Minął tydzień .....
W szkole wciąż jednak pobyt One Direction był wielkim przeżyciem. Chłopcy także czuli,że nie do końca odnaleźli się wsród swoich. Mimo wszystko mieli świadomość tego,że to tylko tymczasowo,bo już za pare miesięcy rozpocznie się ich światowe tournee , a rówieśnicy zostaną tylko jednym z wielu nijakich wspomnien .
Środek tygodnia . Made o poranku siedziała w kuchnii i piła latte,zmywając talerz po śniadaniu.
- Czymś się martwisz?- Matka spojrzała na córkę , próbując się do niej zbliżyc.
Dziewczyna nie odezwała się. Swoje zdanie na ten temat wyraziła obojętnym westchnięciem.
- Dalej się gniewasz?- Kobieta nie dawała za wygraną. Wiedziała,że ostatnimi czasy,jej kontakt z córką, znacznie się pogorszył.
- Ty wiesz co? Nie wiem, weź się za robienie na drutach, ale daj mi wreszcie święty spokój. Od kiedy ty się tak właściwie interesujesz tym co mnie trapi? Wiesz gdzie pracuje?- Made przerwała milczenie,postanowiła,że wszystko co myśli ,wygarnie matce,nawet jeśli ta do śmierci by się na nią obraziła.
-kochanie...-Zaczęła matka,ale córka znowu jej przerwała.
-No wlasnie. Nie wiesz nic o mnie . Z resztą od zawsze interesowałą Cię Camille .
- To nie prawda. Jak możesz tak mówic"-Kobieta miala łzy w oczach,miała przeczucie,że tu jest czuły punkt,że jej nastoletnia latorośl najechała na ambicje.
Made nie odezwała się już ani słowem. Wytarła mokry talerz czerwoną ściereczką, włożyła go do szafki i poszła do pokoju .
Matka stała bez ruchu miedzy blatem a stołem,nie mogąc wydusić z siebie ani słowa. Łzy spływały po policzkach ,a na jej twarzy malował się strach i bezradność oraz wstyd,że przegapiła najpiękniejsze lata dorastania starszego dziecka.
- MADE. ! - Krzyczała z sąsiedniego pokoju Camille.
Cisza.
Nagle harmonie w pokoju Made przerwało wejście 8-letniej siostry.
-Czego chcesz Camille?- Made spojrzała na Camille,która całą twarz miala w niebieskiej farbie.
krótką cisze,przerwał nagły napad śmiechu starszej siostry,która wprost nie mogła się powstrzymać patrząc na niebieską buzie małej, pyzatej dziewczynki.
- Chodz tutaj "
Camille stanęła przed starszą siostrą ,siedzącą na łóżku . Spuściła główkę w dół ,machając swoimi warkoczykami raz w jedną, raz w drugą stronę.
Made wyjęła z małej paczuszki ściereczkę , podniosła siostrzyczce buzię ,próbując zmyć ,wyschniętą już farbę.
- AUA. TO BOLI. - Krzyczała dziewczynka , chcąc wyrwac się siostrze z objęć.
- Przestań się wiercić. Już prawie skończyłam .
Camille przyglądała się Made ,stojąc posłusznie w bezruchu.
-Wiesz co?
- Hmm ?- Jękneła siostra,skupiając się na jednej czynności.
-Masz naprawdę ładną buzie.
Made przerwała ,spojrzała na małą dziewczynkę i na jej policzku złożyła buziaka.
- Ty masz za to słodkie poliki. - Odparła siostra ,która skończyła czyścic siostre.
Camille spojrzała w lusterko i przytuliła Made. Wybiegając z pokoju krzyknęła tylko-"Dziękuje" .
Made-* Spojrzałam na zegarek ,który wskazywał 8 rano. O 10 miałam zacząc zajęcia. Rozgrzałam prostownicę,by wyprsotowac włosy,a w między czasie wyciągnęłam z szafy marmurkowe legginsy i luźny niebieski sweter.Minęło pół godziny,praktycznie byłam już gotowa do wyjścia. Usłyszałam jak moja komóra wibruje w kieszeni. "ZAYN" + 10 nieodebranych od niego połączeń. TRUDNO. Niech sobie dzwoni,to wszystko jedno wielkie g*wno,w któro wdepnęłam i przez to nie mogę doczyścic buta. To tylko taka przenośnia. Koleś od czasu incyndenty w sali chemicznej nie daje mi spokoju. Zamknęłam drzwi od pokoju ,zarzuciłam torbę na ramie i wybiegłam z domu,kierując się na ganek mieszkającej obok DIANY.
Usiadłam na czerwonej ławeczce stojącej przy drzwiach czekając na przyjaciółkę,którą słychać było zza drzwi jak schodziła po schodach.
- Idziemy wreszcie?- Spytała,zamykając za sobą drzwi wejściowe.
Przyjaciółka pociągnęła mnie za rękaw ,zbiegając w dól po schodach.
Minęłyśmy 4 ulice ,a przed nami z każdym krokiem coraz bardziej malował się budynek szkoły. Przy samej bramie wydawal się tak duży,że mógłby stanowić budynek parlamentu.
Na szkolnym parkingu roiło się od grupki dziewczyn ,stojących przed RANG ROVEREM chłopaków.
Diana stanęła chwile pośród nich,czekając aż Harry wyjdzie z samochodu i złoży na jej ustach pocałunek.
BŁĘDNA MYŚL.
Siadłam na ławce,wyciągnęłam nogi i przyglądałam się wszystkiemu jak na jakimś seansie. Widać,że chłopcy mimo tak dużej popularności ,nie są w stanie poradzić sobie natłokiem fanek. Troche bawiło mnie to jak niegramotnie dziewczyny popychaly ich na samochód chcąc zrobić sobie z nimi jedno zdjęcie.
Diana wychyliła się z tłumu,po czym ponownie w nim utonęła. Siedziałam sobie tak bezczynnie jeszcze chwile , kiedy całą szopke przerwał krzyk jednego z chłopaków . -AAAAAA-. Niall nie wytrzymał.Wyleciał z między dziewczyn i usiadł obok mnie na ławce . Tłum stojący wśrod 4 pozostałych muzyków,zmienił obiekt zainteresowań i biegł na Nialla,a kto siedział obok niego? JA . - WIać !- Wrzasnęłam ,ciągnąc chłopaka za rękaw i przeskakując przez oparcie od ławki . Dziewczyny siedziały nam tuż na ogonie . Ciągnęłam go za sobą ,aż w końcu wlecieliśmy w najbliższe krzaki,aby zmylić tłum.
-CIcho- Szepnęłam,wychylając głowe zza gałązek.
Niall siedział jak dziecko. Skulony niczym żółw ,z zamkniętymi oczami,czekał aż wkońcu nadejdzie bezpieczeństwo i chłopaki go przytulą.
-Spokojnie już wszystko dobrze.-Posłałam mu ciepły uśmiech,że niebezpieczeństwo zażegnane.
Wyczołgał się zza krzaków i podał mi dłoń,niczym dżentelmen ,aby pomóc mi wstać.
- Dziękuje-Otrzepałam spodnie z ziemi i odeszłam.
- To ja dziękuje.- Krzyknął chłopak , rozglądając się wokół .
Zayn i reszta chłopaków szli w kierunku Niall'a.Gdy mnie mijali czułam jak jego dłoń próbuje dotknąć mojej,jego perfumy doprowadzały mnie do istnego szału. Mialam wrażenie ,że się od niej uzależniam,że jest jak narkotyk,z którego nie da się wyleczyc..
To tyle ;))) zaraz dodaje rozdzial 8 :D
W szkole wciąż jednak pobyt One Direction był wielkim przeżyciem. Chłopcy także czuli,że nie do końca odnaleźli się wsród swoich. Mimo wszystko mieli świadomość tego,że to tylko tymczasowo,bo już za pare miesięcy rozpocznie się ich światowe tournee , a rówieśnicy zostaną tylko jednym z wielu nijakich wspomnien .
Środek tygodnia . Made o poranku siedziała w kuchnii i piła latte,zmywając talerz po śniadaniu.
- Czymś się martwisz?- Matka spojrzała na córkę , próbując się do niej zbliżyc.
Dziewczyna nie odezwała się. Swoje zdanie na ten temat wyraziła obojętnym westchnięciem.
- Dalej się gniewasz?- Kobieta nie dawała za wygraną. Wiedziała,że ostatnimi czasy,jej kontakt z córką, znacznie się pogorszył.
- Ty wiesz co? Nie wiem, weź się za robienie na drutach, ale daj mi wreszcie święty spokój. Od kiedy ty się tak właściwie interesujesz tym co mnie trapi? Wiesz gdzie pracuje?- Made przerwała milczenie,postanowiła,że wszystko co myśli ,wygarnie matce,nawet jeśli ta do śmierci by się na nią obraziła.
-kochanie...-Zaczęła matka,ale córka znowu jej przerwała.
-No wlasnie. Nie wiesz nic o mnie . Z resztą od zawsze interesowałą Cię Camille .
- To nie prawda. Jak możesz tak mówic"-Kobieta miala łzy w oczach,miała przeczucie,że tu jest czuły punkt,że jej nastoletnia latorośl najechała na ambicje.
Made nie odezwała się już ani słowem. Wytarła mokry talerz czerwoną ściereczką, włożyła go do szafki i poszła do pokoju .
Matka stała bez ruchu miedzy blatem a stołem,nie mogąc wydusić z siebie ani słowa. Łzy spływały po policzkach ,a na jej twarzy malował się strach i bezradność oraz wstyd,że przegapiła najpiękniejsze lata dorastania starszego dziecka.
- MADE. ! - Krzyczała z sąsiedniego pokoju Camille.
Cisza.
Nagle harmonie w pokoju Made przerwało wejście 8-letniej siostry.
-Czego chcesz Camille?- Made spojrzała na Camille,która całą twarz miala w niebieskiej farbie.
krótką cisze,przerwał nagły napad śmiechu starszej siostry,która wprost nie mogła się powstrzymać patrząc na niebieską buzie małej, pyzatej dziewczynki.
- Chodz tutaj "
Camille stanęła przed starszą siostrą ,siedzącą na łóżku . Spuściła główkę w dół ,machając swoimi warkoczykami raz w jedną, raz w drugą stronę.
Made wyjęła z małej paczuszki ściereczkę , podniosła siostrzyczce buzię ,próbując zmyć ,wyschniętą już farbę.
- AUA. TO BOLI. - Krzyczała dziewczynka , chcąc wyrwac się siostrze z objęć.
- Przestań się wiercić. Już prawie skończyłam .
Camille przyglądała się Made ,stojąc posłusznie w bezruchu.
-Wiesz co?
- Hmm ?- Jękneła siostra,skupiając się na jednej czynności.
-Masz naprawdę ładną buzie.
Made przerwała ,spojrzała na małą dziewczynkę i na jej policzku złożyła buziaka.
- Ty masz za to słodkie poliki. - Odparła siostra ,która skończyła czyścic siostre.
Camille spojrzała w lusterko i przytuliła Made. Wybiegając z pokoju krzyknęła tylko-"Dziękuje" .
Made-* Spojrzałam na zegarek ,który wskazywał 8 rano. O 10 miałam zacząc zajęcia. Rozgrzałam prostownicę,by wyprsotowac włosy,a w między czasie wyciągnęłam z szafy marmurkowe legginsy i luźny niebieski sweter.Minęło pół godziny,praktycznie byłam już gotowa do wyjścia. Usłyszałam jak moja komóra wibruje w kieszeni. "ZAYN" + 10 nieodebranych od niego połączeń. TRUDNO. Niech sobie dzwoni,to wszystko jedno wielkie g*wno,w któro wdepnęłam i przez to nie mogę doczyścic buta. To tylko taka przenośnia. Koleś od czasu incyndenty w sali chemicznej nie daje mi spokoju. Zamknęłam drzwi od pokoju ,zarzuciłam torbę na ramie i wybiegłam z domu,kierując się na ganek mieszkającej obok DIANY.
Usiadłam na czerwonej ławeczce stojącej przy drzwiach czekając na przyjaciółkę,którą słychać było zza drzwi jak schodziła po schodach.
- Idziemy wreszcie?- Spytała,zamykając za sobą drzwi wejściowe.
Przyjaciółka pociągnęła mnie za rękaw ,zbiegając w dól po schodach.
Minęłyśmy 4 ulice ,a przed nami z każdym krokiem coraz bardziej malował się budynek szkoły. Przy samej bramie wydawal się tak duży,że mógłby stanowić budynek parlamentu.
Na szkolnym parkingu roiło się od grupki dziewczyn ,stojących przed RANG ROVEREM chłopaków.
Diana stanęła chwile pośród nich,czekając aż Harry wyjdzie z samochodu i złoży na jej ustach pocałunek.
BŁĘDNA MYŚL.
Siadłam na ławce,wyciągnęłam nogi i przyglądałam się wszystkiemu jak na jakimś seansie. Widać,że chłopcy mimo tak dużej popularności ,nie są w stanie poradzić sobie natłokiem fanek. Troche bawiło mnie to jak niegramotnie dziewczyny popychaly ich na samochód chcąc zrobić sobie z nimi jedno zdjęcie.
Diana wychyliła się z tłumu,po czym ponownie w nim utonęła. Siedziałam sobie tak bezczynnie jeszcze chwile , kiedy całą szopke przerwał krzyk jednego z chłopaków . -AAAAAA-. Niall nie wytrzymał.Wyleciał z między dziewczyn i usiadł obok mnie na ławce . Tłum stojący wśrod 4 pozostałych muzyków,zmienił obiekt zainteresowań i biegł na Nialla,a kto siedział obok niego? JA . - WIać !- Wrzasnęłam ,ciągnąc chłopaka za rękaw i przeskakując przez oparcie od ławki . Dziewczyny siedziały nam tuż na ogonie . Ciągnęłam go za sobą ,aż w końcu wlecieliśmy w najbliższe krzaki,aby zmylić tłum.
-CIcho- Szepnęłam,wychylając głowe zza gałązek.
Niall siedział jak dziecko. Skulony niczym żółw ,z zamkniętymi oczami,czekał aż wkońcu nadejdzie bezpieczeństwo i chłopaki go przytulą.
-Spokojnie już wszystko dobrze.-Posłałam mu ciepły uśmiech,że niebezpieczeństwo zażegnane.
Wyczołgał się zza krzaków i podał mi dłoń,niczym dżentelmen ,aby pomóc mi wstać.
- Dziękuje-Otrzepałam spodnie z ziemi i odeszłam.
- To ja dziękuje.- Krzyknął chłopak , rozglądając się wokół .
Zayn i reszta chłopaków szli w kierunku Niall'a.Gdy mnie mijali czułam jak jego dłoń próbuje dotknąć mojej,jego perfumy doprowadzały mnie do istnego szału. Mialam wrażenie ,że się od niej uzależniam,że jest jak narkotyk,z którego nie da się wyleczyc..
To tyle ;))) zaraz dodaje rozdzial 8 :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz