochodzenia oraz skąd na ich punkcie jest takie uwielbienie. Po pracy ja,Adrienne i Diana wracałyśmy do domu. Dziewczyny jednak były w innym świecie .Diana prawie walnęła o słup z napisem STOP, a Adriennie nie wpadła do studzieńki. Zaraz gdy tylko weszłysmy w naszą dzielnicę pożegnałyśmy się i każda z nas rozeszła się do swojego domu.
Drzwi od mojego mieszkania byly uchylone. W środku panował istny chłód,a dom byl zupełnie pusty. -Pewnie Camille znowu zapomniała zamknąć dom,przed wyjściem." Pomyślałam ,sprzątając z podłogi kupkę zużytych husteczek higienicznych. Siadłam na stołku kuchennym ,twarz zakryłam rękoma i teraz gdy dom był pusty mogłam wreszcie się wypłakać. Czułam pustkę,samotność stratę kogoś ,kto w moim życiu odgrywał znaczącą rolę,kto w moim przeświadczeniu,miał być moim opiekunem ,doradcą i przyjacielem. Taki własnie był mój ojciec. Wytarlam oczy rękawem od bluzy i dalej kontynuowałam sprzątanie,tym razem potłuczonych talerzy,ręcznie pozłacanych,kiedy jedno z kawałków głęboko wbiło mi się w ręke. Usta zatopiłam w strumieniu krwi chcąc zatamować krwawienie,wyrzucałam z szafek wszystkie opakowania po lekarstwa w poszukiwaniu bandaży i wody utlenionej. Nagle poczułam jak ktoś dotknął moje ramie.
-JEZU !- Wrzasnęłam,chcąc zorientować się w panującej sytuacji.Odwrociłam się i ujrzałam znajomą postać Jacksona
-To tylko ja. ! Nie bój się...
- A to ty.Bierz z kuchni co chcesz i spadówa.- stałam odwrócona do niego plecami i wciąż grzebałam w szafce ,szukając opatrunku.
-Nie mam pojęcia czy to będzie chciało się wynieść.
Machnęłam lekceważąco dłonią i nagle poczułam jak jestem w powietrzu.
Jackson trzymał mnie na rękach,wyszedł ze mną z domu i wsadził do swojego żółtego garbusa .
-JACKSON CO TY ROBISZ?PUŚĆ MNIE- Krzyczałam ,chcąc wydostać się z jego rąk.
-wiozę Cie do szpitala,ta rana jest zbyt głęboka.
Zielone oczy Jacksona ,w świetle słońca niesamowicie wyglądały. Nie obawialam się jednak jego zachowania. Czułam się bezpiecznie .
- dobra jedź, boli jak skurczybyk !.- Okręciłam dłonią ręke ,krzyżując z bólu nogi i zagryzając zęby.
Na miejscu ,kiedy lekarze opatrzyli mi rane ,poczułam ulgę. Jakby ktoś co najmniej zdjął krzyż z moich barków. Jackson w samochodzie nucił "paradise" Coldplay'a i cały czas się śmiejąc i przedrzeźniając moją minę,podczas opatrywania rany.
-Zabawne ,Ha ha - Zachowując powagę.
-No zabawne. Gdybyś ty widziała swoją minę. Jakbyś normalnie miała zatwardzenie.
-No wiesz?
Parsknęliśmy śmiechem . Jackson złapał mnie za ręke i spojrzał na mnie ,próbując wydukać z siebie chociaz jedno slowo. W samochodzie panowala dziwna atmosfera. Zrobilo się cicho. Nacisnęłam radio i zaczęli grać jakąs Heavy Metalową kapele. Popatrzyłam na Jacksona,który "starał " się skupić na drodzę i zmieniłam stacje. Grali "let me love you"-Mario. Kiwałam lekko głową w rytm melodii . Jackson wiedział,że to jeden z moich ulubionych kawałków. Zatrzymal auto i nagle poczułam jak jego usta stykają się z moimi. Oderwałam głowe i popatrzyłam w jego kierunku.
-Jackson!
On złapał mój podbródek i znowu nasze usta się dotknęły.Poczułam przyjemny smak warg,ale wciąż w myślach krążył mi Zayn,który swoją minął był tak tajemniczy,że nie dało się wyciągnąc żadnych wniosków.
Gdy dojechaliśmy na miejsce Jackson nic nie mówił,uśmiechnął się i otworzył mi jak gentelman drzwi. Ja z grzeczności odwzajemniłam uśmiech ,a potem w podziękowaniu pocałowałam w policzek.
-Dziękuje.
-Nie ma za co .- Zarumieniony,schował kluczyki do pojazdu w kurtce i przeskoczył przez biały,drewniany płot. -Narazie!
-Do zobaczenia .
-Czyli dzisiaj mamy randkę?
-Nic takiego nie mówiłam!
-Powiedziałaś do zobaczenia, wziąłem to jako pretekst do kolejnego spotkania..
-ale..
-Będę o 20.
dotknęłam palcami swoich ust ,moje usta same się uśmiechnęły. "Dobrze" Pomyślałam,czując,że moje życie może nabrać sensu...
....
Za nim wyszedł Liam.Chwilę później dołączył ciągnący za rękaw Harry'ego Louis i Niall ,który próbował wyrwać się z rąk Adrienne. Diana ,która jeszcze dziś rano twardo stąpała po ziemi,w tej chwili chodzi jakby najadła się całej paczki tabletek przeczyszczających. Nie rozumiałam ideii tego całego zespołu, ich pochodzenia oraz skąd na ich punkcie jest takie uwielbienie. Po pracy ja,Adrienne i Diana wracałyśmy do domu. Dziewczyny jednak były w innym świecie .Diana prawie walnęła o słup z napisem STOP, a Adriennie nie wpadła do studzieńki. Zaraz gdy tylko weszłysmy w naszą dzielnicę pożegnałyśmy się i każda z nas rozeszła się do swojego domu.
Drzwi od mojego mieszkania byly uchylone. W środku panował istny chłód,a dom byl zupełnie pusty. -Pewnie Camille znowu zapomniała zamknąć dom,przed wyjściem." Pomyślałam ,sprzątając z podłogi kupkę zużytych husteczek higienicznych. Siadłam na stołku kuchennym ,twarz zakryłam rękoma i teraz gdy dom był pusty mogłam wreszcie się wypłakać. Czułam pustkę,samotność stratę kogoś ,kto w moim życiu odgrywał znaczącą rolę,kto w moim przeświadczeniu,miał być moim opiekunem ,doradcą i przyjacielem. Taki własnie był mój ojciec. Wytarlam oczy rękawem od bluzy i dalej kontynuowałam sprzątanie,tym razem potłuczonych talerzy,ręcznie pozłacanych,kiedy jedno z kawałków głęboko wbiło mi się w ręke. Usta zatopiłam w strumieniu krwi chcąc zatamować krwawienie,wyrzucałam z szafek wszystkie opakowania po lekarstwa w poszukiwaniu bandaży i wody utlenionej. Nagle poczułam jak ktoś dotknął moje ramie.
-JEZU !- Wrzasnęłam,chcąc zorientować się w panującej sytuacji.Odwrociłam się i ujrzałam znajomą postać Jacksona
-To tylko ja. ! Nie bój się...
- A to ty.Bierz z kuchni co chcesz i spadówa.- stałam odwrócona do niego plecami i wciąż grzebałam w szafce ,szukając opatrunku.
-Nie mam pojęcia czy to będzie chciało się wynieść.
Machnęłam lekceważąco dłonią i nagle poczułam jak jestem w powietrzu.
Jackson trzymał mnie na rękach,wyszedł ze mną z domu i wsadził do swojego żółtego garbusa .
-JACKSON CO TY ROBISZ?PUŚĆ MNIE- Krzyczałam ,chcąc wydostać się z jego rąk.
-wiozę Cie do szpitala,ta rana jest zbyt głęboka.
Zielone oczy Jacksona ,w świetle słońca niesamowicie wyglądały. Nie obawialam się jednak jego zachowania. Czułam się bezpiecznie .
- dobra jedź, boli jak skurczybyk !.- Okręciłam dłonią ręke ,krzyżując z bólu nogi i zagryzając zęby.
Na miejscu ,kiedy lekarze opatrzyli mi rane ,poczułam ulgę. Jakby ktoś co najmniej zdjął krzyż z moich barków. Jackson w samochodzie nucił "paradise" Coldplay'a i cały czas się śmiejąc i przedrzeźniając moją minę,podczas opatrywania rany.
-Zabawne ,Ha ha - Zachowując powagę.
-No zabawne. Gdybyś ty widziała swoją minę. Jakbyś normalnie miała zatwardzenie.
-No wiesz?
Parsknęliśmy śmiechem . Jackson złapał mnie za ręke i spojrzał na mnie ,próbując wydukać z siebie chociaz jedno slowo. W samochodzie panowala dziwna atmosfera. Zrobilo się cicho. Nacisnęłam radio i zaczęli grać jakąs Heavy Metalową kapele. Popatrzyłam na Jacksona,który "starał " się skupić na drodzę i zmieniłam stacje. Grali "let me love you"-Mario. Kiwałam lekko głową w rytm melodii . Jackson wiedział,że to jeden z moich ulubionych kawałków. Zatrzymal auto i nagle poczułam jak jego usta stykają się z moimi. Oderwałam głowe i popatrzyłam w jego kierunku.
-Jackson!
On złapał mój podbródek i znowu nasze usta się dotknęły.Poczułam przyjemny smak warg,ale wciąż w myślach krążył mi Zayn,który swoją minął był tak tajemniczy,że nie dało się wyciągnąc żadnych wniosków.
Gdy dojechaliśmy na miejsce Jackson nic nie mówił,uśmiechnął się i otworzył mi jak gentelman drzwi. Ja z grzeczności odwzajemniłam uśmiech ,a potem w podziękowaniu pocałowałam w policzek.
-Dziękuje.
-Nie ma za co .- Zarumieniony,schował kluczyki do pojazdu w kurtce i przeskoczył przez biały,drewniany płot. -Narazie!
-Do zobaczenia .
-Czyli dzisiaj mamy randkę?
-Nic takiego nie mówiłam!
-Powiedziałaś do zobaczenia, wziąłem to jako pretekst do kolejnego spotkania..
-ale..
-Będę o 20.
dotknęłam palcami swoich ust ,moje usta same się uśmiechnęły. "Dobrze" Pomyślałam,czując,że moje życie może nabrać sensu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz